AKG Y50BT – test

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Suport

 

Historia technologii Bluetooth sięga roku 1994, gdy firma L. M. Ericsson postanowiła rozwiązać problem bezprzewodowej łączności telefonów komórkowych. Z jej inicjatywy powstała SIG (Special Interest Group), której celem była standaryzacja tego typu rozwiązania. Wielką mądrość tego ruchu Ericssona możemy docenić, gdy spojrzymy na to, co stało się z promowaną jeszcze kilka lat temu kwadrofonią. Powstały wtedy liczne rozwiązania dotyczące dźwięku przestrzennego, z których każdy zagospodarował jakąś część rynku, żaden jednak nie uzyskał wyraźnej przewagi. Efektem tego „rozbicia” (czyli braku obecności jednego, wiodącego standardu) była dość szybka śmierć początkowo obiecującej technologii kwadro. W wypadku Bluetootha ta sytuacja nie powtórzyła się – już w 1999 roku SIG opublikowała specyfikację Bluetooth V1.0, która szybko stała się podstawą do dalszego rozwoju. Niedługo potem świat zachwycił się tym rewolucyjnym rozwiązaniem, a wariacja na temat przydomka króla średniowiecznej Danii – Haralda Sinozębego – zagościła w słowniku przysłowiowych Kowalskich.

Bluetooth, chociaż geneza jego powstania jest ściśle związana z telefonami komórkowym, idealnie nadawał się także do zastosowania w branży audio (no, przynajmniej tego mainstreamowego nurtu). Pozwalał on bowiem na pozbycie się krępujących, uciążliwych kabli, zarówno w domu (czy znajdę tutaj jakąś kobietę, która umie zachwycić się stosem kilkumetrowych przewodów, rzuconych w nieładzie za – i tak często wyjątkowo szpetnym – sprzętem?), jak i „na mieście”, podczas słuchania muzyki przez słuchawki. Minusem tej technologii okazał się jednak jej rodowód – inżynierów, którzy standaryzowali to rozwiązanie nie obchodziła ogólnie pojęta „wysoka jakość dźwięku”: Bluetooth miał być niezawodny, prosty w obsłudze i szybki. Nie ma tutaj zbyt wiele miejsca na żadne audiofilskie rozkosze, martwienie się o to, czy brzmienie jest odpowiednio dobre.

Wiele firm audio podjęło jednak próbę użycia Bluetootha wedle swoich potrzeb (i – rzecz jasna – żądań klientów). Zaowocowało to prawdziwym zalewem (szczególnie w ostatnich latach) bezprzewodowych kolumn głośnikowych (niektóre z nich, jak Beolab 90 firmy Bang & Olufsen, wyglądają zresztą jak dzieło sztuki dizajnu), głośników Bluetooth czy słuchawek, dedykowanych w pierwszej kolejności możliwie największej mobilności i nieskrępowanej swobodzie. W branży audio najbardziej z wynalazku SIG skorzystały właśnie słuchawki, których mariaż z Bluetoothem okazał się być najbardziej naturalnym. Nikt nie chce, jadąc np. w zatłoczonym tramwaju czy autobusie, męczyć się z długim, łatwo plączącym się kablem. Tak oto dochodzimy do końcówki roku 2015. Austriacki producent sprzętu audio, który działa nieprzerwanie od 1947 roku, wprowadził wtedy do sprzedaży słuchawki nauszne AKG Y50BT. Była to bezprzewodowa wersja (BT w nazwie oznacza właśnie obecność Bluetootha na pokładzie) wielokrotnie nagradzanych i docenionych, zarówno przez prasę branżową, jak i klientów nauszników Y50. Co ciekawe, za ich wygląd (i starej, i nowej wersji) odpowiedzialny był Polak, Rafał Czaniecki, pracujący w AKG jako Lead Designer. Jego pomysłem na serię Y był młodzieńczy, inspirujący wygląd, maksymalna prostota projektu i możliwie najłatwiejsza eksploatacja produktu. Model Y50BT od swojego starszego brata miał różnić się także wyglądem, chociaż tutaj zmiany od samego początku były zapowiedziane jako kosmetyczne. Po co zmieniać coś, co jest dobre, prawda?

Pasek - kreska

DESIGN

 

W poprzednich testach sprzętu audio przeprowadzonych na potrzeby rubryki First Step Audio nigdy nie kryłem się z tym, że podziwiam pana Rafała i firmę AKG za to, jak piękne i jednocześnie dobrze wykonane urządzenia są w stanie wykreować, od początkowego projektu na kartce papieru, po gotowy produkt. Nie inaczej jest i tym razem – nauszniki oznaczone symbolem Y50BT zachwycają na żywo swoim wyglądem. Uwagę zwraca przede wszystkim fenomenalne wykorzystanie loga Austriaków jako ciekawego elementu graficznego, który pozwala słuchawkom na wyróżnienie się z tłumu. Na pochwałę zasługuje także, nie mam co do tego żadnych wątpliwości – bardzo fajnie dobrana kolorystyka. Klienci do wyboru mają trzy wersje: czarną, niebieską (moim zdaniem – najlepszą) oraz srebrną. Z tą ostatnią miałem możliwość bliżej się zapoznać i chociaż podoba mi się najmniej, to i tak wygląda, w mojej opinii, bardzo dobrze.Warto również zwrócić uwagę na dbałość o detale w wykonaniu Rafała Czarnieckiego: maleńki symbol modelu umieszczony na jednym z elementów utrzymujących muszlę słuchawki, minimalistyczne przyciski czy dyskretnie zaaplikowany port micro USB. Nieco gorzej, ale tylko odrobinkę, wypadło pudełko, które w porównaniu do samych słuchawek wydało mi się… nijakie. Oczywiście i jego projekt oraz wykonanie zdradzały rękę profesjonalisty, zabrakło im jednak czegoś, co bardziej przyciągałoby uwagę i zdradzałoby, że mamy tutaj do czynienia z świadomie wykreowanym, wysokiej jakości produktem.

Pasek - kreska

OBSŁUGA I FUNKCJONALNOŚĆ

 

Jednym z kluczowych aspektów modelu Y50BT jest jakość jego obsługi i funkcje, w które został wyposażony. Nauszniki te zostały przecież stworzone w pierwszej kolejności dla osób dużo i często przemieszczających się, miejskich wędrowców, którym nie mogą być straszne, dla przykładu, środki masowej komunikacji w godzinach szczytu. I słuchawki te doskonale się w roli towarzysza podróży sprawdzają. Są przede wszystkim bardzo wygodne – muszle i inne elementy zostały skonstruowane w taki sposób, by nic nie naciskało na głowę użytkownika, równocześnie zaś, by cała konstrukcja trzymała się mocno i stabilnie. Ten ostatni element udało mi się przetestować kilkukrotnie podczas biegania – w trakcie nawet intensywnego treningu bezprzewodowe „pięćdziesiątki” prawie w ogóle nie zsuwały się z głowy. Co więcej, mimo całej „aparatury” związanej z technologią bezprzewodowego przesyłu danych i obecności wydajnego (o tym za momencik) akumulatora, inżynierom AKG udało się uzyskać niewielką wagę całości, co jeszcze mocniej wpływa na przyjemność korzystania z słuchawek. Na osobną litanię zasługuje także czas długości ich pracy. W informacji prasowej firma Suport, polski dystrybutor wyrobów marki AKG, mówił o ok. 20 godzinach nieprzerwanego działania. Po kilkunastu dniach ciągłego używania modelu Y50BT wciąż nie jestem pewien czy rzeczywiście słuchawki trzeba było ładować po 20 godzinach czy… rzadziej. Po kabel i ładowarkę musiałem sięgnąć zaledwie dwa razy, a przecież w trakcie testów katowałem ten sprzęt niemiłosiernie. Bardzo przyjemnie prowadziło mi się także rozmowy przez telefon – mikrofon wyraźnie zbierał moje słowa i żadna z osób, z którą prowadziłem konwersację nie miała problemu ze zrozumieniem tego co mówię.

Nieco bardziej problematyczna okazała się obsługa przycisków odpowiadających za nawiązanie połączenia między słuchawkami i źródłem dźwięku oraz ustalanie poziomu głośności. Zostały one bowiem mocno „wprasowane” w obudowę, co wpłynęło pozytywnie na wygląd całej konstrukcji, odbijając się jednocześnie ujemnie na komforcie korzystania z nich. Oczywiście, na potrzeby tekstu, lekko wyolbrzymiam ten problem – to nie było tak, że za każdym razem musiałem je ściągać, żeby zwiększyć czy zmniejszyć natężenie dźwięku. Sprawiało mi to jednak, szczególnie na początku, trochę problemów, o których (raczej z kronikarskiego obowiązku, niż faktycznej ich wagi) napisać musiałem.

Przy akapicie związanym z funkcjonalnością warto wspomnieć jeszcze o możliwości transportu modelu Y50BT, bowiem i tutaj producent stanął na wysokości zadania. Słuchawki można bardzo łatwo i szybko złożyć w taki sposób, by nie zajmowały dużo miejsca i by nie były narażone na bolesne uszkodzenia mechaniczne. Austriacka firma do zestawu dołączyła także miękki futerał (który, ku mojemu zaskoczeniu, cały czas doskonale  się sprawdzał), kabel, z którego możemy skorzystać gdy bateria słuchawek się wyczerpuje oraz adapter samolotowy. Z takim wyposażeniem nic nie powinno być nam straszne.

Pasek - kreska

DŹWIĘK

 

Metodologia odsłuchu

Słuchawki nauszne AKG Y50BT testowałem dwuetapowo: najpierw, przez kilkanaście dni, używałem ich w różnych miejscach, oceniając wygodę ich użytkowania, możliwości oraz wygląd. Starałem się też poczuć „klimat” oferowanego przez nie dźwięku, unikając jednak wydawania jakichkolwiek ocen. Na to przyszedł czas w trakcie drugiej części testu, gdy porównywałem ich brzmienie z słuchawkami Y50, Q460 i N60NC od AKG oraz PXC 150 firmy Sennheiser. Za źródło posłużyły mi dwa modele telefonów Samsunga: Galaxy A3 (podstawowy) oraz Galaxy S5 Mini (dodatkowy).

Odsłuch

Mój pierwszy kontakt z dźwiękiem serwowanym przez Y50BT był… zaskakujący. Zdziwiłem się bowiem jak dużym (momentami nawet za dużym) basem one grają. Szybko jednak, gdy tylko zabrałem je na miasto, doceniłem ten fakt: dzięki takiej charakterystyce brzmienia wszystko jest dobrze słyszalne, nawet gdy otoczenie jest bardzo głośne. Wtedy okazało się, że tego dołu nie ma wcale za wiele, że jest go po prostu w sam raz. Jeszcze lepiej wypadł, w moim odczuciu, środek pasma. Był on naprawdę potężny i dawał – dzięki mocno zaznaczonej obecności na pierwszym planie – poczucie obcowania z ponadprzeciętnie szeroką sceną dźwiękową. Wszystkie te elementy, które współbudują środek (wokale, gitary, część perkusji) zabrzmiały naprawdę wybornie, biorąc szczególnie pod uwagę, że są to słuchawki bezprzewodowe, grające z reguły gorzej od swoich okablowanych „kolegów”.

Wspomniane wyżej „wypchnięcie” pewnych elementów na pierwszy plan poskutkowało oczywiście kilkoma konsekwencjami. Przede wszystkim zabieg ten predestynuje testowane przeze mnie słuchawki do odtwarzania muzyki rockowej, popowej czy elektronicznej, czyli takiej, która rzadko kiedy bawi się w misterne układanie sceny czy oferowanie ledwo dostrzegalnych detali. Tego tutaj po prostu nie ma. Zamiast tego jest prosty (ale w jak najlepszym tego słowa znaczeniu), konsekwentnie budowany przekaz, w którym świetnie odnalazł się i Johnny Cash (At San Quentin), i Lorde (Pure Heroine), i The Darkness (Last of Our Kind). Muzyka brzmiała bardzo energetycznie, wystrzałowo, mocno – czyli tak, jak tego typu granie brzmieć powinno.

Najbardziej zaskakujące było jednak dla mnie porównanie możliwości oryginalnego, przewodowego modelu Y50 z jego młodszym, pozbawionym druta bratem. Muszę się przyznać, że w głowie skazałem Y50BT na porażkę – technologia Bluetooth, chociaż rozwinęła się niebywale w ostatnim czasie – wciąż nie jest w stanie zapewnić tego samego co stary, dobry kabel. A jednak, pomimo moich przedwczesnych założeń, bluetoothowe „pięćdziesiątki” wyszły z tego starcia obronną ręką. Być może oferowały mniej niuansów, grały bardziej jednostajnym, tj. prościej zbudowanym dźwiękiem, nie był to jednak dźwięk gorszy, tylko inny. Co więcej, sprawdzał się on zdecydowanie lepiej podczas użytkowania poza domem – opisany wyżej tłusty, duży bas robił swoje, przez co nie musiałem przejmować się hałasem w tramwaju czy w galerii handlowej. Dużo lepiej testowane nauszniki zagrały też od Q460 AKG i PXC 150 Sennheisera. Tu nie było w ogóle czego porównywać; tamte modele mają już swoje lata i chociaż bardzo je sobie cenię, to nie udało im się zachować swojej świeżości, która wyróżnia Y50BT. Słuchawki te zagrały gorzej jedynie od droższych N60NC. Te ostatnie zaprezentowały najdojrzalszy, najciekawiej wymyślony dźwięk. Wiąże się to jednak z przynależnością do wyższej serii N, która w samym założeniu jest bardziej „audiofilska” a mniej „lifestyle’owa”.

Pasek - kreska

PODSUMOWANIE

 

Gdy pewnego dnia, testując opisane wyżej słuchawki, jechałem w tramwaju, zobaczyłem mężczyznę, który słuchał muzyki właśnie z Y50BT (w pięknym kolorze niebieskim). Widziałem, że i on spostrzegł sprzęt na mojej głowie i (chyba – mogło mi się przewidzieć) nawet się porozumiewawczo uśmiechnął. Wiem doskonale czemu – łączyło nas korzystanie z naprawdę dobrego sprzętu. Nie daliśmy się zwieść popularnym i beznadziejnie brzmiącym słuchawkom, które kosztują kilkukrotnie więcej niż powinny (mówię tu o tych od Dr. Dre, ale i nie tylko), ale wybraliśmy prawdziwy, kompletny w każdej sferze produkt, który jest naprawdę godny polecenia. Być może nie nadaje się tak dobrze jak inne słuchawki w tej lub podobnej cenie do odsłuchów domowych, będzie on jednak idealnym kompanem podczas każdej podróży.

Pasek - specyfikacja techniczna

Pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
Impedancja: 32 omy
Maksymalna moc wyjściowa: 30 mW
Efektywność: 113 dB SPL/V
Długość dodatkowego przewodu: 1,2 m
Złącze: gniazdo stereo 3,5 mm typu mini-jack
Rodzaj łącza Bluetooth: 3.0

Cena: 749 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Suport.