Alex Traboulsi/Mark Peters/Todd Parham/Marc Campbell (Bedowyn) – wywiad

Autor: Piotr Kleszewski
Zdjęcia: Bedowyn (nr 1-4), Shane K Gardner (nr 5), Via Nocturna (nr 6-7)

 

Jedną z najprzyjemniejszych metalowych płyt, która przewinęła się w ostatnim czasie przez redakcję MttP był wydany nakładem wytwórni Via Nocturna krążek Blood of the Fall, autorstwa szerzej nieznanej kapeli Bedowyn (z recenzją tego dzieła możecie zapoznać się TUTAJ). To grupa, która z jednej strony wyraźnie inspiruje się dokonaniami formacji Mastodon, z drugiej zaś bierze te inspiracje i robi przy ich pomocy coś odmiennego. Coś, co najlepiej podsumowuje zakończenie wspomnianej recenzji: „Bo mimo ciężaru, szybkości, charczących growli i tak dalej, jest to płyta niezwykle przebojowa i po prostu przyjemna. I ja wiem, że Mastodon to i Mastodon tamto. Prawdopodobnie zresztą Mastodon był dużą inspiracją dla muzyków Bedowyn. Tylko co z tego, skoro Blood of the Fall to po prostu genialny, zajebisty album?”. O tym krążku, a także o genezie nazwy „Bedowyn” czy pierwotnych w swoim klimacie opowieściach fantasy mogłem porozmawiać z czterema członkami zespołu: Alexem Traboulsim (wokal, gitara), Markiem Petersem (gitara), Toddem Parhamem (bas) oraz Markiem Campbellem (perkusja).

Pasek - kreska

Jesteście dość młodą kapelą. Moglibyście opowiedzieć o sobie kilka słów waszym słuchaczom z Polski?

Mark: Zespół powstał w 2011 roku. Rok wcześniej byłem w innej kapel, która niestety nigdzie nie zmierzała. Były współpracownik zasugerował mi, żebym skontaktował się z Marcem, naszym bębniarzem, który wówczas grał w zespole o nazwie Soul Preacher. Zadzwoniłem do Marca i okazało się, że jest otwarty na propozycje. Wystawiłem również lokalnie ogłoszenie o poszukiwaniu muzyków, w ten sposób poznaliśmy się z Toddem. Nasza trójka jammowała wspólnie kilka razy i spodobało nam się. Todd zasugerował żebyśmy wciągnęli do zespołu jego kolegę z pracy i tak dołączył do nas Alex.

Todd: Ludziom błędnie wydaje się, że jesteśmy „młodym” zespołem i zastanawiają się dlaczego brzmimy, jakbyśmy grali od lat. Tymczasem jesteśmy relatywnie nowym zespołem złożonym ze starszych gości.

Nazwa waszego zespołu brzmi jak połączenie słowa „beduin” i imienia jakiegoś herosa z arturiańskich legend. Kryje się za tym jakieś konkretne znaczenie czy może po prostu spodobało wam się brzmienie tego słowa albo któryś z was miał postać w World of Warcraft o takim nicku i nazwanie po niej zespołu wydawało się być dobrym pomysłem?

Alex: Bedowyn pochodzi po prostu od arabskiego beduina – zmieniliśmy pisownię, żeby wymowa była bardziej intuicyjna, okazało się to jednak strzałem w stopę niemal za każdym razem. Nie ma żadnego ukrytego znaczenia poza nawiązaniem do mistycyzmu beduińskiej kultury i wolności wędrówki. Osobiście nie jestem zaznajomiony z World of Warcraft.

Marc: Wydaje mi się, że taka pisownia lepiej prezentuje się graficznie. Dodaje nazwie nieco połysku.

Wasz debiut, Blood of the Fall, pierwotnie został wydany przez was w Stanach samodzielnie w 2015 r. Co sprawiło, że zdecydowaliście się na podpisanie papierów z wytwórnią i wypuszczenie płyty na rynek europejski rok później, za pośrednictwem Via Nocturna?

Mark: Chcieliśmy, żeby album był dostępny na rynku europejskim. Poczuliśmy, że może to być dobra szansa, żeby zdobyć więcej rozpoznawalności w Europie i póki co, sprawdziło się to. Via Nocturna zrobili świetną robotę przy promocji płyty.

Blood of the Fall jest zróżnicowanym materiałem, łączącym wiele wpływów i inspiracji, przy tym jednak niezwykle spójnym. Kto u was w zespole odpowiada za komponowanie muzyki i aranże?

Mark: Nie mamy nikogo, kto byłby wyznaczony do pełnienia tej roli. Jeśli którykolwiek z nas ma pomysł lub kilka luźniejszych koncepcji, po prostu testujemy je zespołowo. Każdy z nas pisze muzykę, ale rzadko zdarza się, aby cała piosenka była skomponowana wyłącznie przez jedną osobę. Zazwyczaj potrzebujemy kilku sesji aby zaaranżować i przemodelować utwór, nad którym pracujemy. W aranżowanie materiału zazwyczaj zaangażowani są wszyscy. Cotard’s Blade na przykład składa się z riffów i pomysłów Alexa, które wszyscy później poukładaliśmy i doszlifowaliśmy. Z tym utworem poszło nam akurat całkiem szybko, ale już na przykład Halfhad, który powstał na bazie moich pomysłów, wymagał abyśmy poświęcili mu więcej uwagi jako zespół, zanim stał się ukończonym utworem.

Chciałbym podpytać was nieco również o teksty. Atmosfera całego albumu przywodzi mi na myśl fantastyczne opowieści, ale wiecie, bez elfów, krasnali, wróżek i całej tej błyszczącej tandety. Mam na myśli raczej starożytne legendy, w których jest coś pierwotnego, plemiennego. Z drugiej strony, na płycie są też kawałki takie jak Cotard’s Blade, który zainspirowany jest syndromem Cotarda, rzadkim, niezwykłym i niesławnym urojeniem, które sprawia, że osoba nim dotknięta jest przekonana, że nie żyje. Moglibyście uchylić rąbka tajemnicy co do inspiracji i nieco rozjaśnić o co chodzi w Waszych tekstach?

Alex: Oprócz Halfhand napisanego przez Marka, napisałem wszystkie pozostałe teksty. Z założenia unikam pisania o osobistych doświadczeniach, problemach czy polityce. Jeśli gromadzę w sobie pewne emocje, które chcę wyrazić, lepiej sprawdza się, zarówno dla zespołu jak i dla mnie, jeśli wplotę je w jakieś historie. Jeśli chodzi o Cotard’s Blade, to chodzi w nim po prostu o eksplorowanie najprawdziwszego, ludzkiego strachu. Krew, zwłoki i bebechy na wierzchu to tylko pewien efekt przemocy. To, co dla mnie jest prawdziwie przerażające, to niezrozumienie otaczającej cię rzeczywistości, niemożliwość odnalezienia się w niej niezależnie od okoliczności. Sporo piszę też o mistycyzmie i okultyzmie – tym, przede wszystkim, mroczniejszym obliczu ludzkości. Płyta nie miała narzuconej tematyki tekstów, każda piosenka jest niezależna. Ponieważ jednak wszystkie teksty są mojego autorstwa, z pewnością można zauważyć pewne punkty wspólne.

W waszej muzyce łączycie sporo wpływów rozmaitych gatunków, od sludge’u, poprzez stoner, aż po heavy metal i tak dalej. Wydaje mi się jednak, że rdzeniem każdego utworu są tak naprawdę przebojowe i chwytliwe rockowe piosenki.

Mark: Zdecydowanie zależy nam na tym, żeby utwory były chwytliwe i zapadały w pamięć. Próbujemy stworzyć muzykę, która będzie również przy tym wszystkim w pewien sposób zadziorna.  Kochamy ciężką muzę, ale nawet najbrutalniejszy riff jest niczym, jeśli nie zapada w pamięć… Staramy się więc po prostu pisać kawałki, których sami chętnie byśmy słuchali. Więc jeśli chodzi o chwytliwe, rockowe petardy… tak, wydaje mi się, że udało nam się właśnie to zrobić.

Gdy ludzie opisują waszą muzykę, często pojawiają się nazwy takie jak Orange Goblin, Baroness no i przede wszystkim Mastodon. Jaki macie stosunek do takiego charakteryzowania waszej muzyki?

Alex: Oczywiście porównanie do Mastodon niezwykle nam schlebia, a faktycznie pojawia się dość często. Są zresztą jednym z naszych ulubionych zespołów. Jest to dość zabawne, bo spośród wszystkich zespołów, które mają na nas wpływ, tak naprawdę bardzo rzadko, o ile w ogóle, szukamy inspiracji w Mastodon. Zdarzyła nam się recenzja, w której autor uznał, że jesteśmy niemalże tribute bandem Mastodon, zrzynając nasze brzmienie bezpośrednio od nich – było to niezwykle zabawne. Może po prostu tak się składa, że oni (Mastodon – przyp. red.) również słuchają bardzo podobnych rzeczy co my i w podobny sposób podchodzą do pisania muzyki. Bardzo bym chciał, żeby mogli nas usłyszeć i powiedzieć, co myślą na ten temat.

Marc: Bezpośrednie porównania zawsze mnie dziwiły. Nie wydaje mi się, abyśmy tak naprawdę brzmieli podobnie do któregokolwiek z tych zespołów. Moim zdaniem brzmimy nieco mroczniej, klimatycznej, nie jest to wszystko poplątane na tyle, abyśmy odrobinę byli blisko Mastodon. Mamy też więcej korzeni w  klasycznym graniu z odrobiną nowoczesnych twistów. Staramy się po prostu pisać muzykę tak, jak ją czujemy, najbardziej naturalnie jak się da.

Todd: Wydaje mi się, że autorom tych porównań nieco umyka to co robimy we wszystkich utworach, nieco też to idealizują. Nie dostrzegają klasycznej strony naszego brzmienia. Recenzenci, podobnie jak i słuchacze, zazwyczaj po prostu potrzebują jakiegoś punktu odniesienia, do którego mogli by porównać nowe zespoły i utwory. Mam nadzieję, że wynika to z tego, że – podobnie jak w przypadku Mastodon – po prostu mieszamy na tyle dużo stylów, że trudno jest to konkretnie sklasyfikować.

Możecie wymienić trzy ulubione albumy ubiegłego roku? Niekoniecznie metalowe.

Alex: Run The Jewels 3 wyszło tuż przed Nowym Rokiem i od tego czasu zapętlam tę płytę non-stop.

Mark: Metal Church – XI, Grand Magus – Sword Songs i Fates Warning z Theories Of Flight.

Marc: ObscuraAkroasis, Alcest – Kodama, Opeth – Sorceress

Todd: Ancients – Voice of the Void, Opeth – Sorceress, Brant Bjork – Tao of the Devil

Pracujecie już nad nowym materiałem? Macie zamiar zrobić stylistycznie coś podobnego do Blood of the Fall czy będziecie chcieli osiągnąć zupełnie inne brzmienie?

Mark: Owszem, piszemy w tej chwili nowe utwory. Nie jesteśmy jeszcze na zbyt zaawansowanym etapie prac, ale póki co wydaje mi się, że może to być kontynuacja tego, co zrobiliśmy na Blood of the Fall. Chcemy popracować też na nieco innymi pomysłami i poszerzyć to, co udało nam się osiągnąć na ostatniej płycie.

Od momentu wydania debiutu dużo się dla was zmieniło na plus? Staracie się poświęcić zawodowo wyłącznie muzyce?

Mark: Odkąd założyliśmy zespół, spotkaliśmy się ze świetnym przyjęciem lokalnej sceny muzycznej w Raleigh (miasto w Karolinie Północnej, z którego pochodzą Bedowyn – przyp. red.), zarówno ze strony widowni jak i innych zespołów. Dzięki potędze social mediów i internetu w ogóle, byliśmy w stanie dotrzeć do fanów i przyciągnąć uwagę zinów z całego świata. Dało nam to ogromną satysfakcję. Żaden z nas tak naprawdę nie spodziewał się tego. Po prostu cieszyliśmy się z tworzonej przez nas muzyki i grania lokalnych koncertów. Wyszło więc niezwykle pozytywnie. Fakt, że byliśmy w stanie dotrzeć do ludzi w całych Stanach oraz na świecie, był dla nas niezwykle motywujący i podnoszący na duchu. Jesteśmy za to niezwykle wdzięczni. Jeśli chodzi o zawodowe uprawiane muzyki… Nigdy tak naprawdę nie było to naszym celem. Wszyscy mamy normalną pracę, niektórzy z nas mają swoje rodziny. Jeśli nadarzy się taka sposobność, jestem pewien, że będziemy na nią otwarci. Biorąc jednak pod uwagę jak wygląda w tej chwili przemysł muzyczny  – jest to umiarkowanie prawdopodobne.

Todd: Zespół z pewnością zyskał sporo pozytywnego rozgłosu na całym świecie, jest to niezwykle satysfakcjonujące samo w sobie, fakt, że w jakiś sposób łączymy się z gronem rozmaitych ludzi z całego świata, którzy pochodzą z różnych kultur a ich wspólnym mianownikiem jest uwielbienie dla ciężkiej muzyki. Myśl o tym, żeby wyruszyć w drogę i osobiście do nich dotrzeć jest zawsze kusząca, nie mamy jednak tego w planach na obecną chwilę. Na razie skupimy się na tym, żeby wypuścić nową muzykę. Staramy się jednak w międzyczasie rozplanować jakoś wizytę w Europie w niedalekiej przyszłości – niewykluczone więc, że całkiem szybko się z wami wszystkimi zobaczymy.