Astell&Kern AK Junior – test

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Wojciech Pacuła

 

W wielu branżach najbardziej ufa się największym firmom. Nikt sobie chyba nie wyobraża takiej sytuacji, w której – dla przykładu – bogata korporacja posiadająca cały biurowiec w Nowym Jorku zakupuje komputery (niezbędne jej do efektywnego funkcjonowania) z elektroniką i oprogramowaniem od małych, szerzej nikomu nieznanych firm. Podobnie sytuacja wygląda np. w wypadku wydawania książek. Chociaż działają, i to nierzadko z dużym powodzeniem, małe, niszowe wydawnictwa skierowane dla ultra-wąskiej grupy ludzi, to nigdy nie zdarzy się taka sytuacja, by to właśnie tego typu wydawnictwo wydało najnowszy reportaż Mariusza Szczygła, najświeższą powieść Jaume Cabré’a czy  wznowiło hitowy cykl o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling. Zupełnie odmienny ład panuje w branży audio, która od praktycznie samego początku jej zaistnienia w świadomości ludzi rządzi się odrębnymi prawami. Tutaj „prawdziwi” znawcy i „prawdziwi” audiofile nie tylko powinni, ale de facto muszą odrzucić wszystkie znane marki, kierując przy tym całą swoją uwagę na samotnych pasjonatów, którzy całymi godzinami dłubią w przydomowych szopach nad swoimi wymarzonymi urządzeniami.

Naturalnie produkty te, jeżeli w ogóle zostaną przekształcone w coś więcej niż tylko DIY, muszą swoim wyglądem i swoją funkcjonalnością zdradzać skąd pochodzą, jakie są ich źródła. Dlatego też „prawdziwy” high-endowy sprzęt powinien być skręcony z kilku drewnianych desek, być maksymalnie kłopotliwy w obsłudze, a z takimi pojęciami jak „przemyślane wzornictwo”, „design” czy „styl” mieć jak najmniej wspólnego. Dopiero wtedy takie urządzenie można zacząć brać poważnie i traktować jako sprzęt, który rzeczywiście może zaoferować wspaniały dźwięk. Czasami dochodzi do tak absurdalnych sytuacji, że ludzie zaczynają krytykować sprzęt jakiejś znanej i dobrze wyglądającej marki – najczęściej w ogóle go nie słysząc bądź opierając się o 10-sekundowe odsłuchy podczas targów – właśnie ze względu na jej rozpoznawalność i dbałość o wszystkie aspekty swoich wyrobów. Oczywiście (i całe szczęście) nie wszyscy tak podchodzą w taki sposób do naszej branży; co więcej, co raz liczniejsze firmy o audiofilskich korzeniach zaczynają dostrzegać palącą potrzebę zainwestowania przynajmniej kilku dolarów w prawdziwych projektantów, którzy zadbają o dany produkt od strony wizualnej, od samego urządzenia po pudełko, w którym będzie ono sprzedawane.

Przykładów można by mnożyć, ale na potrzeby tego artykułu wystarczy jedynie zasygnalizować istnienie tego typu podejścia w takich firmach, jak Audeze, HiFiMAN, AKG czy Devialet (z szczególnym naciskiem na dwóch ostatnich producentów, którzy ostatnimi czasy zaprezentowali klika obłędnie prezentujących się wyrobów). Nie trzeba oczywiście wspominać, że zwrócenie większej uwagi na wygląd wcale nie wiązało się z porzuceniem dbałości o dobry dźwięk, czego przykładem mogą być najnowsze referencyjne nauszniki HE-1000 (z którymi miałem okazję bliżej się zapoznać podczas targów High End 2015) czy wybitnie wyglądający (i równie dobrze grający) dzielony przedwzmacniacz Mark Levinson №52, wyróżniony rok temu przez redakcję „High Fidelity” nagrodą GOLD Fingerprint. Do grupy dużych i rozpoznawalnych firm, które bez wątpienia dbają o wizerunek sprzedawanych przez siebie urządzeń bez wątpienia zaliczyć należy także Astell&Kern, marka należąca do amerykańskiego koncernu iriver. Wystarczy rzucić okiem na obecną ofertę producenta, by szybko zachwycić się wyglądem oferowanych przez niego urządzeń; dodatkowo wszystkie z nich łączą swój własny, unikatowy pierwiastek z firmowym DNA, który pozwala na natychmiastowe przypisanie bez pudła odtwarzaczy czy akcesoriów do Astella.

W tym momencie w ofercie firmy znaleźć można sześć odtwarzaczy przenośnych, których cennik rozciąga się od 2299 (tyle w czasie testu kosztował AK Junior) do niebotycznych 17 000 zł, które trzeba wyłożyć za topowy AK380. Cała seria została wymyślona w taki sposób, by każdy, w zależności od potrzeb i możliwości związanych z budżetem, mógł dobrać odpowiedni odtwarzacz dla siebie, nie będąc jednak w żadnym momencie zmuszonym do zrezygnowania z kilku najważniejszych wyróżników, które stanowią o sile i atrakcyjności marki: mowa jest tutaj m.in. o charakterystycznych ostrych krawędziach, ergonomiczności oraz wyposażeniu wszystkich odtwarzaczy w duży ekran dotykowy.

Pasek - kreska

RACHEL BANG
Account Manager
Global Business Unit iriver Limiet

 

AK Junior to najtańszy przenośny odtwarzacz w Waszej ofercie. Czy mogłaby Pani opowiedzieć o głównych założeniach, które stoją za tą konstrukcją? Jakie były cele firmy, co chcieliście osiągnąć?

AK Junior to model, którego zadaniem jest ułatwienie wejścia do świata innych produktów od Astell&Kern. Do tej pory A&K było postrzegane jako droga, luksusowa marka, zaś my chcieliśmy stworzyć odtwarzacz, który byłby w zasięgu większości ludzi, nie tylko miłośników hi-fi. Ustaliliśmy więc kwotę, za którą chcieliśmy oferować ten odtwarzacz, a potem stworzyliśmy go, stosując w nim maksymalnie dobre komponenty.

Wasz odtwarzacz nie tylko dobrze brzmi, ale także znakomicie wygląda. Jaki był główny koncept stojący za designem Juniora?

Na samym początku skupiliśmy się na jego wielkości. Junior to w końcu odtwarzacz przenośny, więc rozmiary i waga grają tutaj kluczową rolę. Braliśmy również pod uwagę to, że użytkownicy tego typu urządzeń przyzwyczajeni są do wkładania ich do kieszeni spodni – musieliśmy więc zadbać także o grubość Juniora, który musiał być tak cienki, jak tylko może. Przy tym wszystkim musieliśmy oczywiście zadbać o wyrazisty wygląd – stąd m.in. te dobrze wyglądające ostre krawędzie i załamania, typowe dla naszych produktów.

Junior odtwarza nie tylko pliki PCM, ale również radzi sobie z relatywną nowinką, jaką są pliki DSD. Co sądzi Pan o tej technologii? Ślepy zaułek czy jedyna możliwa droga ewolucji dla cyfrowego high-endu?

Chociaż nasz najnowszy odtwarzacz otwiera – pod względem cenowym – naszą ofertę, to chcieliśmy zastosować w nim te same – albo podobne – funkcje, które znalazły swoje miejsce w naszej pierwszej generacji produktów przenośnych; pragnęliśmy, żeby Junior nie był zwykłym „odtwarzaczem MP3”, ale „przenośnym odtwarzaczem Hi-FI”. Tym należy  tłumaczyć obsługę plików DSD przez Juniora.

Czy mogłaby Pani opowiedzieć coś o planach A&K? Czego możemy się spodziewać? Czy zamierzacie tworzyć jeszcze tańsze odtwarzacze przenośne?

Naszym celem jest rozwijanie naszych produktów we wszystkich kierunkach cenowych – od poziomu wejściowego, przez urządzenia ze średniej półki cenowej, aż do wyrobów klasy premium. Nie chcemy niepotrzebnie skupiać się na tanich urządzeniach, ale będziemy się starali tworzyć takie rzeczy, które zadowolą końcowego klienta. Jedyną rzeczą, którą możemy obiecać naszym klientom, to unikanie kompromisów względem jakości oferowanego przez nas dźwięku. To po prostu jest nasza filozofia.

Pasek - kreska

DESIGN

 

AK Junior jest nie tylko najtańszym, ale również najmniejszym i – przynajmniej w mojej opinii – najlepiej wyglądającym odtwarzaczem w ofercie Astella. W materiałach prasowych rozsyłanych przez firmę wielokrotnie podkreślano dążenia producenta, by Junior był maksymalnie smartfonowy, tj. ładny, niewielki i łatwy w obsłudze. Jego szerokość, w najgrubszym miejscu, wynosi zaledwie 8,9 mm, zaś jego waga wynosi śmieszne (jak na warunki sprzętu tej jakości) 93 g. Jego  obudowa oraz pokrętło regulujące poziom głośności zostały wykonane z trwałego i odpornego na uszkodzenia (chociaż tego nie odważyłem się sprawdzić) aluminium, zaś jego ergonomiczny kształt pozwala na bezproblemową obsługę przy użyciu jednej ręki. Wszystkie fizyczne przyciski (ON/OFF, pauzy oraz dwa służące do zmiany utworu) zostały umieszczone na górze i na prawym boku urządzenia, na lewym znaleźć można wspomniane już pokrętło służące do regulacji głośności. Zamiast, jak w przypadku wielu innych konstrukcji tego typu, traktować obecność przycisków jako dopust boży, konstruktorzy Juniora zgrabnie wpasowali je do swojej wizji urządzenia, namaszczając je tym samym na bycie prawdziwie integralną częścią odtwarzacza. Warto dodać, że prawie wszystkie pracują bez zarzutu (szczególnie mam na myśli regulację głośności), a dzięki ich „nadrzędności” użytkownik może korzystać z ich dobrodziejstw nawet gdy AK Jr został zablokowany. Jedyny element, do którego mogę się przyczepić, to przycisk ON/OFF, umieszczony na górnej krawędzi odtwarzacza. Chociaż, podobnie jak inne przyciski, został on wymyślony i skonstruowany w przemyślany sposób, to momentami nie „chodził” on tak ładnie i bezproblemowo jak reszta. W żadnym wypadku mi to nie przeszkadzało, jednak z kronikarskiego obowiązku musiałem to odnotować. Najważniejszym punktem programu jest jednak spory (3,1-calowy) ekran dotykowy, dzięki któremu można było zrezygnować z tych wszystkich wybitnie nieporęcznych i fatalnie wyglądających kółek czy potężnych pokręteł, które kojarzą mi się z high-endowymi przenośnymi odtwarzaczami. Warto również wspomnieć o dedykowanych Juniorowi firmowych case’ach ze sztucznej skóry, dostępnych w sześciu różnych kolorach. Nie dość, że również one prezentują się niezwykle dobrze, to jeszcze chronią odtwarzacz przed różnego typu uszkodzeniami mechanicznymi.

AK Junior został wyposażony w 64 GB pamięci, która może zostać rozszerzona – przez włożenie karty typu microSD – o kolejne 64 GB. Łącznie daje to sporą liczbę 128 GB pamięci, co, jak twierdzi producent przyjmując średni czas trwania kawałka na ok. 4 minuty, jest równoważne z ok. 1250 utworami zapisanymi w wysokiej rozdzielczości (24 bity/96 kHz). Liczba ta, z oczywistych względów, będzie zdecydowanie niższa, gdy Junior dostanie się w ręce miłośnika prawdziwego HD (24 bity/192 kHz), o DSD nawet nie wspominając. Myślę jednak, że liczba wolnych gigabajtów jest wystarczająca, by nie tylko trzymać tam sporą grupę swoich ulubionych albumów, ale i by mieć sporo miejsca na nowe, rotujące rzeczy, z którymi mamy pragnienie zapoznać się np. w czasie podróży. Zawsze pozostaje też możliwość nabycia więcej niż jednej karty microSD, dzięki czemu nasze możliwości są praktycznie nieograniczone.

Projektanci Astell&Kern zadbali nie tylko o design samego urządzenia, ale również o jego opakowanie, które stanowi przecież pierwszy element, który potencjalny nabywca może dotknąć i zobaczyć. Junior został zapakowany do relatywnie niewielkiego tekturowego pudełka chronionego dodatkowo przez gustowną tekturową obwolutę z ładnie prezentującym się logiem Astella. W zestawie, prócz odtwarzacza, producent umieścił niewielkich rozmiarów czarny kabel USB, gwarancję oraz świetnie wyglądającą instrukcję obsługi. Kabel został schowany w niewielkiej „szufladce” znajdującej się pod miejscem na odtwarzacz, zaś wszystkie papierowe dodatki znaleźć można na skrzydełku opakowania. Wszystko zostało do siebie doskonale dopasowane, a konsekwentne realizowanie jednej wizji wyglądu sprawia, że już samo odpakowywanie Juniora sprawia naprawdę wiele przyjemności.

Pasek - kreska

OBSŁUGA I FUNKCJONALNOŚĆ

 

Niezmiernie ważnym aspektem każdego urządzenia audio – prócz wykonania i jakości dźwięku – jest także łatwość obsługi oraz zawarte w nim możliwości, z których może skorzystać użytkownik. W wypadku AK Juniora przyłożono do tego szczególnie dużą wagę, zaś zastosowanie 3,1-calowego ekranu dotykowego otwarło przed projektantami firmy zupełnie nowe możliwości. Odtwarzacz ten obsługuje się niezwykle intuicyjnie – już po ok. 5 minutach (i to bez zaglądania do instrukcji) poruszałem się po wszystkich dostępnych opcjach biegle i bezproblemowo. Praktycznie wszystkie ikonografiki wyświetlane na ekranie są niezwykle czytelne, zaś przechodzenie przez różne „podstrony” odbywa się w szybki i łatwy sposób. Użytkownik, startując z poziomu głównego menu, ma do wyboru wybór ustawień w opcjach (warto tam zajrzeć na samym początku i dopasować jasność ekranu do swoich potrzeb), przejście do swoich zbiorów muzycznych posegregowanych wg. utworów, albumów, artystów, gatunków, folderów oraz stworzonych przez użytkownika swoich playlist oraz natychmiastowe odnalezienie ostatniego odtwarzanego kawałka. Jeżeli chodzi o ten ostatni aspekt, to również wygląd tej podstrony musi budzić uznanie: prócz najważniejszych opcjo dotyczących przewijania i pauzowania utworu Astell&Kern zapewnił możliwość wyświetlania okładki (niestety nie dla plików DSD – ale o tym będzie za chwilę) a także super-prostego dołączania danego kawałka do personalnej playlisty. Najwięcej problemów w ocenie Juniora przysparza mi ekran dotykowy, który – choć najczęściej spisuje się bardzo dobrze – nie zawsze działa idealnie. Mam wrażenie, że projektanci źle wymierzyli siłę nacisku potrzebną do zrealizowania danej akcji, przez co nie wszystko chodzi tak płynnie jak powinno. Bez wątpienia do poprawy jest także przewijanie utworów. Służy do tego pasek umieszczony zaraz pod okładką, który nie dość, że jest stanowczo za mały (ja i tak nie mogę za bardzo narzekać, natura nie obdarzyła mnie bowiem dłońmi drwala czy koszykarza), to jeszcze działa jedynie wtedy, gdy odnajdziemy palcem dokładne miejsce, w którym znajduje się utwór. Jeżeli, dajmy na to, ktoś chciałby szybko wrócić do 17 sekundy utworu, to nie może po prostu nacisnąć paska w pożądanym dla siebie momencie trwania piosenki. Musi najpierw odnaleźć miejsce, które sygnalizuje obecny stan odtwarzania, zaś dopiero potem (a przypominam, że mówimy o naprawdę wąziutkim paseczku) przejechać tam gdzie chcemy. Innym elementem, który sprawił mi trochę kłopotów jest obsługa plików DSD – podczas ich odtwarzania Junior działa wyraźnie wolniej, jakby nie mógł sobie do końca poradzić z tak wielkimi plikami, nie udało mi się także sprawić, by odtwarzacz ładował okładki przypisane do tego rodzaju plików. Trzeba też wspomnieć, że Junior – po otrzymaniu pliku DSD – przerabia go na PCM. Nie ulega jednak wątpliwości, że w porównaniu do swoich bardziej topornych „kolegów” skonstruowanych przez konkurencję, AK Jr obsługuje się bajecznie łatwo i po prostu przyjemnie. Nie jest to może zrealizowane idealnie, biorąc jednak pod uwagę z jak nieporęcznymi pokrętłami czy przyciskami trzeba się czasami męczyć obsługując inne przenośne odtwarzacze, warto i tak pochwalić najmniejsze dzieło A&K.

AK Jr może służyć nie tylko jako przenośny odtwarzacz plików audio, lecz może być również zaprzęgnięty do pracy jako niewielkich rozmiarów przetwornik cyfrowo-analogowy, w znaczący sposób poprawiający dźwięk, którego źródłem jest laptop czy komputer. Jest to możliwe dzięki obecności wejścia USB (podobnie jak w smartfonach Samsunga czy Apple’a umieszczonego na dole urządzenia). Przez ten sam port mamy możliwość podłączenia odtwarzacza A&K do komputera. Junior widziany jest wtedy jako zewnętrzny dysk USB, a użytkownik może w łatwy sposób wgrać swoją muzykę czy posegregować ją w folderach. W ten sam sposób, tj. przez kabel USB wpięty do komputera lub zewnętrznej wtyczki, należy ładować Juniora. Został on wyposażony w dostatecznie wydajny akumulator litowo-polimerowy, który zapewnia kilka godzin bezproblemowej pracy. Ładowanie Juniora odbywa się dosyć szybko, nie powinno nastręczać to zbyt wielu kłopotów. Chętni mogą także dołączyć do odtwarzacza zewnętrzny przenośny wzmacniacz słuchawkowy. W moim przekonaniu mija się to jednak zupełnie z celem – taki „zestaw” jest ciężki i zdecydowanie za mało poręczny, przez co część zalet Juniora przestaje po prostu istnieć. Na dodatek wzmacniacz słuchawkowy, który można znaleźć na pokładzie AK Jr jest zdecydowanie wystarczający, by w dobry sposób napędzić większość słuchawek dostępnych na rynku. Naturalnie nie napędzimy nim topowych nauszników od Audeze (LCD-3) czy piekielnie wymagających HiFiMAN-ów HE-6, biorąc jednak pod uwagę podstawową funkcję tego produktu (przenośny odtwarzacz plików audio) nikt chyba nie chciałby w ten sposób się „zabawiać”.

Pasek - kreska

DŹWIĘK

 

Metodologia odsłuchu

AK Junior był przeze mnie testowany w głównej mierze jako przenośny odtwarzacz. Korzystałem z niego zarówno w domu, jak i na polu, w tym również podczas biegania. Głównymi słuchawkami, których używałem najczęściej był model AKG Q460; nie omieszkałem również sprawdzić jak Junior spisuje się z większymi słuchawkami AKG Y50,  AKG K271 Studio oraz wspomnianymi nausznikami planarnymi od Audeze. Odtwarzacz porównywałem z topowym wyrobem HiFiMAN-a, kosztującym ponad 4000 zł HM-901 oraz moim smartfonem (Samsung Core). Słuchałem zarówno plików PCM, jak i DSD.

Odsłuch

Nie bez powodu pani Rachel Bang jasno zaznaczyła, że AK Junior miał być „przenośnym odtwarzaczem Hi-Fi”, nie „odtwarzaczem MP3”. To co je odróżnia, to nie tylko ilość obsługiwanych formatów, lecz przede wszystkim jakość dźwięku. I tutaj wyrób Astell&Kern – podobnie jak w wypadku sfery wizualnej – wypada naprawdę bardzo dobrze. Powiem szczerze, że na początku w ogóle nie sądziłem, że można uzyskać tak mocny, duży i poukładany dźwięk z takiego maleństwa. Szczególnie te dwa ostatnie aspekty są zrealizowane ponadprzeciętnie. Co w pierwszej chwili zaskakuje najbardziej, to nieprawdopodobny bas, którego na moich Q460 nie słyszałem jeszcze nigdy w życiu; co więcej pomimo tego, że jest go tam naprawdę dużo, to w żadnym momencie nie dominuje on innych zakresów, służąc im raczej za podparcie do pokazania swoich możliwości. Nie jest on przy tym niewyraźny, rozmyty czy ciepławo rozmemłany; znacznie bliżej mu do tego, co oferuje np. biurkowy wzmacniacz słuchawkowy/DAC Hugo TT od Chorda. Jego atak jest więc wyraźny, zaakcentowanie swojego miejsca w strukturze utworu – bezsprzeczne. Praktycznie w żadnym momencie nie jest go jednak za dużo, Junior to nie urządzenie dedykowane miłośnikom samych dołów, którzy najchętniej nie wychodziliby poza częstotliwość 100 Hz. Co również budzi mój szacunek to sposób w jaki zrealizowany środek pasma – niebywale energetyczny, gęsty, z prawdziwym wykopem. Może właśnie dlatego korzystając z Juniora sięgałem najczęściej po muzykę rockową i mteal, czerpiąc z kolejnych odsłuchów czystą, dziecinną radość. Co jednak sprawia, że najtańszy odtwarzacz w ofercie A&K jest dla mnie produktem ze wszech-miar godnym polecenia, to po prostu świetna zabawa, którą oferowany przez niego dźwięk dostarcza, niezależnie czy sięgamy po znakomite wydania Eltona Johna na Platinum SHM-CD, fatalnej jakości nagrania norweskiego black metalu z lat 90., audiofilską zrealizowane nagrania jazzowe czy zrealizowane całkowicie w cyfrze nagranie Kunst der Fuge Bacha, wydane 21 lat temu przez Hungarototn Classic. Junior bez najmniejszego problemu „łykał” wszystko co mu podałem, nie bacząc na gatunek, jakość materiału wyjściowego czy (o tym szerzej za chwilę) format; nie obrażał się (wzorem części nawet bardzo drogich urządzeń) na żaden album, nie wybierał sobie swojej wąskiej niszy, w której potrafił się zrealizować.

Oczywiście, jak już wspomniałem, najwięcej przyjemności czerpałem z klasycznego repertuaru rockowego i metalowego (Beatlesi, Led Zeppelin czy Judas Priest), jednak znakomicie bawiłem się również z miernie nagranym popem lat 90., muzyką dawną czy elektroniką. Muszę jeszcze wrócić do zasygnalizowanej przed chwilą sprawy formatów – jak przystało na prawdziwy „przenośny odtwarzacz Hi-Fi” Junior obsługuje multum różnych formatów, od prostych „empetrójek”, przez pliki HD, zaś na DSD skończywszy. Inżynierom Astella udała się tutaj, moim zdaniem bardzo szlachetna, sztuka: AK Jr wyraźnie pokazuje bowiem różnice pomiędzy formatami, nie robi jednak tego poprzez „dołowanie” rozwiązań słabych (MP3), tylko przez promowanie tych najlepszych (HD i DSD). W takiej sytuacji nawet nieosłuchany człowiek nie będzie miał problemu ze wskazaniem lepszego (przynajmniej w teorii) formatu, jednak jego wybór nie będzie oparty na tym jak słabe są formaty stratne, ale jak dobre, jak energetyczne, gęste, pokazujące więcej są bezstratne pliki PCM czy DSD. Warto również zaznaczyć, że z Juniorem bez większych problemów współpracowała większość słuchawek, które miałem okazję wypróbować. Najbardziej zgrany duet stworzył z nausznikami AKG K271 Studio, z którymi pokazał prawdziwą pełnię swoich możliwości, z jednej strony mając dla siebie odpowiedniego partnera, z drugiej zaś nie będąc przez niego przerastanym. Najsłabiej wypadł mariaż odtwarzacza ze słuchawkami Audeze, zbyt trudnymi do poprawnego napędzenia przez wzmacniacz słuchawkowy użyty w Juniorze. Najbardziej optymalnym połączeniem wydało mi się jednak to z modelem AKG Y50. Słuchawki te są z jednej strony na tyle duże, że bez problemu są w stanie oddać dobrą pracę Juniora, z drugiej zaś na tyle małe, by używanie ich w komunikacji miejskiej czy na spacerze nie nastręczało zbyt wielu problemów i nie narażało nas na pełne politowania uśmiechy i spojrzenia współpasażerów czy przechodniów.

Na sam koniec, chociaż biorąc pod uwagę liczne zalety, którymi dysponuje Junior, muszę jeszcze wspomnieć o tych aspektach, z którymi nie radzi sobie najlepiej. Przede wszystkim gorzej – w stosunku do reszty pasma – wypadają tutaj wysokie tony, których zbyt wiele tutaj po prostu nie uświadczymy. Nie wszystkim musi także pasować wspomniane przeze mnie „gęstość” i „energetyczność” środka. Przez nie przekaz, chociaż wciąż szalenie atrakcyjny, staje się niejako zamknięty, skoncentrowany w jednym miejscu. Cierpi na tym scena dźwiękowa, której czasami brakuje oddechu. To najbardziej typowy przykład „coś za coś” (zupełnie jak w życiu) – nie wyobrażam sobie, by przy tych samych rozmiarach urządzenia i żądanej za niego cenie można było zachować tę niebywałą energię i dołożyć do niej szeroką holograficzną scenę. Pewnych rzeczy po prostu nie da się przeskoczyć.

Pasek - kreska

PODSUMOWANIE

 

Muszę się przyznać, że przez pierwszych kilka dni po otrzymaniu do testu AK Juniora poważnie zastanawiałem się nad tym, by już nie wracał do dystrybutora (oczywiście po uiszczeniu opłaty). Byłem bowiem naprawdę urzeczony „funem”, który to maleństwo jest w stanie zapewnić. Za tę zabawę trzeba oczywiście wyłożyć trochę pieniędzy, jednak dla dużo podróżujących miłośników dobrego dźwięku wybór Juniora jako towarzysza podróży wydaje mi się zupełnie naturalnym i dobrym pomysłem. Po jego zakupie można nawet zapomnieć o braniu na „rozmowy biznesowe” swoich sekretarek. I tak najważniejsza będzie muzyka.

Pasek - specyfikacja techniczna

Obudowa: Aluminium
Wyświetlacz: 3,1-calowy (240 x 400), dotykowy
Przetwornik DAC: Wolfson WM8740
Wspierane formaty audio: WAV, FLAC, WMA, MP3, OGG, APE(Normal, High, Fast), AAC, ALAC, AIFF, DFF, DSF
Akumulator: litowo-polimerowy, 1450 mAh, 3,7 V
Pamięć wewnętrzna: 64 GB
Pamięć zewnętrzna: microSD (max. 64 GB)
Napięcie wyjściowe: 1,95 Vrms
Impedancja: 2 omy
Wymiary (S x W x G): 52,9 x 117 x 8,9 mm
Waga: ok. 93 g

Sprzęt do testu dostarczyła firma MIP

Pasek - kreska

Tekst po raz pierwszy ukazał się na łamach miesięcznika „High Fidelity” we wrześniu 2015 roku.

Oryginalny tekst: CZYTAJ

High Fidelity - logo (2015)