Batman v Superman: Dawn of Justice (Original Motion Picture Soundtrack) – recenzja

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: WaterTower Music

 

Hans Zimmer wielkim kompozytorem jest. Wystarczy rzucić okiem na jego filmowe resume, by przekonać się, że ten człowiek odpowiada za chyba połowę melodii, które nucimy sobie pod prysznicem. To jego pracy zawdzięczamy genialną muzykę z  Gladiatora, soundtrack z Króla Lwa (za niego Niemiec został wyróżniony jedynym – do tej pory – Oscarem) czy świetne kompozycje z Cienkiej czerwonej linii. Te dzieła powstały jednak w (jeżeli wolno mi tak powiedzieć) zamierzchłych czasach. Nowsze rzeczy skomponowane przez Zimmera (z małymi wyjątkami) nie budzą już takich emocji i zaczynają zlewać się w jedno. Bo kto potrafiłby wskazać prawdziwe, poważne różnice między soundtrackiem do filmu Mroczny rycerz a Mroczny rycerz powstaje? Czy jest tutaj taka osoba, dla której soundtracki z ostatnich dwóch części Piratów z Karaibów brzmią diametralnie inaczej? No i czy znajdę melomana, który zasłuchiwałby się w muzyce z Niesamowitego Spider-Mana 2 czy Babylon A.D.? Jeżeli tak, to winszuję tym ludziom wybitnego słuchu. Dla mnie Zimmer od wielu lat brzmi tak samo, niezależnie czy stylizuje swoją twórczość na modłę piracką czy chce przenieść nas swoją muzyką do wiktoriańskiego Londynu.

Szczególnie źle Zimmer wyszedł, w mojej opinii, na swoim długotrwałym romansie z kinem superbohaterskim. Nie wiem jak wyglądała realizacja kolejnych soundtracków do filmów z Batmanem czy Supermanem, ale nie zdziwiłbym się, gdyby dla Zimmera to były zwykłe fuszerki, za które – co prawda – ściąga grube pieniądze, ale które nie stanowią dla niego żadnego wyzwania artystycznego. Oczywiście nie ma co się zżymać o taką postawę urodzonego we Frankfurcie kompozytora; od wieków artyści, nawet ci najwybitniejsi, podejmowali się prac, które nie pozwalały im spełnić się „zawodowo”, ale umożliwiały napełnienie portfela i brzucha. Powstałe w wyniku ich pracy dzieła podlegają jednak ocenie nas wszystkich, a kontekst w którym powstawały – choć ważny – nie może nas zniechęcić do wydawania nawet bardzo krytycznych opinii.

Niestety innej opinii niż „bardzo krytyczna” na temat ścieżki dźwiękowej z filmu Batman v Superman: Dawn of Justice wydać się nie da. Zimmer po raz kolejny postanowił zaserwować nam to samo, a jego współpraca z Junkie XL (który, mam przynajmniej takie wrażenie, od czasów remixu A Little Less Conversation Elvisa nie zrobił nic wartościowego) nie przyniosła żadnych większych zmian. Ponownie dostaliśmy masę rytmicznie grzmiących bębnów, złowrogo brzmiących smyczków i wtłaczających w fotel chórów, które brzmią razem (także ponownie) śmiertelnie nudno, płasko, beznadziejnie. To nie te czasy, gdy Zimmer jedną melodyjką podbijał serca kolejnych kinomaniaków i melomanów albo gdy komponował albumy świetnie sprawdzające się jako autonomiczne dzieła sztuki. W tym momencie każda kolejna randka z Hansem wygląda tak samo: od początku stosuje te same triki, wyglądając przy tym, jakby w ogóle nie zależało mu na tym, by zaciągnąć nas do łóżka. Jest to przygnębiające tym bardziej, że mówimy tutaj o facecie, który kilkanaście lat temu serwował jeden genialny soundtrack za drugim.

Kto poświęcił swoja uwagę muzyce do poprzednich Batmanów czy Człowieka ze stali, ten zna już doskonale album Batman v Superman: Dawn of Justice (Original Motion Picture Soundtrack). Krążek zaczyna się całkiem obiecująco – utwór Beautiful Lie, chociaż próżno w nim szukać dawnego geniuszu Zimmera, jest całkiem przyjemny i pozytywnie nastawia przed odsłuchem reszty. Niestety kawałek ten praktycznie nigdy się nie kończy, ponieważ następujące po nim kolejne kompozycje brzmią dokładnie tak samo. Bębny? Są. Atmosfera wiecznego i sztucznie nakręcanego napięcia? Obowiązkowa. Ba! W muzyce Batman v Superman… jest tak naprawdę mało muzyki. Całość brzmi raczej, jakby jej jedynym zadaniem było wpieranie wydarzeń rozgrywających się na ekranie, zupełnie porzucając jakiekolwiek próby samodzielności.

Chlubnym wyjątkiem jest jedyna ciekawa kompozycja na recenzowanym przeze mnie albumie, czyli Is She With You, którą możecie znaleźć sobie na YouTubie jako Wonder Woman Theme. Kawałek ten jest rzeczywiście zadedykowany najsłynniejszej fikcyjnej Amazonce i jako jedyny wyróżnia się ciekawą i łatwo wpadającą w ucho linią melodyczną.

Jak dowiedzieliśmy się wczoraj, Hans postanowił porzucić kino superbohaterskie. „Batman v Superman był dla mnie trudnym projektem. Miałem problem ze znalezieniem nowego języka” – powiedział Niemiec, potwierdzając tym samym zasadność przytoczonych tutaj zarzutów. Jak dodał: „12 lat temu zrobiłem Batmana – Początek z Chrisem. Dla was to trzy filmy, dla mnie to 11 lat mojego życia”. Wbrew komentarzom niektórych to naprawdę znakomita wiadomość. Zimmer jest bez wątpienia niezwykle utalentowanym twórcą, który gdzieś po drodze – kuszony rozmachem filmów o superbohaterach – zgubił optymalną dla siebie drogę. Liczę, że następna rzecz, którą nas uraczy będzie zdecydowanie lepsza od soundtracka do najnowszego filmu o Batmanie i Supermanie. Gorzej już chyba i tak być nie może.

Pasek - wydanie

Jak na ironię, Batman v Superman… możemy nabyć w kilku niezwykle ciekawych wersjach, przygotowanych z myślą o fanach srebrnych, jak i czarnych płyt. Prócz standardowej wersji CD miłośnicy Zimmera  mogą zdecydować się na wersję Deluxe lub na 3-płytową edycję winylową. Szczególnie ciekawa jest ta ostatnia: za niecałe 200 zł otrzymujemy bowiem piękny, 3-skrzydełkowy karton typu gatefold, trzy różnokolorowe winyle (czarny, niebiecki i czerwony) oraz plakat. Ofertę wydawniczą uzupełnia wersja cyfrowa, możliwa do nabycia m.in. za pośrednictwem sklepu iTunes.

Pasek - informacje

Wykonawca: Hans Zimmer/Junkie XL
Tytuł: Batman v Superman: Dawn of Justice (Original Motion Picture Soundtrack)
Wytwórnia: WaterTower Music
Data wydania: 2016
Gatunek: Soundtrack
Czas trwania: 01:31:16