Best Mode, czyli wszystko, czego chcielibyście się dowiedzieć o Depeche Mode, ale wstydzicie się o to zapytać #1

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Columbia Records (nr 1), Wojciech Pacuła (nr 2-9)

 

Depeche Mode to zespół-instytucja. Jonathan Miller ich biografię otwiera w ten sposób:

Historia Depeche Mode jest opowieścią o tym, jak na przekór wszystkiemu czterech kumpli z Essex osiągnęło sławę, majątek i niezachwianą pozycję w świecie muzycznym, zachowując wierność własnemu, niepowtarzalnemu stylowi.  […] Od początków w Basildon do występujących na światowych stadionach supergwiazd, od nastolatków grających synth pop dla dzieciaków do popularnych, „poważnych” muzyków po trzydziestce (pierwsze wydanie Obnażonych miało miejsce w 2003 roku – przyp. red.), od czystych do napędzanych prochami i z powrotem. […] Kto by pomyślał, że po sprzedaniu w ciągu ostatnich 20 lat oszałamiającej liczby 40 milionów płyt i koncertach dla 6 milionów ludzi, oni wciąż będą wydawać albumy rozchodzące się w milionach egzemplarzy?

Od tamtej pory sprzedali kolejne miliony płyt, zarobili kolejne miliony i zagrali dla następnych milionów. Każda kolejna płyta to wydarzenie, a pomoc Sony Music, dla którego nagrywają od 2013 roku, tylko podniosła poprzeczkę promocji. Ponieważ jednak nie wszyscy kształtowali swoją wrażliwość muzyczną wraz z tym zespołem, nie wszyscy są ich wiernymi fanami, a warto o tym fenomenie coś niecoś wiedzieć, przygotowaliśmy – Bartosz Pacuła, redaktor naczelny portalu Music to the People oraz Wojciech Pacuła, redaktor naczelny „High Fidelity” – artykuł podpowiadający od czego zacząć poszukiwania, jeśli chcemy coś o tym zespole się dowiedzieć i czego warto posłuchać, jeśli chcemy ich muzykę poznać. Powiemy też o tym, czego raczej należy unikać.

Pasek - kreska

TO, CO NAJLEPSZE: PUBLIKACJE

 

W ostatnich latach byliśmy w Polsce świadkami boomu książek o tematyce muzycznej. Rodzimy rynek zalały setki nowych lub wznowionych tytułów, przede wszystkim o rocku i metalu, ale i jazzie, bluesie, soulu czy folku. To właśnie tej tendencji zawdzięczamy funkcjonowanie profesjonalnych wydawnictw skupionych wyłącznie na muzyce popularnej (mam tutaj przede wszystkim na myśli firmę In Rock), a także skierowanie uwagi na naszą pasję większych graczy, na czele z Wydawnictwem Czarne.

Książki o tematyce muzycznej się więc ukazują, a czytelnicy – ewidentnie – chętnie je nabywają, by choć na chwilę przenieść się w zazwyczaj zamknięty świat swoich idoli. Co więcej, doszło na rynku polskim do sytuacji, w której często o danym artyście/zespole na półkach księgarń można znaleźć więcej niż jedną pozycję. Sam, w swojej domowej biblioteczce, mam cztery monografie poświęcone Beatlesom oraz Queen i Freddiemu Mercury’emu, trzy o Metallice, The Doors i Pink Floyd, dwie o… tego już nawet nie liczę. Jest więc w czym wybierać, jest gdzie wynajdywać nowe informacje o ukochanych muzykach.

Nie inaczej jest w wypadku grupy Depeche Mode, która w Polsce cieszy się ikonicznym, o ile to słowo jeszcze coś znaczy, statusem. Mieszkający nad Wisłą czytelnik bez żadnego problemu i wyrzeczenia finansowego znajdzie kilka książek, których tematyką jest właśnie formacja Gahana, Gore’a i Fletchera (obecnie zespół nagrywa w trio).

Najstarszym polskim wydawnictwem ciągłym jest – już dzisiaj legendarna – książka Marka Sierockiego Marek Sierocki przedstawia Depeche Mode z 1990 roku. Sporo zdjęć zespołu, teksty piosenek, a przede wszystkim zdjęcia okładek i krążków – to działało na wyobraźnię. Trudno jednak mówić o tej pozycji „książka o…” – to raczej krótkie wprowadzenie do tematu.

Pierwszą pełnoprawną propozycją jest opublikowana w 1999 roku staraniem wydawnictwa Kagra biografia autorstwa Steve’a Malinsa zatytułowana po prostu Depeche Mode. Biografia. Jednak i ona, jak na warunki rynkowe, jest prehistorycznym artefaktem, który trzeba traktować w kategorii źródła historycznego, świadectwa ówczesnej wiedzy na temat zespołu. Książka opisuje karierę DM od samego początku, tj. od narodzin członków zespołu, do roku 1999; ostatnim wydanym wtedy albumem z logiem Depeche Mode była pochodząca z 1997 roku Ultra.

Niestety nie jest to propozycja, która dobrze przetrwała próbę czasu. Przede wszystkim zawodzi pierwszy rozdział, ten poświęcony latom „przeddepeszowskim”. Jest on niezwykle krótki i traktuje wiele spraw pobieżnie, jakby okres formowania się charakterów i osobowości Anglików nie miał praktycznie żadnego znaczenia dla późniejszego funkcjonowania zespołu. Kolejne rozdziały również nie należą do najobszerniejszych, jednak autor stara się w nich wyczerpać temat w zgodzie ze swoją wiedzą i umiejętnościami.

Ciekawą narrację budują chętnie przytaczane wypowiedzi członków zespołu, którzy nierzadko barwnie i ze swadą opisują swoje życie. Dobrze zilustruje to krótki fragment z rozdziału Przeprowadź mnie przez Babilon, 1991-93, w którym dowiadujemy się co nieco o muzycznej pasji (fanatyzmie?) Martina Gore’a: „[…] Często zapraszam do siebie przyjaciół, upijam się i puszczam im wszystkie moje ulubione płyty po kolei. Nad ranem wszyscy ledwie żywi gramolą się do łóżek, a ja zostaję sam jeden, mówiąc: ‘Ale musicie posłuchać jeszcze tego’”. Jak jednak wspomniałem, biografia ta jest po prostu zbyt krótka, by po jej lekturze odejść z przekonaniem, że o DM wie się naprawdę dużo. Owszem, kilka ważnych faktów wpadnie do głowy, wiele jednak pozostanie przed nami ukryte.

Za Depeche Mode. Biografia odpowiedzialna jest Kagra. Co ciekawe, jakość samego wydania znacznie przewyższa jej nowsze książki. Na uwagę zasługuje przejrzysta prezentacja tekstu, gdzie niebagatelną rolę odgrywa dobrze dobrana czcionka. Dobrze spisał się także dział korekty; błędów ortograficznych czy stylistycznych jest niewiele i w żaden sposób nie są one w stanie wpłynąć na przyjemność czerpaną z lektury.

Z perspektywy czasu nieco komicznie może wyglądać okładka, która dobrze oddaje ducha końcówki lat 90. Na froncie umieszczony został kolaż, w skład którego weszła róża (nawiązanie do artu z Violator) oraz płyta CD (przeżywająca wtedy swoje lata chwały), na której znalazły się zdjęcia zespołu. Na sam koniec warto dodać, iż książka ukazała się w miękkiej oprawie ze skrzydełkami.

Chociaż pozycja ta nie skradła mojego serca, to szybko za nią zatęskniłem, gdy przyszło mi przeczytać trzy propozycje wydawnictwa Anakonda. Mowa tu o biografiach, które ukazały się w ramach serii Gwiazdy sceny: zespołu w latach 1981-1993, tj. Depeche Mode. Wczesne lata 1981-1993, Dave’a Gahana – Dave Gahan. Depeche Mode oraz Martine’a Gore’a – Martin Gore. Depeche Mode. W teorii wszystko powinno się doskonale sprawdzić; widać, że Anakonda miała ciekawy pomysł, z którego jednak nic nie wyszło.

Na przeszkodzie stanęły dwa podstawowe czynniki: jakość treści i jakość wydania. Wszystkie trzy biografie – autorem pierwszej i drugiej z nich jest Trevor Baker, za trzecią odpowiadają Dennis Plauk oraz André Bosse – są  pod względem zaprezentowanej treści brutalnie mierne. Nie ma w nich nic ciekawego, a to sztuka, bo Depeche Mode nigdy nie był najgrzeczniejszym zespołem na ziemi. Bezpłciowy język narracji jest tylko gwoździem do trumny.

Szczególnie słabo wypada, moim zdaniem, biografia Gore’a, której w żadnym razie nie można uznać za wyczerpującej. Chociaż autorzy tego „dzieła” poświęcili uwagę tylko jednej osobie, to i tak postanowili zupełnie pominąć jego okres sprzed Depeche Mode, przeznaczając nań całe… cztery strony. To już chyba notka na angielskiej wersji Wikipedii jest bardziej rozbudowana. Nieco lepiej na tle tej publikacji prezentuje się Depeche Mode. Wczesne lata 1981-1993. Daleko temu do ideału, ale książka zwraca uwagę bardzo czytelnie prowadzoną narracją, której ton nadają kolejne płyty DM; dzięki takiemu podziałowi biografii (każdy rozdział jest poświęcony jednej płycie) parę faktów można sobie fajnie uporządkować w głowie. Szkoda, że nie ma tam ich zbyt wiele.

Muszę jednak przestrzec wszystkich tych, którzy z czytania średnich biografii czerpią perwersyjną przyjemność; wszystkie trzy wyżej opisane zabija fatalna korekta, a raczej jej brak. Absurdalnie duża liczba błędów, głównie interpunkcyjnych, zniszczyła resztki mojego zaufania do polskiego systemu edukacji. Jedynym pozytywnym aspektem książek wydanych przez Anakondę jest przyzwoita strona „fizyczna”; dobrze dobrana i – przede wszystkim – duża czcionka gwarantuje brak bólu głowy przy dłuższych posiedzeniach – jeżeli jakiś furiat na takie się zdecyduje – a zdjęcia, chociaż jest ich niewiele, uatrakcyjniają wydanie.

W pierwszym akapicie tekstu przywołałem, nie bez przyczyny, wydawnictwo In Rock. Firma ta jest odpowiedzialna za opublikowanie kilku świetnych biografii rockowych, na czele z dziełami autorstwa Micka Walla. Wydane przez In Rock książki (prawie) zawsze są fajnie wydane i oferują bardzo dobrą treść. Nie inaczej jest i w wypadku Obnażonych….

Obnażeni. Prawdziwa historia Depeche Mode (ang. Stripped: Depeche Mode) to kawał znakomitej lektury, z którą każdy fan Gahana i Gore’a powinien się zapoznać. Jej autor, Jonathan Miller, odwalił kawał dobrej roboty opisując kolejne przygody zespołu. Co ważne, nie potraktował on po macoszemu żadnego etapu życia członków DM, dokładnie opisując ich życie od początku do roku 2013 i wydania krążka Delta Machine.

Duże wrażenie robi nie tylko sama opowieść, ale i naprawdę nieźle skrojony przewodnik po dyskografii – i to nie tylko samej formacji, ale i jej członków działających solo. Wisienką na torcie jest oddanie hołdu singlowej kulturze Depeche Mode – również te płytki są dokładnie opisane i skatalogowane. Dla znawców zespołu pewnie nie znajdzie się tam nic zaskakującego, ale dla reszty osób zainteresowanych tematem ciekawych informacji powinno być aż nadto.

Jeżeli chodzi o kwestię samego wydania, to i tu In Rock spisał się naprawdę dobrze. Głupich błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych jest tutaj jak na lekarstwo, dzięki czemu nic nie mąci przyjemności płynącej z lektury. Zawartość Obnażonych… świetnie uzupełniają zdjęcia grupy wydrukowane na papierze kredowym. Warto również pochwalić ich wybór. Nowszych fotografii (tych łatwo dostępnych w internecie) jest tutaj niewiele. Zamiast tego znalazło się miejsce na rzeczy znacznie starsze, mniej znane i przez to dużo ciekawsze.

Wydawnictwo, które teraz opiszę różni się w charakterze od swoich poprzedników; nie jest to bowiem klasyczna biografia, a „biblia” dla wszystkich kolekcjonerów wszystkiego, co ma na sobie napis „Depeche Mode”. W Depeche Mode. Monument przeczytamy przede wszystkim o okołomuzycznej sferze dotyczącej angielskiej formacji. Pomysł na Monument autorzy (Dennis Burmeister i Sascha Lange) mieli prosty: biorą każdy album DM i opisują go najdokładniej jak się da.

Szerokie spektrum informacji o procesie nagrywania? Jest. Wnikliwe dociekania dotyczące strony fizycznej albumów? Jasna sprawa. Całe stronice poświęcone różnym singlom, remiksom itp.? Na to też znajdzie się miejsce. Ogrom pracy, którą Burmeister i Lange włożyli w to opasłe tomisko jest naprawdę porażający. Najlepszym dowodem ich wysiłku i zaangażowania jest zamykający całość aneks poświęcony licznym trasom koncertowym, podczas których Depeche Mode zwiedzili cały świat. Jeżeli kogoś ciekawiło gdzie Gahan i spółka bawili 7 września 1983 roku – to trafił pod dobry adres.

Monument to świetna propozycja dla kolekcjonerów jeszcze z jednego powodu – jest to chyba najlepiej wydana, przynajmniej pod względem wizualnym, książka o Depeche Mode. Uwagę potencjalnego czytelnika zwraca już fajnie zaprojektowana okładka, która ma oferować wrażenie ekskluzywności; wszechobecny czerwony kolor jest łamany przez tytuł zapisany złotymi literami oraz wklejane czarno-białe zdjęcie. Z tyłu wydawca (wspomniana już Anakonda) zdecydował się na odważne pójście w minimalizm, bowiem zrezygnowano tutaj z wszelkich opisów reklamujących to wydawnictwo.

W środku również dzieje się dużo. I dzieje się dobrze. Wszelkiego rodzaju zdjęć, grafik i kolaży jest naprawdę wiele. Co więcej, większość z nich jest interesująca i wcale nie mamy wrażenia, że zostały tam wciśnięte na siłę. Również ich opisy (a także tytułów i śródtytułów poszczególnych fragmentów tekstu) zostały nieźle dobrane, dzięki czemu całość jest przyjemna w odbiorze i przejrzysta.

Perfekcja? – Nie do końca… Polskie wydanie Monumentu, chociaż stoi na bardzo wysokim poziomie, nie jest pozbawione wad. Chodzi mi tutaj przede wszystkim o koszmarną robotę edytorską, równie złą, jak w zaprezentowanych powyżej trzech innych książkach o DM od Anakondy. Czuć wyraźnie, że tłumacz tego tomiszcza nie za bardzo znał się na prezentowanych albumach i związanym z nimi aspektem kolekcjonerskim, przez co takie kwiatki jak nazywanie winylowych wydań „picture disc” „płytami obrazkowymi” jest na porządku dziennym.

Na otarcie łez pozostaje jeszcze wspomnieć, że ta monografia ukazała się w Polsce w dwóch wersjach: zwykłej oraz kolekcjonerskiej. Różnią się one wyłącznie obecnością certyfikatu z ręcznie wpisywanym indywidualnym numerem egzemplarza, ale i tak to fajny bajer.

Wszystkie te książki skierowane są do osób, które chcą „depeszowskiej” lekturze poświęcić sporo czasu. Na szczęście jest jeszcze jedna propozycja, która w ultraskondensowany sposób umożliwia zapoznanie się z dyskografią DM. Myślę tutaj o 21. zeszycie z serii Teraz Rock. Kolekcja, który został wydany w 2013 roku. Jak można domyślić się po tytule, za jego przygotowanie odpowiedzialni byli redaktorzy związani z „Teraz Rockiem”.

Na 51 stronach przybliżają oni najważniejsze fakty dotyczące kariery Depeche Mode, a także opisują wszystkie płyty studyjne i oficjalne wydawnictwa koncertowe, wskazując jednocześnie (przy pomocy pięciogwiazdkowej skali ocen), na które powinniśmy zwrócić uwagę (np. na Violator), a które omijać szerokim łukiem (Songs of Faith and Devotion Live). Całość uzupełnia między innymi wywiad z Andym Fletcherem autorstwa Michała Kirmucia, krótki felieton dotyczący kolekcjonerskich boxów i składanek czy zaprezentowana na trzech stronach dyskografia, która pęka w szwach od okładek.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że książek dotyczących Depeche Mode na polskim rynku jest więcej. Myślę jednak, że udało mi się tutaj opisać najważniejsze pozycje (Obnażeni, Monument) oraz ostrzec przed pułapkami. Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić państwa do poszerzania swojej wiedzy o Gahanie i spółce, a także do słuchania ich albumów. No dobrze, powiedzmy to już teraz – nie wszystkich. Spirit możecie sobie darować.

Pasek - kreska

Tekst powstał we współpracy z magazynem „High Fidelity”.

High Fidelity - logo (2015)