Brockes-Passion – Misteria Paschalia 2017 (13.04.2017)

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Wojciech Wandzel (nr 1-8), Krakowskie Biuro Festiwalowe (nr 9)

 

Długo zmagałem się z tym tekstem. Nie dlatego, że sam w sobie jest przesadnie skomplikowany, ale dlatego, że nie bardzo wiedziałem jaką treścią chcę się dokładnie podzielić. Czwartkowy koncert, który odbył się w ramach festiwalu Misteria Paschalia 2017 wywołał u mnie wiele skrajnych emocji. Tak szerokiej palety odczuć – powiem otwarcie – po prostu się nie spodziewałem. Z jednej strony było to wydarzenie ponadprzeciętne; wiele, epickie i bardzo dobrze wykonane. Przez cały czas trwania tego koncertu nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że oto jestem świadkiem rzeczy przygotowanej wyłącznie (warto to słowo podkreślić) dla najbardziej wyrafinowanych melomanów, którzy już dawno temu odpłynęli w kierunkach niedostępnych dla zwykłych śmiertelników.

Już sam opis, który znalazł się w książce programowej (swoją drogą znakomita w tym roku wyszła organizatorom – więcej o tym przeczytacie TUTAJ) zwiastował koncert trudny w odbiorze, wymagający nie tylko sporej wrażliwości emocjonalnej, ale i wiedzy. W Wielki Czwartek – w Sali Audytoryjnej Centrum Kongresowego ICE – wykonane zostało pasticcio (tj. kompilacja kilku dzieł) do pasyjnego tekstu Bartholda Heinricha Brockesa i muzyki dwóch mistrzów baroku – Philippa Telemanna i George’a Friderica Händla – oraz trzech mniej znanych artystów – Christopha Graupnera i Reinharda Keisera i Johanna Matthesona. Jak sami widzicie, nie jest to typowy koncert, do którego przyzwyczajeni są, przynajmniej polscy, melomanii.

Co więcej, mówimy tutaj o niezwykle trudnej w odbiorze treści, która znacznie odbiega od powszechnie przyjętych wyobrażeń związanych z barokowymi tekstami pasyjnymi. Nie jest to słodko-gorzka opowieść w stylu obu pasji Bacha, a luźno inspirowana ewangeliami przerażająco realistyczna historia męki Jezusa, coś w stylu Pasji Mela Gibsona, tyle że z XVIII wieku. Również pomieszanie (połączenie) dzieł aż pięciu kompozytorów nie ułatwia tutaj sprawy; ich muzyka nie zawsze dobrze się ze sobą łączy, przez co widz-słuchacz może mieć problemy z przyswajaniem sobie zmieniających się niczym w kalejdoskopie pomysłów i „patentów”. Dla przykładu, w pewnym momencie koncertu (w Częsci 2) swoje pięć minut otrzymały trzy solistki, które w brawurowy sposób występowały przez chwile jako trio. Wypadły w tej roli naprawdę świetnie – szkoda tylko, że fragment ten (w kontekście poprzednich 100 minut) pasował do całości jak pięść do nosa. Oczywiście rozumiem, że takimi prawami rządzi się pasticcio, nie znaczy to jednak, że łatwo mi było dostosować się do wymagań tej praktyki.

Chociaż czwartkowy odbiór Brockes-Passion – jak już zdążyłem wyjaśnić – nie był prosty, to bez wątpienia sporo ułatwiała tu bardzo wysoka dyspozycja muzyków. Mam tutaj na myśli  zarówno orkiestrę i chór Ensemble Pygmalion pod batutą Raphaëla Pichona (swoją drogą, dawno nie widziałem na żywo tak charyzmatycznego dyrygenta), jak i solistów, na czele z sopranistką Joanne Lunn i tenorem Robinem Tritschlerem, który wystąpił w roli Ewangelisty. Uwagę zwracała przede wszystkim łatwość, z jaką wszyscy muzycy wykonywali nawet najbardziej skomplikowane partie, czy to instrumentalne, czy wokalne. Co istotne (szczególnie w kontekście solistów), nie tylko świetnie sprawdzili się jako „autonomiczni” artyści, ale – przede wszystkim – jak zwarta grupa, żywy organizm, który nieustannie pulsował od przekazywanych widzom emocji. Dzięki temu nawet te nieco nudniejsze fragmenty trwającej ok. 150 minut Brockes-Passion stanowiły prawdziwą przygodę, którą warto było przeżyć.

Trudne w odbiorze – na poziomie formy i treści – dzieło wykonane przez znakomitych muzyków – tak w skrócie można opisać czwartkowy koncert, który odbył się w ramach Misteriów. Chociaż do Brockes-Passion zapewne prędko nie wrócę, to nie żałuję ani minuty spędzonej z Raphaëlem Pichonem i dowodzonymi przez niego artystami. Zaoferowali mi oni ponad dwie godziny unikatowych uniesień, wzbogacających zarówno umysł, jak i ducha. Czy można prosić o coś więcej?