Capella Cracoviensis – Sonaty Misteryjne (24.06.2016)

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Capella Cracoviensis

 

Sonaty Misteryjne oraz towarzysząca im Passacaglia Heinricha Ignaza Franza von Bibera czymś niezwykłym. Skomponowany w drugiej połowie lat 70. XVII wieku cykl obejmuje 16 (łącznie z Passacaglia) utworów, które opowiadają (oczywiście językiem muzyki) o życiu Jezusa i Marii. W roli głównego mówcy występują tutaj skrzypce, które muszą być inaczej strojone – w celu uzyskania odpowiedniej dramaturgii – dla każdej sonaty.

Niezwykły jest także Robert Bachara, skrzypek, który za wykonanie Sonat… Bibera był odpowiedzialny. Jego koncert odbył się w – można rzec – podwójnych ramach. Po pierwsze, występ Bachary był częścią festiwalu letniego Theatrum Musicum 2016, czyli ogromnego projektu Capelli Cracoviensis, którego celem jest zebranie pod jedną agendą wszystkich ważnych wydarzeń związanych z muzyką dawną, które odbywają się w lecie w Krakowie. Po drugie, koncert ten był częścią cyklu Portety, który jest wykorzystywany przez Capellę do solowego prezentowania swoich instrumentalistów. Roberta Bacharę wyróżnia niespotykany styl gry na skrzypcach – coś, czego sam do tej pory nie widziałem na żywo. Kładzie on swój instrument nie przy twarzy, jak zdecydowana większość skrzypków, ale… na klatce piersiowej. Taki sposób grania był znany – jak potwierdzają źródła – już kilka wieków temu (odnosił się do niego m.in. ojciec Wolfganga Amadeusza Mozarta – Leopold), jednak obecnie jest on praktycznie niespotykany. Jak nietrudno się domyślić, wymusza on na grającym zupełnie inne ruchy, zachowania, co w znaczący sposób odbija się na brzmieniu i… prezentacji scenicznej skrzypka.

Niezwykłe Sonaty… i niezwykły Robert Bachara, występujący w krakowskiej Auli bł. Jakuba – to przepis na fantastyczny pod względem muzyki wieczór. Chociaż koncert zaczął się o 21:00 i trwał (z dwoma przerwami) ponad trzy godziny, to czas minął zaskakująco szybko. Przede wszystkim zachwycił sam Bachara, który nie tylko musiał mierzyć się z trudną materią kompozycji Bibera, ale również z nieustannym zmienianiem skrzypiec. Nie wytrącało go to jednak z równowagi (a przynajmniej nie wyglądał, jakby miało to na niego jakikolwiek wpływ) i na każdy kolejny utwór czekałem z wielką niecierpliwością. Oczywiście nie każdy z tej 16 (uzupełnionej potem o dwa krótkie bisy) był równie dobry, całość złożyła się jednak na ponadprzeciętny spektakl, w którym chciało się uczestniczyć. Co ważne, charakterystyczny i niecodzienny styl gry Bachary nie odciągał uwagi od muzyki, ale fascynował i pozwolił spojrzeć na nią z nieco innej perspektywy.

Chociaż, jak już wspomniałem, skrzypce w Sonatach Misteryjnych są instrumentem najważniejszym, to nie zostały one pozostawione same. Towarzyszyły im: wiolonczela piccolo (obsługiwana przez Teresę Kamińską), teorba i gitara barokowa (za oba instrumenty strunowe odpowiedzialny był Andreas Arend), a także małe organy elektryczne oraz klawesyn (tutaj swoich talentów użyczył jak zwykle niezastąpiony Jan Tomasz Adamus). Wszyscy trzej wymienieni w tym akapicie muzycy to artyści wysokiej próby, którzy w znakomity sposób uzupełnili granie Bachary, nigdy jednak nie kradnąc mu przedstawienia. Szczególnie duże wrażenie zrobił na mnie pan Arend i potężna teorba, która – swoją drogą –  jest chyba równie niewygodna do noszenia i transportowania co kontrabas. To instrument bardzo delikatny, wydobywający zmysłowe i raczej ciche dźwięki, stanowiący więc, siłą rzeczy, jedynie tło dla pierwszoplanowych bohaterów. A jednak, pomimo ograniczeń „systemowych”, Andreasowi Arendowi udało się zaczarować całą salę swoją piękną, bardzo kulturalną grą. Oczywiście i JTA pokazał, ponownie, klasę, zgrabnie przechodząc między organami a klawesynem. Doskonale komunikował się on na poziomie muzycznym ze wszystkimi muzykami obecnymi na scenie i niejako „spinał” ich wysiłki w jedną całość. Niestety w miejscu, w którym się znajdowałem nieco gorzej (z niewiadomych przyczyn) było słychać wysiłki pani Kamińskiej. Trudno jest więc wypowiedzieć się mi jednoznacznie o tym aspekcie.

Odegranie kompozycji Bibera nie mogło być jednak zwyczajne – to zupełnie nie w stylu Capelli, która przyzwyczaiła swoich fanów i publiczność do wyjątkowego traktowania. Dlatego też na miejscu obecny był stolik z winem przygotowanym przez winiarnię Stoccaggio, a dla każdego czekał pięknie wydrukowany, spory katalog Theatrum Musicum. Co więcej, wyjątkowo późna pora koncertu (i piękna pogoda) sprawiły, że całe wydarzenie było jeszcze bardziej magiczne i nastrojowe. Do takich koncertów człowiek chce wracać pamięcią – gdy nie przychodzi odsiedzieć swoje, ale gdy ma możliwość cieszenia się całą otoczką okołomuzyczną. To naprawdę piękna sprawa.

Theatrum Musicum 2016 powoli się rozkręca, a takie wydarzenia jak koncert Roberta Bachary są najlepszą wizytówką całego wydarzenia. Gdzie publiczność to nie klienci, tylko przyjaciele i gdzie do pary z wyśmienitym winem serwowane są wielkie emocje związane z świetnie zagraną muzyką. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na następny koncert z cyklu Portrety i wyróżnić ten nagrodą Great Live Experience.

Pasek - kreska

Koncert Capelli Cracoviensis zostaje wyróżniony nagrodą Great Live Experience.

Great Live Experience