Coven, or Evil Ways Instead of Love – recenzja

Autor: Piotr Kleszewski
Zdjęcia:
Cultes des Ghoules

 

When the moon casts ominous glow

And wild winds blow

The dreary raven sings

To the rythm of the flapping wings

Dance their round the Three in Silk

Ethereal, fair, and white as milk

The Three in Cotton do the same

All Six call the Devil by his name

As long the church tower you can see

Six unholy sisters they will be”

Cultes des Ghoules, zespół widmo, od ponad dekady dostarcza światu za pośrednictwem swojej muzyki kontaktu z tym, co po Drugiej Stronie. Działający z podziemia i ukryci za pseudonimami, konsekwentnie rezygnują z działalności koncertowej lub kontaktu z popularnymi mediami, pozwalając, by to muzyka znalazła się w centrum uwagi. W ostatnią noc października, kiedy to rozmaite zjawy wychylają się z cuchnących krypt a na zapomnianych moczarach w sercu puszczy odprawiane są mrożące krew w żyłach rytuały, ukazał się trzeci longplay zespołu zatytułowany Coven, or Evil Ways Instead of Love.

Przy następcy rewelacyjnie przyjętego Henbane zespół postanowił wziąć na warsztat koncept sztuki teatralnej – skutkiem tego otrzymujemy umieszczone na dwóch płytach kolosalne dzieło trwające niemalże godzinę i czterdzieści minut. Sam pomysł na formę nie jest nowy, podobnych rozwiązań możemy dopatrywać się już w latach 70. i ówczesnych rock operach, niebezpodstawne będą też skojarzenia z twórczością Kinga Diamonda lub – szukając jeszcze bliżej – z twórczością czeskiego Master’s Hammer, przynajmniej jeśli chodzi o samą tematykę. Jednak w połączeniu z plugawym black metalem wykonywanym przez Cultes des Ghoules, taka dawka muzyki może okazać się zabójcza, częstym problemem długich wydawnictw jest też niefrasobliwe podejście do selekcji najlepszego materiału. Dodajmy do tego, że na całość składa się jedynie pięć utworów. Z tego powodu album może onieśmielać już na starcie, jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego odsłuchu.

Nie chcę rozwodzić się nad fabułą, aby nie zepsuć nikomu doświadczenia zapoznawania się z tekstem; dość będzie wspomnieć, że sztuka realizuje założenia klasycznej powieści gotyckiej – polecam pierwszy seans z albumem spędzić w skupieniu, z tekstami w ręku i dopiero przy kolejnych odsłuchach skupić się na odkrywaniu kolejnych smaczków muzycznych, tych jest bowiem niemało.

W warstwie muzycznej mamy po raz kolejny do czynienia z obskurnym black metalem pełnym grobowej stęchlizny, inteligentnie prymitywnym i transowym. Drapiące, przytłaczające i smoliste brzmienie, w połączeniu z doomowym feelingiem i sabbathowskim riffem wciąga jak wir i nie puszcza aż do końca seansu. Choć zespół najlepiej odnajduje się grając w umiarkowanych tempach, nie brakuje pełnych ciężaru zwolnień ani blackowej furii, wszystko to zaś rewelacyjnie się ze sobą łączy, tworząc spójną treść. Uwagę zwracają warczące partie basu, który oprócz wspierania gitar pozwala sobie tu i ówdzie na robiące świetną robotę odjazdy. Pojawiają się też inne urozmaicenia, swoiste muzyczne ornamenty, czy to w postaci sampli, syntezatorów, czy surowo brzmiącej wiolonczeli. Choć zespół dysponuje nimi niezwykle powściągliwie i nie przysłaniają one zasadniczej treści muzycznej, to dzięki przemyślanym aranżacjom i wspomnianemu już umiarowi niezwykle zapadają w pamięć (na przykład ciepłe i miękkie, niemal kojące brzmienie organów na początku drugiego utworu albo podbudowanie klawiszowym tłem finału albumu). To jednak nie wszystko.

Po raz kolejny jednym z najbardziej wyróżniającym się i interesującym elementem muzyki Cultes des Ghoules są wokale: niezwykle zróżnicowane, pełne pasji, przesycone jadem i kompletnym szaleństwem. Mark of the Devil prezentuje całe spektrum możliwości swojego głosu, począwszy od charczącego skrzeku i warczących recytacji, poprzez gardłowe ryki z głębi trzewi, nawiedzone, egzaltowane krzyki i czarci rechot, a na przerażającym, opętańczym wyciu kończąc. Wokalista obronną ręką wychodzi z arcytrudnego zadania, jakim jest wcielenie się liczne postacie pojawiające się w opowieści, nie tylko nie nudzi słuchacza, ale ma ogromny wkład w budowanie dusznej, klaustrofobicznej atmosfery pełnej grozy i mistycyzmu.

Prawdopodobnie nie będę odosobniony w stwierdzeniu, że kluczowym elementem muzyki Cultes des Ghoules jest właśnie atmosfera. Mroczna baśniowość łączy się z odrobiną kiczu, niemalże kampowością, jednak jeśli choć na chwilę pozwolimy porwać się hipnotycznym riffom i magnetyzującym partiom wokalnym cienka granica między tym, co na poważnie a stylizacją zaczyna się zacierać. Zakurzone, zbutwiałe deski sceny teatralnej, na której rozgrywa się ten intrygujący spektakl rozmyją się, dekoracje z kartonu i sklejki przeistoczą się w pokryte mchem nagrobki i zmurszałe, powykrzywiane pniaki, a my przeniesiemy się w samo centrum pandemonium.

Materiał został zarejestrowany w studiach The Black Lodge oraz No Solace, a miksem i masteringiem, podobnie jak w przypadku Spectres over Transylvania i Henbane zajął się M. z Mgły. Jakość i klarowność brzmienia w porównaniu z poprzednimi wydawnictwami poprawiła się, nie zatraciło ono jednak prymitywnego, vintage’owego charakteru – po prostu pojawiło się nieco więcej przestrzeni, lepiej wyeksponowane są też detale i niuanse.

Culted des Ghoules wydali płytę jakby na przekór obowiązującym trendom i czasom, w których żyjemy. Coven… jest albumem niezwykle interesującym, wymaga jednak poświęcenia mu pełnej uwagi i niemałej ilości czasu. Nie sprawdzi się przy wyrywkowym słuchaniu poszczególnych utworów (a przecież niektóre z nich, jeśli chodzi o czas trwania, spokojnie mogłyby stanowić osobne wydawnictwo), a słuchany w tle do innych czynności nie ujawni słuchaczowi wszystkich swoich walorów. Jednak dzięki temu każda sesja z albumem zmienia się w swoisty rytuał. Rytuał, który warto odprawić.

Pasek - wydanie

Album dostępny jest jako dwupłytowe wydanie CD w twardym, dużym digibooku z wszytą 32-stronnicową książeczką (Under the Sign of Garazel Productions/ Hells Headbangers Records) lub dwukasetowe wydanie w kartonowej obwolucie, również zawierające książeczkę z tekstami (Of Crawling Shadows Records). Świetne wrażenie robi okładka odmienna od dotychczasowej stylistyki albumów CdG – impresjonistyczny las w strugach deszczu i tajemnicza postać niosąca światło…. Zapowiedziano także  trzypłytowe wydanie na 12-calowym winylu nakładem Hells Headbangers Records; szczegóły mają zostać ujawnione wkrótce.

Pasek - informacje

Wykonawca: Cultes des Ghoules
Tytuł: Coven, or Evil Ways Instead of Love
Wytwórnia: Under the Sign of Garazel Productions/Hells Headbangers Records/Of Crawling Shadows Records
Data wydania: 31.10.2016
Gatunek: Black metal
Czas trwania: 1:37:52