Czy każdy artysta ma „swój własny styl”?

Autor: Kamil Brycki
Zdjęcia:
Brioni (nr 1-6)

 

Dobrze ubranych artystów można w zasadzie policzyć na palcach jednej ręki. Wiele razy słyszałem, że muzycy po prostu mają „swój własny styl” – i owszem, to stwierdzenie z pewnością zawiera ziarnko prawdy… ze względu na stare, dobre czasy. Dziś, niestety, wielu artystów odeszło od indywidualności na rzecz bylejakości, co jest zresztą widoczne w ilości t-shirtów i jeansów, które pojawiają się na scenie w trakcie koncertu. Czy tak się właśnie robi show?

Nie każę oczywiście każdemu artyście przebierać się na scenie; występować w futrach, dziwnych strojach czy garniturach, ponieważ wielu z nich wyglądałoby po prostu nienaturalnie. I tak naprawdę nie ruszają mnie też wyżej wymienione t-shirty, o ile wiem, że jest to w pełni świadomy i uzasadniony wybór. Wydawałoby się, że przy nieograniczonym budżecie, dostępie do internetu, oraz, w ostateczności, możliwości wynajęcia stylisty, słabe zestawy zostaną całkowicie wyeliminowane. Niestety nie jest to takie proste. Ubiór jest świadectwem. Dobrze dopasowane, schludne i ładne ubranie pokazuje, że artysta szanuje swoich słuchaczy, i można tę aurę roztoczyć nawet w (tak, powtórzę się) t-shircie i jeansach. Wtedy też do końca nie wiadomo, czy to jest właśnie styl artysty, czy też po prostu nieprzykładanie uwagi do tego, jak się wygląda. Na szczęście z pomocą przychodzą gale rozdania nagród – jakichkolwiek, gdzie trzeba wyglądać lepiej niż zawsze.

Z jednej strony mamy Justina Timberlake’a, który od jakiegoś czasu zawsze wygląda świetnie. Nie jest to prawdopodobnie tylko jego zasługa, jednak efekt „wow” został osiągnięty. W przypadku mniej oczywistych artystów można wyróżnić Macklemore’a, który swego czasu korzystał z usług najpopularniejszej garniturowej marki na świecie – SuitSupply. To, jak ci ludzie wyglądali w trakcie wielkich imprez pokazuje, że taka nagroda coś dla nich znaczy. Że warto poświęcić trochę czasu (bo przecież zakup garnituru to groszowe sprawy dla artystów takiego kalibru), aby ubrać się stosownie do okazji. I naprawdę nie mówcie, że liczy się tylko muzyka – bo i tak oceniacie (ja zresztą też) książki po okładce. Mniej lub bardziej świadomie.

Z drugiej strony mamy tych wszystkich artystów, którzy przychodzą na przykład w za dużych garniturach wartych tysiące dolarów – lecz zamiast wyglądać właśnie jak przysłowiowe dolary, sprawiają po prostu nieciekawe wrażenie. Nie ma na czym zawiesić oka – niby garnitur jest na swoim miejscu, ale wygląda, jakby został pożyczony od starszego brata. Komuś po prostu nie chciało się poświęcić godziny na zrobienie odpowiedniego researchu, na zapytanie odpowiednich ludzi. Odpowiedni ubiór przyrównałbym w tym przypadku do zasad savoir vivre – teoretycznie nie mają one żadnego znaczenia, ale jak się ich nie przestrzega, to nie można liczyć na akceptację „oświeconego” społeczeństwa. Ty mówisz, że masz swój własny styl, lecz my widzimy, że tego stylu nie masz, a próbujesz go na siłę wykreować.

Bo aby łamać zasady, trzeba najpierw je poznać. Michael Jackson miał swój własny styl. Uwielbiał nosić mundury i wszystko, co było nimi inspirowane. Leżały na nim idealnie i dodatkowo były spójne z jego osobowością. Pharrell Williams również swój styl posiada – duży kapelusz i krótkie spodnie może i nie nadają się na wieczorowe wyjście, jednak taki wizerunek harmonizuje z jego charakterem. Dla niektórych wydaje się śmieszny, nie można jednak powiedzieć, że nie jest przemyślany.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Wczoraj czy przedwczoraj trafiłem na zdjęcia członków zespołu Metallica, które promują włoską markę Brioni. Cóż mogę powiedzieć – metalowcy wyglądają świetnie, czego raczej bym się po nich nie spodziewał. Jest klasycznie: marynarki mają szerokie, frakowe (w szpic) klapy, guziki są obite jedwabiem lub atłasem (ciężko stwierdzić po zdjęciach, kołnierzyki koszul chowają się pod marynarkę. Na jednym zdjęciu nawet widać smokingi tropikalne (kojarzycie plakat promujący film Spectre? To jest właśnie tropikalny smoking) z ręcznie wiązanymi muchami. Styliści nie ustrzegli się błędów, bo koszule powinny mieć kryte guziki, a w marynarkach brakuje poszetek (chusteczek w kieszonkach piersiowych), jednak zdjęcia wyglądają po prostu fantastycznie. Nawet brak czegoś pod szyją nie przeszkadza wyjątkowo – w końcu to rasowe metale, trzeba było trochę odpuścić.

Te zdjęcia pokazują, że jak się chce, to można. Oczywiście wiem, że zapłacono im pewnie niemałe pieniądze. No i spodziewam się, że mogę już ich nigdy w takich garniturach czy smokingach nie zobaczyć. Wiem jednak, że prawdopodobnie żaden członek Metaliki nie zna się na klasycznej modzie męskiej, a jednak wszyscy wyglądają naprawdę dobrze. Pokazuje to tylko, jak mało uwagi muzycy (i nie tylko, ale to w końcu portal muzyczny, więc narzekanie na innych tym razem sobie odpuszczę) przykładają do odpowiedniego ubioru. Aż trudno sobie wyobrazić, że kiedyś wyjście bez marynarki z mieszkania było nie do pomyślenia – było to równoznaczne z brakiem szacunku do wszystkich napotkanych ludzi.

Podsumowując: t-shirty i jeansy t-shirtami i jeansami, ale kiedy nadchodzi czas, trzeba wyglądać na poziomie i pokazać szacunek i widzom, i prezenterom, i znajomym, i przede wszystkim fanom. Kupienie dobrego garnituru raz, a porządnie, przy nieograniczonym budżecie, naprawdę nie jest takie trudne. I szczerze wątpię, aby wielkie domy mody, które idą w stronę klasyki i ponadczasowości (odpuśćmy Versace, Gucci i te wszystkie inne, super popularne marki) – takie jak chociażby Tom Ford – nie chciały ubierać muzyków. Dużo się poprawiło przez ostatnie lata – bylejakość jednak dalej jest widoczna, i pozostaje dla mnie jedną wielką tajemnicą. Odpowiadając więc na pytanie zadane w tytule felietonu – nie, nie każdy artysta ma swój własny styl. I większość się o niego nawet nie stara.