Deus Ex: Mankind Divided Digital OST Sampler – recenzja

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Square Enix

 

Mamy rok 2029. Świat – chociaż jest coraz bardziej zaawansowany technologicznie – pogrąża się w chaosie. Australia stała się areną brutalnej wojny domowej, a integralność terytorialna Stanów Zjednoczonych wisi na włosku. Wszystkim, w tym również światowymi rządami, trzęsą korporacje, nastawione na maksymalny zysk i rozwój. A gdzieś w tle wyśmienicie bawi się grupka najbardziej wpływowych osób w historii ludzkiej cywilizacji i próbuje tym wszystkim kierować (tak, tak – Iluminaci). Dokładnie w takim momencie rozwoju ludzkości przyszło żyć bohaterom najnowszej gry z serii Deus Ex o podtytule Mankind Divided. Historia ta – sami przyznacie – jest bardzo ciekawa, dlatego też zasługuje na odpowiednią oprawę. Po ograniu najnowszego Deusa mogę powiedzieć, że to gra na wysokim poziomie i chociaż nie spełniła moich wygórowanych (po znakomitym Human Revolution) oczekiwań, to na pewno nie raz, nie dwa do niej wrócę. Jak w tym wszystkim odnajduje się ścieżka dźwiękowa? Czy możemy spodziewać się genialnego dzieła, gdy pełnoprawny soundtrack trafi na półki sklepowe (już 30 września)? Starałem się tego dowiedzieć, słuchając 30-minutowego samplera, który był dodawany do gry.

W skład rzeczonego samplera wchodzi dziewięć kawałków, spośród których aż sześć mogliśmy już wcześniej usłyszeć, oglądając trailery zapowiadające Deus Ex: Mankind Divided; pozostałe trzy pochodzą bezpośrednio z najnowszego dzieła Square Enix (Main Menu, Opening Credits oraz Adam’s Safehouse). Niestety w zasadzie wszystkie utwory dużo większe wrażenie robią, gdy wspierają wydarzenia ukazywane w zapowiedziach, dużo gorzej radząc sobie samodzielnie. Jasne, od pierwszych sekund Main Menu słychać, że mamy tutaj do czynienia z muzyką z Deus Exa, jednak zabrakło mi w niej iskry bożej, tej samej, która tak obficie spłynęła na soundtrack do Human Revolution.

Zaawansowane, high-endowe technologie i świat w ogniu: uniwersum Deus Exa daje kompozytorom muzyki wielkie możliwości. Z jednej strony mogą pójść w stronę grania w stylu Tangerine Dream, by zaraz potem zaserwować iście hollywoodzki miks elektroniki i muzyki klasycznej, co w fenomenalny sposób uczynił Daft Punk na swoim soundtracku do filmu Tron: Dziedzictwo. Tego na recenzowanym samplerze zbyt wiele – ku mojej rozpaczy – nie uświadczyłem. Owszem – elektroniczne bity momentami przyprawiają o gęsią skórkę, jednak w zdecydowanej większości przypadków jest zupełnie trywialnie, by nie powiedzieć: nudno. Niewiele się tu dzieje – i to pomimo sporej obecności pozornie dynamicznych utworów.

Największą wadą wszystkich utworów jest ich nijakość. Widać wyraźnie, że kompozytorzy (na czele z Michaelem McCannem, który tak świetnie spisał się poprzednim razem) chcieli zanurzyć się w klimatach ambientowych, powoli budujących nastrój, jednocześnie zaś ciągnęło ich w kierunku akcji, wybuchów i spektakularnych pojedynków. Na dodatek wszystkie numery są zwyczajnie nudne i zrobione na jedno kopyto, przez co nie zachęcają do powtórnego odsłuchu. Powolne otwarcie, stopniowo narastające natężenie dźwięku, podkręcenie akcji i nastrojowa (przynajmniej w zamierzeniu) końcówka: tak wygląda niezmienny schemat „deusowej” muzyki.

Elementem, który kładzie sprezentowany graczom sampler nie jest jednak miałkość kompozycji: byłbym nawet w stanie to przełknąć, będąc wielkim wielbicielem serii, który pochłania rzeczy z Deus Exa, nawet najgorsze szajsy, z wypiekami na twarzy. Problemem jest tutaj fatalna jakość realizacji brzmienia. Tak źle nagranej muzyki nie słyszałem od bardzo, bardzo dawna. A – warto tutaj dodać – na adres redakcji przychodzi wiele płyt, których autorzy na dźwięk w ogóle nie zwrócili uwagi. Muzyka elektroniczna czy ambient powinny brzmieć – przynajmniej ja tak to widzę – bardzo… analogowo. Ciepło, głęboko, potężnie. I oczywiście dynamicznie, ale nie jazgotliwie. Wystarczy na średniej klasy sprzęcie odpalić sobie kilka płyt od Tangerine Dream (polecam Rubycon), Kraftwerka czy Aquavoice, by zrozumieć o co mi chodzi. Tam każdy dźwięk ma swoją wartość i nie ginie we wszechobecnym, plastikowym jazgocie. A co z Deusem? Tutaj jazgot jest bogiem.

Sampler do Deus Ex: Mankind Divided zawiódł mnie na całej linii. Jest nieprzemyślany, nieangażujący i nade wszystko fatalnie nagrany. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to tylko – no właśnie – próbka, jednak ta zupełnie nie sprawdza się w swojej roli. Gdyby dilerzy narkotyków „częstowali” klientów takimi zgnilcami, zachowując porządny towar na potem, to w zasadzie problem uzależnienia przestałby istnieć. Melomanom i fanom Deusa pozostaje tylko czekać na ten „porządny towar” (miejmy nadzieję), który trafi pod koniec września do sprzedaży. Wiele się po nim nie spodziewam, chciałbym jednak miło się rozczarować.

Pasek - wydanie

Recenzowany przeze mnie sampler jest dodawany do gry Deus Ex: Mankind Divided na wszystkich platformach (PS4, Xbox One, PC). Wydawca umożliwia pobranie go ze swojej strony – wystarczy wpisać kod, który został umieszczony w pudełku z grą. Nikt jednak nie dał nam wyboru w kwestii formatu plików, wszyscy więc musimy zadowolić się podrzędnymi „empetrójkami”.

Pasek - informacje

Wykonawca: Różni artyści
Tytuł: Deus Ex: Mankind Divided Digital OST Sampler
Wytwórnia: Square Enix
Data wydania: 2016
Gatunek: Soundtrack
Czas trwania: 29:01