Divide – recenzja

Autor: Kamil Brycki
Zdjęcia: Atlantic Records

 

Naprawdę chciałem podejść bardzo krytycznie do najnowszego albumu Eda Sheerana – Divide. Chciałem napisać, że słowa w Shape of You są puste i bez wyrazu; że Eraser jest ewidentnym przykładem pokazującym wyższość śpiewu artysty nad rapem (choć ten też jest nienajgorszy); że Dive czy Perfect to piosenki, które starają się zastąpić tak uwielbiane Thinking Out Loud, a pozostałe ballady nie zapadają jakoś wyjątkowo w pamięć. I to wszystko jest oczywiście prawdą, jednak wbrew pozorom są to naprawdę małe rzeczy, kiedy spojrzymy na Divide jako całość. Wady ten, które wynikają już z czystego czepialstwa, są w zasadzie przyćmione przez muzykalność całego albumu – i jeżeli nie przekona Cię do tego moja recenzja, to wszystkie 16 utworów jest dostępnych nawet na oficjalnym kanale w serwisie YouTube, także wszystko możesz sprawdzić sam. Tylko uważaj, bo Divide naprawdę uzależnia.

Pierwszą poważną zapowiedzią krążka były dwa równolegle wydane single: Castle on the Hill oraz Shape of You. Dwie bardzo różne od siebie piosenki, gdzie pierwsza została oparta na gitarowym riffie i ostrzejszym niż zwykle wokalu, a druga na czystym, popowym i wpadającym w ucho od pierwszego zapoznania się z motywem przewodnim. Te utwory są nawet bardziej złożone: Castle on the Hill posiada przecież refren przeniesiony w zasadzie oktawę wyżej oraz słowa, do których może odnieść się prawie każdy; Shape of You zostało z kolei obdarzone dwupoziomowym refrenem, zadziwiająco płynną rytmiką oraz niesamowitym potencjałem do wykonywania na żywo, czego zresztą fani mieli już okazję posłuchać przy okazji BRIT Awards. I mimo że jest to tylko mały wycinek płyty (a szczególnie w wersji Deluxe) to bardzo dobrze obrazuje konspekt, jaki towarzyszył tworzeniu Divide.

Ta płyta jest po prostu bardzo, bardzo zróżnicowana. Przyznam szczerze, że nawet po wielu odsłuchach ciężko jest znaleźć mi w niej jakąś spójność, elementy łączące poszczególne utwory – pojawiają się one w zasadzie dopiero pod koniec krążka, przy ostatnich piosenkach. Na to zresztą wskazuje również tytuł i podobno właśnie taki był zamysł, choć nie ukrywam, że przez takie gatunkowe przeskoki ciężko jest mi się odnaleźć w trakcie słuchania całego krążka naraz. Bo przeskoki są dość spore – wystarczy wspomnieć, że pierwsze pięć utworów to odpowiednio: rap, rock, ballada, popowy hit i irlandzka piosenka ludowa. I jak tego wszystkiego słuchać?

Wbrew pozorom – normalnie. Najgorszy moment jest dla mnie zawsze przy przejściu z pierwszej piosenki (Eraser) na całą resztę. A wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze, mocny i w miarę ciężki bit współgra z wokalem Sheerana jak dwa pozornie niepasujące do siebie smaki, przez co później trudno jest przeskoczyć na piosenki bardziej „standardowe” dla artysty; po drugie, właśnie przez ten ciekawy i nietuzinkowy miks jest to (aktualnie) moja ulubiona piosenka z całego Divide i najchętniej słuchałbym tylko jej. Kolejne zmiany motywów są już znacznie przyjemniejsze dla ucha i najwyższy czas skupić się w pełni na konkretnej zawartości krążka.

Castle on the Hill oraz Shape of You zostały już prawdopodobnie wysłuchane przez wszystkich tyle razy, że nie ma potrzeby tworzenia im jeszcze dokładniejszego opisu. Pomiędzy nimi trafia się za to Dive, w której Sheeran po raz pierwszy na poważnie zdziera gardło. Wśród „typowych” ballad o miłości znajdujących się na krążku ta zdecydowanie wyróżnia się najbardziej – oczywiście na plus –  właśnie przez siłę wokalu, która nadaje słowom dodatkowej ekspresji. Dalej w kolejce jest Perfect, które ma być nowym Thinking Out Loud oraz największe zaskoczenie na krążku – Galway Girl, pierwsza z dwóch piosenek mocno zainspirowanych irlandzkimi pieśniami ludowymi. Te, o dziwo, wcale nie wypadają kiczowato i stanowią kolejne urozmaicenie nowego albumu, choć druga dostępna jest już w wersji Deluxe.

Zachwyt krążkiem dość szybko minął i po drugim odsłuchu postanowiłem skupić się tylko na piosenkach, które wyjątkowo przypadły mi do gustu. Z Sheeranem jest już po prostu tak, że owszem – zaprezentował nam coś nowego, jednak dalsza część albumu mogłaby być jednocześnie przedłużeniem (może za wyłączeniem tej jednej, folkowej piosenki w wersji Deluxe) Multiply i nikt by tego nie zauważył. Dla niektórych to dobrze, dla niektórych źle – dla mnie wcale nie jest to wada (chociaż uważam, że jest to fakt wart odnotowania). Nie odczułem tutaj takiego „boom” jak przy pierwszym kontakcie z drugą płytą, choć nie mogę powiedzieć, że Divide jest słabe lub mocno wtórne – nawet przez myśl mi to nie przeszło! Początkowa euforia nie utrzymała się po prostu tak długo, jak prawie trzy lata temu, lecz nie jestem w stanie obiektywnie stwierdzić czy to wina płyty, czy mojego osłuchania z artystą. Bo fanem jestem w sumie… od zawsze.

Kilka słów o produkcji – nie została ona wykonana tak dyskretnie, jak w przypadku poprzednich albumów. Piosenka rapowa otrzymała ciężki bit, jest sporo chórków, w Dive damski (!) wokal, nawet przez chwilę pojawia się skeczowanie, choć z pewnością nie jest ono nachalne. Nie obyło się jednak bez kilku niedopatrzeń, z czego szczególnie zauważalny jest dla mnie chichot w refrenie Castle on the Hill – wiem, prawie niezauważalny, ale jak mówi stare, muzyczne przysłowie, kiedy raz się coś usłyszy, nie da się tego „odsłyszeć”, stąd też i mój komentarz. Produkcja oczywiście nie ma żadnego znaczenia przy sheeranowych wersjach piosenek na żywo, lecz o ich wykonaniu przekonamy się dopiero po pierwszych promujących album koncertach.

Czy warto zainwestować w Divide? Jeżeli jesteś fanem Eda Sheerana, jest to pozycja obowiązkowa, jeżeli nie, lecz lubisz dobrze wykonane, wpadające w ucho kawałki pop – również z nowego krążka będziesz zadowolony. Divide jest albumem trzymającym równy, wysoki poziom, z kilkoma wybitnymi skokami, które będą stanowić jego wizytówkę przez kilka, jeśli nie kilkanaście, lat. Nie jest to jednak kolejny kamień milowy; nie tak ogromny przeskok jak pomiędzy Plus a Multiply. Pozostaje tylko pytanie – czy taki skok jest jeszcze Sheeranowi potrzebny?

Pasek - kreska

Album Divide zostaje wyróżniony nagrodą Great Music.

Great Music

Pasek - wydanie

Najnowszy album Eda Sheerana można nabyć na płycie CD (w wersji zwykłej oraz Deluxe), a także na podwójnym longplay’u (który jest tzw. „czterdziestkąpiątką”, tj. musi obracać się z prędkością 45 RPM). Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje tutaj wspomniane już rozbicie piosenek w wersji zwykłej oraz Deluxe. Abstrahując od tego, że rozszerzona wersja jest aktualnie w Polsce niedostępna (w wersji CD), a jak już będzie, to będzie trzeba na nią wyłożyć prawie dwa razy więcej wiotkich banknotów, to już o rozłożeniu utworów złego słowa powiedzieć nie mogę. W zasadzie żaden z utworów w wersji Deluxe nie jest hitem, nie jest też czymś, czego nie mamy w pełnym albumie, jak to było w przypadku Multiply oraz I See Fire. Jeżeli jest możliwość, to oczywiście uważam, że lepiej nabyć wersję kompletną (Nancy Mulligan, druga folkowa piosenka jest naprawdę świetna), w przypadku zakupu wersji podstawowej jednak nie straci się aż tak dużo. Na sam koniec warto wspomnieć, że Divide jest również dostępne w chyba każdym miejscu internetu; fani Eda mogą słuchać jego najświeższych utworów na YouTubie, TIDAL-u czy Spotify.

Pasek - informacje

Wykonawca: Ed Sheeran
Tytuł: Divide
Wytwórnia: Atlantic Records
Data wydania: 03.03.2017
Gatunek: Rock/pop
Czas trwania: 46:14