Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set – unboxing

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Columbia Records (nr 1), Bartosz Pacuła (nr 2-23)

 

Jednym z najlepszych, o ile po prostu nie najlepszym kolekcjonerskim pudłem, z którym miałem kiedykolwiek do czynienia jest specjalna edycja albumu Random Access Memories duetu Daft Punk. Sam krążek ujrzał światło dzienne – na CD i podwójnym winylu – w maju 2013 roku. Kilka miesięcy później, w połowie stycznia 2014 roku, do szczęśliwych (i bogatych lub – jak w moim przypadku – bardzo zdeterminowanych) nabywców dotarła przywołana wyżej kolekcjonerka. Było to iście królewskie wydanie, które pozytywnie wyróżniało się w każdym możliwym względzie; pięknie wykonane pudełko, mnogość świetnie przygotowanych gadżetów, piękny podwójny winyl ze złotą i srebrną (zamiast czerwonej, jak w normalnej wersji) etykietą, dwa pendrive’y z albumem w wersji HD, również w dwóch różnych kolorach – do pełni szczęścia brakowało jedynie płyty CD z tym samym materiałem muzycznym.

No i ta cena, która „odsiała” większość ludzi i pozwalała tym samym poczuć się wyjątkowym – z przesyłką wynosiła ponad 1200 zł. Cudo to jest ozdobą mojej kolekcji różnej maści boxów, jej najjaśniejszym punktem. Był to jednak z mojej strony „wyskok” jednorazowy; normalnie nie mam 12 setek na jakiś kolekcjonerski album i staram się trzymać, mimo chęci, nieco bardziej przyziemnych cen. W żadnym jednak momencie nie żałowałem wydanej gotówki, bo specjalna wersja Random Access Memories była (i wciąż jest) boxem ze wszech miar referencyjnym.

W opublikowanej niedawno na Music to the People recenzji najnowszego albumu Jeana-Michela Jarre’a, Electronica 1: The Time Machine, wspomniałem, że momentami brzmi on bardzo podobnie do najlepszego (dyskusyjnie) i najbardziej hitowego (bezdyskusyjnie) dzieła pochodzącego z Paryża duetu. Na tym jednak inspiracje Francuza się nie skończyły, czego najlepszym dowodem jest kolekcjonerka jego najnowszego krążka; została ona bowiem zrobiona w bardzo podobny, by nie powiedzieć: bliźniaczy, sposób. Jak jednak pokazuje doświadczenie, diabeł tkwi w szczegółach.

Nasi czytelnicy śledzący regularnie rubrykę Unboxing wiedzą doskonale, że jeżeli krytykowałem jakiś box, specjalne wydanie, to robiłem to za jakość ogólnego pomysłu, a raczej jej brak. Dlatego też ten unboxing będzie pod tym względem wyjątkowy; tak się bowiem składa, że sam pomysł na wykonanie Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set jest znakomity – czerpie on z najlepszych wzorców, a nawet próbuje dodać coś od siebie. Wydawnictwo to zawiodło mnie jednak kompletnie na poziomie detali, dla niedzielnego melomana pewnie niedostrzegalnych, dla kolekcjonera zaś niezwykle ważnych, czasami nawet determinujących ocenę całości (jak – dla przykładu – w tym przypadku).

Spotkanie z Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set rozpoczyna się obiecująco. Pudełko jest wykonane bardzo dobrze, a specjalnie zaprojektowana szata graficzna jest dużo lepsza od oryginalnej i odrobinę odpustowej okładki. Po wyciągnięciu górnej części boxu robi się jeszcze lepiej – to właśnie do niej (od wnętrza) przymocowany jest certyfikat, który poświadcza autentyczność tego wydawnictwa i informuje nas o jego numerze (Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set jest limitowany do zaledwie 1000 egzemplarzy). Najlepszy w tym „skrawku” papieru jest jednak oryginalny (przynajmniej tak mówi wydawca) autograf Jeana-Michela Jarre’a. Rzecz jest naprawdę czaderska, a posiadanie podpisu TAKIEGO mistrza jest po prostu świetne.

Entuzjazm szybko jednak opada, ponieważ potem robi się co raz gorzej. Pierwszy zgrzyt odczuwamy, gdy bierzemy do ręki biały papier z napisem Electronica. Tego typu kartek jest w tym boxie kilka, a ich zadaniem jest oddzielanie od siebie kolejnych elementów zestawu, co nie tylko ładnie wygląda (przynajmniej w zamierzeniu), ale i zabezpiecza cenne gadżety przed uszkodzeniami mechanicznymi. Coś takiego zostało już zastosowane w kolekcjonerce Random Access Memories, ale tam zrobiono to na znacznie lepszym poziomie. Tutaj papier ten dosłownie gnie się w rękach i bardzo szybko, po zaledwie kilku wyciągnięciach z pudła, robi się brzydki, nieestetyczny. Warto oczywiście pochwalić pomysł, by kartki te nie służyły tylko ochronie, ale by były pełnoprawną częścią zestawu (na każdej z nich nadrukowane jest coś innego), szkoda tylko, że nie pomyślano o ich lepszym wykonaniu.

Następnymi elementami, które weszły w skład Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set są dwa plakaty – jeden mały, drugi dość duży. Wyglądają one bardzo średnio, również jakość ich wykonania pozostawia wiele do życzenia. Trudno mi właściwie wyobrazić sobie kogoś, kto z wypiekami na twarzy zdecyduje się powiesić chociaż jeden. Szkoda, tym bardziej, że przyjęta przez Jarre’a estetyka jego najnowszego albumu pozwała na wykręcenie czegoś dużo lepszego.

Niezbyt dobrze wypadają również winyle. W teorii – ale ponownie tylko w teorii – wszystko jest w jak najlepszym porządku. Każda z czarnych płyt została umieszczona w osobnym kartoniku z bardzo przyjemną okładką; niestety jakość tych ostatnich nie jest specjalnie zadowalająca. Wyglądają jakby miały się zaraz rozwalić (jeden już zresztą zdążył), nikt nie pomyślał również, że dobrym pomysłem byłoby zabezpieczenie winyli jakąś folią czy papierkiem ochronnym.

Muszę poznęcać się również nad kolejnym gadżetem, czyli trzema grafikami. Pomysł na nie (zresztą jak na wszystko inne w tym boxie) był naprawdę ciekawy. Przedstawiają one skan odcisków palców niektórych artystów, którzy współpracowali z Jarre’m przy Electronica 1: The Time Machine. W praktyce prezentują się niestety niezbyt interesująco, a w porównaniu do znakomitych litografii w kolekcjonerkach od Led Zeppelin czy Black Sabbath wyglądają zwyczajnie biednie.

Ostatnimi dwoma elementami, które znalazły się w recenzowanej przeze mnie kolekcjonerce jest płyta CD i złoty pendrive, w skład których wszedł album oraz dodatkowa zawartość (dostępna tylko na pamięci USB). Podobnie jak w wypadku kartonów na winyle i ten na CD nie imponuje jakością wykonania, nie został również wyposażony w żaden element chroniący srebrny krążek. Na tle całej reszty miło prezentuje się pendrive, chociaż w porównaniu do fantastycznych pamięci z wielokrotnie wspominanej w tym tekście kolekcjonerki albumu Daft Punk również szału nie ma.

Pasek - kreska

JAK HANDLOWAĆ, TO TYLKO Z FRANCUZAMI

 

Chociaż kupując na Ebay’u zwykle staram się nabywać u Japończyków lub Niemców (mam wtedy 100% pewność, że towar będzie zgodny z opisem albo nawet lepszy, zaś obsługa maksymalnie profesjonalna), to po zakupie Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set muszę do tej krótkiej listy dodać także Francuzów. Zdarzyła mi się bowiem (a raczej mojemu tacie, który był nabywcą tego wydawnictwa) niespodziewana historia, która naprawdę przywraca wiarę w uczciwość ludzi. Było to tak: przybył do nas box, którego jeden element – jak się okazało – był poważnie uszkodzony. Niestety elementem tym były winyle, na których znalazły się dwie potężne rysy idące de facto przez całą płytę. Napisaliśmy więc do sprzedawcy z grzeczną prośbą o wymienienie czarnych krążków lub, w najgorszym wypadku, umożliwienie nam nabycia ich. Odpowiedź, która do nas dotarła była szokująca – Francuzi nie tylko zgodzili się na wymianę płyt, ale – w ramach zadośćuczynienia – przysłali drugi box zupełnie za darmo. Skończyliśmy więc z dwoma kolekcjonerskimi pudłami (a więc i dwoma autografami Jarre’a), które szybko podzieliliśmy między siebie.

To jednak nie koniec całej przygody; później, w okolicach końca października, okazało się, że wszystkie egzemplarze kolekcjonerki są niekompletne – zabrakło w nich bowiem części litografii. Sprzedawca ponownie zareagował z klasą i zobowiązał się na przesłanie ich (oczywiście na własny koszt) wszystkim nabywcom Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set. Jeszcze ich nie otrzymaliśmy, jednak mając na uwadze jego wcześniejsze zachowanie jesteśmy o to spokojni.

Pasek - kreska

Dziwny to w sumie unboxing, bo i opisywane tutaj pudło jest dziwne. Z jednej strony pomysł na całość był fantastyczny: album na trzech różnych nośnikach, grafiki i ten wspaniały certyfikat. Coś jednak nie wyszło, zabrakło dopieszczenia szczegółów, pochylenia się nad detalami. I to niestety było w tym wypadku kluczowe. Teraz pozostaje mi już tylko czekać na suplement do Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set (nabywanego osobno, jednak znacznie tańszego), który oczywiście kupię, by móc cieszyć się kompletnym wydaniem. Szkoda tylko, że to moja jedyna motywacja.