Electronica 2: The Heart of Noise Deluxe Box Set – unboxing

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Columbia Records (nr 1), Bartosz Pacuła (nr 2-10)

 

Była dla mnie kolekcjonerska edycja albumu Electronica 1: The Time Machine wielkim zawodem. W samym zamyśle prezentowała się ona całkiem nieźle: duże pudło, ładny autograf Jarre’a, album na trzech różnych nośnikach… a jednak to, co tak ładnie prezentowało się na papierze zostało mocno przetrącone przez średnią jakość wykonania właściwie każdego elementu, który wszedł w skład Electronica 1: The Time Machine Deluxe Box Set. Kiedy oceniałem ten box (pod koniec listopada tamtego roku) był on jednak niekompletny. Brakowało w nim części związanej z krążkiem Electronica 2: The Heart of Noise, będącym drugą składową Electroniki. Jednak teraz, gdy nowy album francuskiego mistrza muzyki elektronicznej na dobre zadomowił się na półkach sklepowych, śmiało można ocenić suplement do wydania specjalnego Electronica Project.

W skład paczki „uzupełniającej” przesłanej przez wytwórnię Columbia Records wszedł album Jarre’a (ponownie na trzech nośnikach), kolejna paczka litografii oraz dwa plakaty. Czyli dokładnie to samo, co dostaliśmy przy okazji wydania krążka The Time Machine. Nie dziwi więc fakt, że całość prezentuje się dokładnie tak samo, jak opisywałem poprzednim razem. Plakaty – jeden większy, drugi mniejszy – prezentują się naprawdę mizernie i trudno mi znaleźć osobę, która chciałaby sobie takie „dzieło” oprawić i powiesić na ścianie. Również litografie są co najwyżej przyzwoite – koncepcja, by zaprezentować odciski palców osób, które – nota bene – maczały palce w The Heart of Noise był bardzo fajny, zabrakło jednak pomysłu na fajną realizację.

Również album na podwójnym winylu i CD prezentuje się tak sobie. Kartony mają przykrą tendencję do gięcia się, na dodatek nikt nie pomyślał o umieszczeniu cennych krążków w ochronnych foliach, przez co są one skazane (płyty, nie folie) na liczne uszkodzenia mechaniczne. Najlepiej z całego pakietu prezentuje się pendrive – wyróżnia się on kolorem, ciężarem i wysoką jakością wykonania. Jednak w tym wypadku kuleje jego zawartość cyfrowa: album jest fatalnie opisany, jakby osoba odpowiedzialna za ten aspekt była wiecznie pod wpływem alkoholu i nie mogła nić sensownego z tym zrobić. Wrażenie ekskluzywności, które wydawca starał się osiągnąć ze swoim pudłem pryska, gdy – koniec końców – jesteśmy zagnani „do roboty” przy tagowaniu albumu.

Na sam koniec warto odpowiedzieć na pytanie: jak prezentuje się box w komplecie? Bez wątpienia robi on teraz znacznie większe wrażenie, choćby swoim niebagatelnym ciężarem. Po otwarciu górnej części pudła wita nas moc zawartości. Cztery winyle, dwa srebrne krążki i dwa nośniki pamięci USB prezentują się imponująco, a liczne litografie pozwalają zapomnieć na chwilę, że wcale nie są tak fajne, jak się wydaje. Na uzupełnieniu zawartości gorzej wyszły jedynie plakaty, które prezentują się jeszcze mizerniej niż wcześniej. Więc… czy warto było nabyć drugą część edycji kolekcjonerskiej Electronica Project? Jeżeli ktoś sprezentował sobie pierwszą? Bez wątpienia. A czy warto było w ogóle inwestować w to wydawnictwo? Niestety nie.

Pasek - kreska

DRUGA CZĘŚĆ EDYCJI KOLEKCJONERSKIEJ? CZYLI O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI.

 

Electronica Project to projekt, w skład którego weszły dwie płyty: Electronica 1: The Time Machine oraz Electronica 2: The Heart of Noise. Chociaż, na pozór, są to osobne albumy, jednak w praktyce stanowią one jedną całość. Zamierzeniem Jarre’a było opublikowanie kilkudziesięciu utworów, które byłyby owocem współpracy z innymi artystami. Do wspólnej zabawy zaprosił on m.in. Vince’a Clarke’a, 3D, Tangerine Dream czy Armina van Buurena (w wypadku pierwszej części), a także Pet Shop Boys, Julię Holter czy Hansa Zimmera (w wypadku drugiej odsłony).

Wydawca płyty (a więc i kolekcjonerskiego boxu) – firma Columbia Records – stanął przed trudnym zadaniem: w jaki sposób sprzedać ludziom wypasione pudło, które jednak stanowiłoby, w dłuższej perspektywie czasowej, jedynie część większego projektu? Wytwórnia zdecydowała się na ciekawy (i, w mojej opinii, słuszny) krok – przy premierze The Time Machine na półki sklepowe trafiła główna część edycji kolekcjonerskiej, zaś w momencie wprowadzenia do sprzedaży The Heart of Noise do szczęśliwych nabywców wysyłany był (za opłatą, jednak wyraźnie mniejszą niż za pierwszym razem) wspomniany wyżej suplement.