Grzegorz Chudzik (Rigor Mortiss) – wywiad

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Kalisz Ambient Festiwal

 

Od grania zrobili sobie 20 lat przerwy, jak wrócili, to z połową nowego składu. Ale – jak widać – działa to dobrze, skoro i nowy krążek nagrali, i chętnie występują przed zróżnicowaną publicznością. Rigor Mortiss – kultowy dla niektórych zespół z Płocka – wystąpi jako jedna z gwiazd 5. Kalisz Ambient Festiwalu. O to – i o inne sprawy – miałem okazję zapytać Grzegorza Chudzika, nowego członka formacji, który uderza tam w najniższe tony.

Pasek - kreska

Po 20 latach przerwy wracacie na polską scenę muzyczną. Jak doszło do „odkurzenia” Rigor Mortiss? Jak sądzisz: skąd wynikała chęć zaprezentowania się nowej (lub tej samej, ale starszej o dwie dekady i bogatszej o nowe doświadczenia) publiczności?

Impulsem do reaktywacji było wydanie przez Requiem Records płyty z archiwalnymi nagraniami Rigor Mortiss. Do materiału z jedynej wydanej przez zespół kasety doszły utwory wcześniej niepublikowane, nagrania wideo z koncertów, historia zespołu ze starymi zdjęciami. Całość zapakowana w rękawicę spawalniczą. W ramach premiery płyty zespół postanowił przypomnieć sobie kilka utworów. Jeszcze wtedy z nimi nie grałem, ale byłem na tym koncercie. W ramach bisu publiczność wymogła zagranie całości po raz drugi. Zespołowi spodobało się nie mniej niż publice i zaraz pojawiła się chęć zrobienia czegoś nowego.

Do członków oryginalnego składu, grającego jeszcze w latach 90. – a więc Jacka Sokołowskiego i Macieja Stolińskiego – dołączyła Gosia Florczak oraz Ty. Mógłbyś przybliżyć historię tego angażu? Dlaczego zdecydowałeś się wejść w skład grupy, która przez tyle lat w ogóle nie funkcjonowała?

Byłem fanem Rigor Mortiss, widziałem ich w Jarocinie. Grywałem na basie, ale nikt by mi nie wmówił, że kiedyś ścieżki się przetną. Traf chciał, że z zespołem Maszyny i Motyle nagrałem płytę w Hagal Studio pod okiem Jacka i Gosi, czyli połowy obecnego Rigor Mortiss. Potem oba zespoły zagrały wspólny koncert. Zbiegło się to w czasie z rezygnacją poprzedniego basisty RM. Paradoksalnie, mimo sentymentu do starych utworów, to głównie nowe rzeczy zdecydowały o moim przyjęciu propozycji grania w
drugim zespole.

Chociaż RM nie cieszy się żadną mainstreamową sławą, to w pewnych kręgach zyskała sobie oddane grono fanów, chętnie nazywających grupę mianem „kultowej”. Nie bałeś się, że niektórzy ludzie nie zaakceptują Cię w Twojej nowej roli „bo tak”? W końcu historia muzyki pełna jest różnych „śmiesznych” historii, gdy zacofani mentalnie fani nie są w stanie pogodzić się z jakimikolwiek zmianami.

Nie pomyślałem o tym. Chyba dlatego, że bas w starym Rigor Mortiss pojawiał się okresowo. Nie ma go też na kasecie, doły są grane z samplera. A od samplerów jest teraz Gosia. Ale nie słyszałem od niej żadnych takich historii. Może byłoby trudniej, gdybyśmy grali jedynie stary materiał. Dołączyłem do składu, który chce robić nowe rzeczy. I te nowe rzeczy gram od pierwszego mojego koncertu w RM.

W relacji z jednego z Waszych koncertów – na portalu KVLT – przeczytałem takie zdanie: „Rigor Mortiss, to teraz świetnie zgrany, idealnie funkcjonujący mechanizm”. Czy wewnątrz zespołu czujecie dokładnie to samo? Że już jesteście wyśmienicie zgrani i działacie jak szwajcarski zegarek?

Graliśmy w zeszłym roku na Festiwalu Requiem i Wrocław Industrial Festival. Ledwie raczkowałem koncertowo w RM, a w krótkim czasie dane było mi zagrać z innymi wielkimi dla mnie kapelami, jak Kinsky, Düsseldorf, Job Karma czy Different State. Doszło jeszcze granie przed Die Krupps czy Savage Republic. Na początku miałem jakiś taki syndrom „fanowski”, ale w Rigor Mortiss szybko mnie z tego wyleczono. Rzeczywiście dobrze nam się razem gra. I na próbach, i na koncertach. Muzykę
robimy wspólnie: wielokrotnie ogrywamy dany pomysł, słuchamy siebie nawzajem, szukamy, aż wszyscy poczujemy, że działa. W taki też sposób przygotowywaliśmy się do grania na żywo do filmu niemego Wicher. I tak obecnie pracujemy nad muzyką do powstającego filmu Klechdy.

Na początku tego roku wydaliście EP-kę Brud. Jak opisałbyś zawarty na nim materiał? Czym różni się on od klasycznych kompozycji formacji?

To tylko cztery utwory, za to w sumie ponad czterdzieści minut muzyki. Dużo w tym emocji, tytułowego brudu, ale skonfrontowanego z kończącą płytę, wyciszającą Miłością. Maciek, wokalista, opisywał album jako podróż przez wszelkie odcienie ludzkiej natury. Zupełnie się zgadzam z tymi słowami. Dla mnie ta płyta stanowi łącznik pomiędzy starym graniem Rigor Mortiss, a nowym materiałem. Jest tu odświeżony sound sprzed lat, ale dominują nowości. A te na szczęście powstają bez presji powielania przeszłości.

Jaka rola przypadła i Tobie, i Gosi przy tworzeniu nowego materiału? W jaki sposób zmieniliście dynamikę funkcjonowania tak skomplikowanego organizmu, jakim jest zespół?

Musiałem nauczyć się innego grania niż w Maszynach i Motylach, gdzie także gram na basie. Tyle, że w duecie z gitarzystą i z rytmem z automatu. Nieco inaczej, bo tu bas często jest gęsty i mocno wyeksponowany. Na pierwsze spotkanie z Rigor Mortiss ambitnie przygotowałem gęste frazy. Potrzebowałem kilku prób, żeby dojść do przekonania, że więcej to nie zawsze lepiej. Drastycznie odchudziłem basy i zaczęło działać. Można było zacząć budować mocną zgraną podstawę z bębnami i konfrontować ją z przestrzennym graniem klawiszy i gitary.

Pod koniec października wystąpicie podczas piątej edycji Kalisz Ambient Festiwal. Czego oczekujecie od tego wydarzenia? Chcecie pokazać się fanom innych zespołów/projektów? A może adresujecie swój wystąp do hardkorowych fanów Waszej twórczości?

Bardzo podoba mi się idea tego festiwalu. I różnorodny zestaw zespołów. Cieszę się, że festiwal idzie w stronę prezentowania muzyki nie tylko stricte ambientowej. Myślę, że w ten sposób ma szansę przyciągać coraz szersze grono osób otwartych na muzykę. W Rigor Mortiss nie narzucamy sobie jakichś ram gatunkowych, nie trzymamy się szufladek. Większy nacisk jest na interakcję między nami na scenie czy między nami a publicznością. Utwory grane są za każdym razem w różny sposób, ich forma czy
długość zależą od miejsca i publiczności. Wierzę, że to w Kaliszu szczególnie zadziała.

Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale ostatnio ambient, elektronika czy muzyka eksperymentalna są znowu modne, przynajmniej w pewien sposób. Jak myślisz – z czego to wynika? A może się mylę i to wciąż nisza, zarezerwowana dla szczególnie oddanych miłośników muzyki?

Trudno mi się odnieść szerzej, bo znam jedynie wycinek. Na podstawie tego wycinka wydaje mi się, że to jednak nisza. Bardzo kreatywna i intrygująca, z dużym potencjałem, ale wciąż nisza.

Na sam koniec pozostawiłem sobie luźniejsze pytanie: Kalisz to miasto, które – przynajmniej mnie – z ambientem, industrialem i tego typu klimatami się nie kojarzy. Czy mógłbyś podać przykład jednego-dwóch miast, które natychmiast kojarzą Ci się z elektroniką? Gdzie słuchanie takich albumów fantastycznie uzupełniałoby codzienne życie, stanowiąc swego rodzaju soundtrack do niego?

Rigor Mortiss pochodzi z Płocka i kiedyś muzykę zespołu łączono z Petrochemią czy ołowiem i tlenkami azotu w powietrzu. Ale to się pozmieniało. Trudne pytanie zadałeś. Paradoksalnie kojarzy mi się Warszawa, choć tu wiele gatunków muzycznych mogłoby kandydować jako soundtrack. Ale to tu zdarzało mi się bywać na Warsaw Electronic Festival i tu z Rigor Mortiss gramy 27.10 tuż przed KAF ze świetnymi kapelami elektronicznymi na wieczorze Requiem Records w ramach Warsaw Music Week.

Pasek - kreska

Tekst powstał z okazji piątej edycji Kalisz Ambient Festiwal, która odbędzie się w dniach 28-29 października tego roku w Kaliszu. Wśród zapowiedzianych projektów/artystów znaleźć można Accomplice Affair, Rigor Mortiss czy Agressiva 69.