Grzegorz Wiernicki/Karol Czerniakiewicz (Wild Books) – wywiad

Autor: Piotr Kleszewski
Zdjęcia: Wild Books

 

Wild Books. Jest ich dwóch, jeden gra na gitarze, drugi na perkusji. Mieszkają w stolicy, ale swoją muzykę wolą nagrywać na działce, w pobliżu natury. Nie zajmują się jednak ani ambientem, ani graniem wariacji na temat Plantasii, a hałaśliwą, garażową muzyką. Przy okazji wydania ich drugiego albumu zatytułowanego po prostu (recenzja TUTAJ) przepytaliśmy Grzegorza Wiernickiego i Karola Czerniakiewicza o kilka rzeczy.

Pasek - kreska

Pytanie spóźnione o co najmniej 5 lat, ale powiedzcie, czym jest dzika książka?

Wild Books powstało w 2012 roku, najpierw jako solowa rzecz Grześka, potem w duecie z Karolem, perkusistą, powstała pierwsza płyta (Wild Books, 2014, Instant Classic – przyp. red.), a niedawno ukazała się druga (2, 2017, Instant Classic – przyp. red.), obecnie jest nas trzech, bo na basie  gra z nami Duszan. W tym składzie koncertujemy i piszemy materiał, który być może trafi na naszą trzecią płytę.

Od wydania Wild Books minęły trzy lata. Co musiało się wydarzyć, aby powstał następca tego krążka?

Materiał na drugi album zamknęliśmy późnym latem 2015, pół roku później udało się go nagrać. Kolejne sześć miesięcy później dostaliśmy mastery, a kolejne miesiące upłynęły nam na czekaniu na test press, który niestety nie brzmiał tak jak powinien, więc trzeba było poczekać jeszcze kilka miesięcy na drugi test press, a potem jeszcze na właściwe tłoczenie. Także jak widać najwięcej czasu spędziliśmy na czekaniu. Trochę to potrwało, ale płyta już jest i bardzo nas to cieszy.

Wasz debiutancki album nagrywaliście w pobliżu natury, w domku letniskowym na skraju lasu. Jak sesja nagraniowa wyglądała tym razem?

W zasadzie podobnie, ponieważ nagrywaliśmy ją w tym samym miejscu, na działce. Zajęło to również trzy dni. Z tą różnicą, że pierwszą płytę nagrywał Michał Ścibior, a drugą Rafał Wiewiór. Obu panów serdecznie pozdrawiamy!

Gdzie można znaleźć lokację, która tym razem znalazła się na „pocztówce” z waszej okładki?

Okładka to obraz namalowany przez naszego przyjaciela Michała Kozłowskiego, który jest odpowiedzialny za całą grafikę do WB2, a także jest połową Dreamland Syndicate, czyli marki produkującej bardzo fajne koszulki oraz wydającej kasety. DS jest również wydawcą kasetowej wersji Wild Books 2 (TUTAJ).

Nie lubię szufladkowania na siłę, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w przypadku zespołów parających się różnymi odmianami noise’u bardzo często optymalną formułą dla zespołu jest duet (jak w waszym przypadku) lub trio. Gdzie widzicie szczególną siłę okrojonego, minimalistycznego składu?

Tak naprawdę ilość osób nie ma tu żadnego znaczenia. Na początku WB było składem jednoosobowym, potem duetem, a teraz gramy w trio. Wiadomo, że wszyscy się zmieniamy, odkrywamy nową muzykę, wymieniamy się zajawkami i próbujemy nowych rzeczy. Oprócz tego, grając w mniejszym składzie łatwiej jest podróżować w trasie, czy nawet umówić się na próbę.

Wasz poprzedni krążek był zarejestrowany w bardzo „garażowy” sposób, później również muzyka nie była szczególnie mocno poddawana zabiegom studyjnym. Na co zwracacie uwagę przy kreowaniu własnego brzmienia?

Płyta jest dla nas fotografią zespołu w jakimś momencie w czasie. Nagrywając materiał nie staramy się modyfikować naszego brzmienia. Zarówno pierwsza jak i druga płyta to po prostu my i  nasze instrumenty, bez żadnych studyjnych fajerwerków.

Czy możecie opowiedzieć o sprzęcie, jakiego używaliście przy nagrywaniu, instrumentach, efektach?

Lubimy stare sprzęty, ale nie jesteśmy jakimiś oldschoolowymi freakami, że wszystko musi być dokładnie z epoki w oryginalnym stanie, nie dajmy się zwariować. Z ciekawostek na pewno warto wspomnieć, że na obu płytach partie gitar zostały nagrane na starych polskich (dwóch różnych) gitarach dwunastostrunowych, puszczonych jednocześnie przez wzmacniacz gitarowy i basowy.

Na polskim rynku muzycznym daje się zauważyć pewien trend – mainstream dostrzegł wreszcie alternatywę, coraz większe uznanie i popularność zdobywają artyści grający muzykę improwizowaną, dziwną, po prostu inną. Spora zasługa w tym chociażby waszego wydawcy, Instant Classic. Waszym zdaniem Wild Books wpisuje się w ten trend, zauważyliście zwiększone zainteresowanie alternatywą?

Ciężko stwierdzić. Oczywiście, że jest teraz bardzo dużo festiwali i większych i mniejszych i często można na nich zobaczyć różne nowe, ciekawe zespoły, ale nadal są to zespoły z niszy.

Bardzo dużą uwagę przykładacie do tego, aby brzmienie płyt było możliwe do odtworzenia w 100% na żywo. Gdzie będziemy mogli was w najbliższym czasie usłyszeć?

Niedawno zagraliśmy koncert premierowy w warszawskim klubie Pogłos, a najpewniej po wakacjach będziemy odwiedzać kluby w różnych innych miastach. Do zobaczenia na koncertach!