Harman Kardon Onyx Mini – test

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Harman Kardon (nr 1-6), Bartosz Pacuła (nr 7-15)

 

Zrecenzowany w lipcu ubiegłego (już) roku głośnik Bluetooth Harman Kardon Onyx Studio 3 (test TUTAJ) zrobił na mnie niemałe wrażenie. Jego elegancki wygląd, wysoka jakość wykonania i zaskakujący rozmiarami rozmach dźwiękowy sprawiły, że długo nie mogłem pogodzić się z brakiem tego urządzenia w domu po odesłaniu go do dystrybutora. Przez moment chodziło mi nawet po głowie nabycie tego głośnika, jednak ostatecznie nic z tego nie wyszło – po jakimś czasie (a czas, jak wiadomo, leczy rany) udało mi się o OS 3 zapomnieć. Przynajmniej tak mi się do niedawna wydawało.

Wspomnienia czerwcowych i lipcowych dni (było wtedy ciepło – czy ktoś jeszcze w Polsce pamięta, jak to jest?) wróciły do mnie niedawno, gdy przez próg mojego mieszkania kurier przekazał mi niewielką paczkę z kolejnym urządzeniem sygnowanym logiem Harman Kardon – modelem Onyx Mini. Już sama nazwa sporo mówi nam o tym produkcie: o wyglądzie (że nawiązuje do projektów rodziny Onyx) czy rozmiarach (rzecz jasna), a także o konkretnych technologiach, których użycie stało się znakiem rozpoznawczym Harmana.

Chociaż design Onyx Studio 3, a także jakość jego wykonania, zrobiły na mnie wrażenie, to prawdziwym sellerem okazał się dźwięk – jak już zdążyłem napomknąć, był on ponadprzeciętnie duży, z nieprawdopodobnym wykopem, energią. To sprzęt, który z słuchania muzyki uczynił najczystszą frajdę. I – prawdę mówiąc – dokładnie tego samego oczekiwałem od jego młodszego i mniejszego brata. Czy moje nadzieje okazały się uzasadnione?

Pasek - kreska

DESIGN

 

„Harman Kardon to marka, która zobowiązuje, a produkty przez nią firmowane są eleganckie, doskonale brzmią, a doświadczenia odsłuchu, które dostarczają, są po prostu perfekcyjne. Bardzo cieszymy się, że na rynku właśnie pojawił się nowy głośnik Harman Kardon Onyx Mini. To idealne uzupełnienie każdego wnętrza nowoczesnego domu, z dodatkowymi atutami w postaci przenośnej formy oraz nowoczesnego stylu” – słowa te należą do Andy’ego Tsui, Head of Portables for Harman. Chociaż część osób (zapewne słusznie) weźmie je za czysty marketing i nic więcej, to trudno oprzeć się wrażeniu, że pracownicy Harman Kardon są naprawdę dumni ze swojej pracy i produktów, które firmują swoimi nazwiskami; szczególnie zaś z ich wyglądu – motyw ten przewija się bowiem we wszystkich broszurach i informacjach prasowych, które wychodzą z siedziby firmy.

Głośnik Onyx Mini jest znakomitym dowodem na to, że HK może być zadowolony ze swoich designerów. Wygląda bowiem znakomicie, niczym futurystyczny gadżet z najnowszego Deus Exa czy Pasażerów, tj. najnowszego filmu z Chrisem Prattem i Jennifer Lawrence. W udany sposób łączy dotychczasowe osiągnięcia związane z serią Onyx, dodając od siebie jeszcze więcej elegancji i prostoty.

Przede wszystkim na słowa uznania zasługuje sposób, w jaki Harmanowi udało się „zmniejszyć” swój własny projekt, czyniąc z niego coś więcej niż tylko wersję „mini” większych i bardziej okazałych urządzeń. W stosunku do modelu Onyx Studio 3 zrezygnowano ze smukłych nóżek, stosując w ich miejsce jedną stopę, płynnie przechodzącą w resztę „opakowana”. Wyraźnie zmieniono także pasek łączący w OS 3 dwie części obudowy – teraz jest on krótszy i mniejszy, obejmując swoim zakresem pięć przycisków kontrolnych i nic więcej. Skorzystano także z innego materiału z tyłu obudowy (skórę zastąpiło matowe tworzywo sztuczne), pozbyto się także uchwytu służącego w trzecim Onyxie do przenoszenia urządzenia.

Wszystkie te zabiegi zaowocowały znacznym odchudzeniem wizualnym nowego Onyxa, który dosłownie znika w salonie/sypialni/gdziekolwiek go używamy, zostawiając nas sam na sam z muzyką. Powiem więcej – testując Onyx Studio 3 wydawało mi się, że to jedno z najbardziej minimalistycznych i efektownych zarazem urządzeń w branży audio; po rendez-vous z jego młodszym bratem zostałem zmuszony do szybkiego zweryfikowania swoich poglądów. To Onyx Mini w doskonały sposób łączy w sobie uderzającą prostotę z wyrazistym, mogącym się podobać wyglądem. Dodam jeszcze, że wśród przedstawicielek płci pięknej wzbudzał on także – jakkolwiek to nie zabrzmi – niezwykle ciepłe (może nawet matczyne?) uczucia, objawiające się ciągłym wypowiadaniem zdania: „Jaki on słodki!”.

Pasek - kreska

OBSŁUGA I FUNKCJONALNOŚĆ

 

W sferze funkcjonalności Onyx Mini jest praktycznie taki sam, jak wersja Onyx Studio 3, a korzystanie z niego to czysta przyjemność. Głośnik jest gotowy do pracy w momencie wyjęcia go z pudełka: wystarczy tylko uruchomić go przyciskiem znajdującym się na samej górze (wystarczy chwilę przytrzymać), odpalić moduł Bluetooth (wykonując analogiczną czynność na przycisku umieszczonym po lewej stronie) i sparować z źródłem dźwięku (np. smartfonem czy tabletem). Od tego momentu możemy odtwarzać muzykę – czy to z naszych plików, czy za pośrednictwem serwisu streamingowego – czy prowadzić rozmowy telefoniczne. Opanowanie tej procedury zajmuje ok. 2-3 minut. Całością zawiadujemy za pomocą wspomnianego już smartfona czy innego urządzenia tego typu.

Wszystko odbywa się niezwykle płynnie i intuicyjne. Momentami problematyczny był jedynie czas, który był potrzebny na uruchomienie nadajnika Bluetooth (przycisk odpowiedzialny za to trzeba przytrzymywać odrobinę za długo, przynajmniej jak na mój gust). Na szczęście projektanci poprawili (albo tak po prostu wyszło „w praniu”) system komunikatów dźwiękowych powiadamiających o włączeniu i wyłączeniu urządzenia. W modelu Onyx Studio 3 były one zdecydowanie za głośne, tutaj zaś z tą niedogodnością nie mamy już do czynienia.

Chociaż dystrybutor dostarczył mi tylko jeden egzemplarz Onyxa Mini (wobec czego nie mogłem tego osobiście sprawdzić), to czuję się w obowiązku wspomnieć o jeszcze jednej funkcjonalności charakteryzującej ten głośnik. Urządzenie wykorzystuje technologię Harman Kardon Dual Sound, dzięki której można połączyć Mini z innym głośnikiem Bluetooth wyposażonym w tę technologię (niekoniecznie musi to być ten sam model), by cieszyć się jeszcze mocniejszym i większym dźwiękiem.

Pasek - kreska

DŹWIĘK

 

Metodologia odsłuchu

Z głośnika Bluetooth Harman Kardon Onyx Mini korzystałem przez dwa tygodnie, używając go w pomieszczeniach o różnej kubaturze: pojawił się m.in. w sypialni czy salonie, na chwile trafił również do kuchni. W roli moich źródeł wystąpiły trzy smartfony Samsunga: Galaxy A3, Galaxy A5 oraz Core. Brzmienie Onyxa Mini porównywałem do głośników JBL-a: Clip 2 oraz Flip 3 (test TUTAJ).

Odsłuch

Pierwszy kontakt z dźwiękiem najnowszego głośnika Bluetooth od Harman Kardon był lekko… rozczarowujący. Mając w pamięci gigantyczne brzmienie (jak na rozmiary urządzenia) modelu Onyx Studio 3 oczekiwałem zapewne, że dostanę dokładnie to samo. Fizyka jest jednak nieubłagana i pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, dlatego też model Mini nigdy nie będzie w stanie zagrać tak, jak znacznie (ok. 3-krotnie) większa wersja Studio 3. Gdy pogodziłem się z tym faktem, mogłem docenić to, co testowany przeze mnie głośnik ma do zaoferowania.

Mówię tu przede wszystkim o tej samej sygnaturze dźwiękowej, która sprawiła mi w OS 3 tak wiele radości. To granie bezpretensjonalne, energiczne, odważne. Najważniejsza w tym brzmieniu jest radość i dobra zabawa. Dlatego też z Onyxem Mini najchętniej sięgałem po płyty popowe i rockowe. Urządzenie to znakomicie odnajdywało się w świecie dźwięków trzech pierwszych płyt Danziga czy ostatniego albumu Sabatonu, doskonale radziło sobie także z nagraniami umieszczonymi na doskonałym soundtracku z filmu Ostatnia rodzina. Bardzo przyjemnie słuchało mi się także różnych kawałków dobieranych mi przez TIDAL-a: Raise Hell Sir the Baptist czy Rise Katy Perry dawno nie brzmiały tak… fajnie. Wydaje mi się, że to zasługa pewnej filozofii dźwięku, którą model Mini stara się nam sprzedać: z wyraźnie wyeksponowanym pierwszym planem, mocnym środkiem i energetycznym (jak na warunki urządzenia) dołem. W wypadku wymienionej powyżej muzyki sprawdza się to świetnie.

Jednocześnie muszę zaznaczyć (chociaż nie powinno być to dla nikogo żadnym zaskoczeniem), że słuchanie muzyki dawnej czy wyrafinowanego jazzu na testowanym tutaj głośniku mija się trochę z celem. Tego typu muzyka, zwłaszcza dobrze nagrana, wymaga zupełnie innego podejścia do budowania sceny dźwiękowej, różnicowania barwowego czy dynamiki. A także szerszego pasma przenoszenia i detaliczności. Onyx Mini – i mówię to z całą moją sympatią do tego urządzenia – pewnych rzeczy nie jest w stanie zapewnić.

Pasek - kreska

PODSUMOWANIE

 

Harman Kardon Onyx Mini nie udaje czegoś czym nie jest. To nie audiofilski produkt dla starannie wyselekcjonowanej grupy osób, która uwielbia rozkoszować się aksamitnym dźwiękiem trąbki Milesa Davisa na Kind of Blue, a urządzenie, które ma uprzyjemnić swojemu użytkownikowi dzień. I to robi doskonale. Onyx Mini jest elegancki, banalnie prosty w obsłudze i do tego fajnie gra. Jedyną zagwozdką dla ludzi, którzy będą chcieli wyłożyć na niego kilka stówek, to wybór pomiędzy nim a Onyxem Studio 3, który jest niewiele droższy. Tu – jak mi się wydaje – zadecyduje podejście potencjalnego klienta do wyglądu i rozmiarów pożądanego przez siebie wyrobu.

Pasek - specyfikacja techniczna

Wersja Bluetooth: 4.1
Moc nadajnika Bluetooth: 0 – 9 dBm
Zakres częstotliwości nadajnika Bluetooth: 2402 – 2480 MHz
Modulacja nadajnika Bluetooth: GFSK, µ/4 DQPSK, 8DPSKPrzetwornik: 2 x 45 mm
Moc: 2 x 8 W
Pasmo przenoszenia: 75 – 20 000 Hz (-6 dB)
Stosunek sygnał/szum: 80 dB (ważony charakterystyką A)
Zasilacz: 5 V 2,3 A
Rodzaj akumulatora: litowo-jonowo-polimerowy (3,7 V, 3000 mAh)
Czas ładowania akumulatora: 3 godziny
Czas odtwarzania muzyki: do 10 godzin (zależnie od głośności i odtwarzanych treści)
Wymiary (W x S x G): 145 x 158 x 95 mm
Waga: 587 g

Cena: 769 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Suport.