Harman Kardon Onyx Studio 3 – test

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Harman Kardon (nr 1-3), Bartosz Pacuła (nr 4-7)

 

W branży audio ideałem jest – przynajmniej w mojej opinii – gdy pierwotnie droga i niedostępna technologia opracowana na potrzeby high-endowych urządzeń „schodzi” w dół, dociera do urządzeń, które można określić mianem „budżetowych”. Inaczej cały technologiczny wyścig wielkich koncernów nie ma najmniejszego sensu, gdy z jego słodkich owoców korzysta garstka uprzywilejowanych osób. Po co opracowywać kolejne wersje wydajnych, oferujących dobry dźwięk głośników, jeżeli ich działanie usłyszy paru wybrańców? I w jakim celu wydawać grube pieniądze na projekt produktu, jego design, jeśli ten nie wejdzie potem „pod strzechy”? Na szczęście istnieje kilka firm, które chętnie wykorzystują w swoich tańszych produktach zaawansowane rozwiązania, wymyślone pierwotnie na potrzeby czegoś innego, droższego. Jedną z nich jest amerykański Harman Kardon, część ogromnego koncernu Harman, zrzeszającego pod swoją egidą takie marki, jak JBL, AKG czy Mark Levinson. HK od wielu lat w godny pochwały sposób żeni ze sobą wysokiej klasy dźwięk z fenomenalnym wzornictwem i nieskazitelną jakością wykonania. I, co najważniejsze, sukcesywnie dociera do ludzi, którzy z audio niewiele mieli wspólnego, zadowalając się odtwarzaniem muzyki na słabej jakości sprzęcie.

Jedną z fajniejszych serii w ofercie producenta jest linia produktowa Onyx Studio. To niebanalnie wyglądający głośnik Bluetooth, który ma nie tylko brzmieć, ale i być postrzeganym jako integralna część wyposażenia domu, ekskluzywny mebel dostępny dla szerokiego grona odbiorców. Do tej pory HK zaproponował trzy odsłony Onyx Studio – ta ostatnia, trzecia jest jeszcze świeżą nowinką, która ledwo co weszła do sprzedaży. W przemyślany sposób rozwija to, co projektanci Harmana zaproponowali we wcześniejszych wersjach, zatrzymując jednocześnie wszystkie sprawdzone rozwiązania. Zresztą sam producent nie kryje dumy ze swojego najmłodszego „dziecka” – świadczy o tym m.in. ciekawy filmik dostępny na YouTubie, w którym opisane zostały najważniejsze cechy trzeciego Onyxa.

Pasek - kreska

DESIGN

 

Jak już zdążyłem wspomnieć, Harman Kardon przykłada wielką wagę do wyglądu i sposobu wykonania swoich produktów. Nie inaczej jest i tym razem. Onyx Studio 3 to naprawdę piękne urządzenie, które w niezwykle udany sposób nawiązuje do obecnych trendów wzorniczych. Dzięki swoim kształtom głośnik wygląda bardzo nowocześnie i zachęca do eksponowania go w widocznych miejscach w domu. Produkt jest zaokrąglony i unika (prócz nóżek, na których się opera) fizycznych wypukłości; przyciski do kontroli urządzenia są „wpracowane” w jego powierzchnię, dzięki czemu ta jest całkowicie gładka. Na pochwałę zasługują też użyte materiały – siatka maskująca przetworniki wygląda bardzo porządnie, podobnie ma się sprawa ze sztuczną skórą, którą obity jest tył urządzenia, zaś gumowe „koło” (to w jego obrębie umieszczono przyciski) jest miłe w dotyku i nie rysuje powierzchni, z którą się styka.

Również (wspomniane wyżej) plastikowe nóżki nie odstają jakościowo od reszty i przyjemnie komponują się z całym projektem. Na wielkie brawa zasługuje także mądre zaprojektowanie tylnego przetwornika, który – zamiast po prostu być lub odstraszać wyglądem – prezentuje się naprawdę wspaniale. Co więcej, nie wyobrażam już sobie wyglądu trzecich Onyxów bez niego. Kolejnym dowodem na to, że Onyx Studio 3 to produkt z prawdziwego zdarzenia jest umiejętne wykorzystanie logotypu producenta (w wypadku Harman Kardon logo jest typu literniczego), który w przestrzeni głośnika jest kolejnym designerskim elementem, a nie „przeszkadzajką”, z której trzeba skorzystać, by ludzie wiedzieli o jaką firmę chodzi. Warto nadmienić, że sztuka ta udaje się firmom wchodzącym w skład koncernu Harman coraz częściej, czego przykładem są zaprojektowane przez Rafała Czanieckiego słuchawki nauszne Y50 i Y50BT – również tam logo jest kolejnym elementem projektu, pożądanym gościem.

Pasek - kreska

OBSŁUGA I FUNKCJONALNOŚĆ

 

Nic z wyżej opisanych rzeczy nie miałoby sensu, gdyby najnowszy głośnik Bluetooth sygnowany przez firmę Harman Kardon był funkcjonalny jak większość urządzeń z high-endowej branży audio. Tutaj – całe szczęście – jest zupełnie inaczej. Dawno nie korzystało mi się z żadnego urządzenia tak przyjemnie, jak właśnie z Onyx Studio 3. Przede wszystkim jest to sprzęt szalenie intuicyjny i prosty w obsłudze. Po wyjęciu z pudła jest już właściwie gotowy do gry – wystarczy tylko uruchomić łącze Bluetooth i sparować głośnik ze źródłem dźwięku (np. smartfonem) i… to tyle. Słuchając muzyki z telefonu możemy bezproblemowo sterować urządzeniem, zmniejszając lub zwiększając głośność, zmieniając utwory czy tworząc swoje autorskie playlisty. Onyx Studio 3 szybko reaguje na sygnał odbierany z telefonu, trochę dłużej (ok. pół sekundy) zajmuje mu dostosowanie poziomu natężenia dźwięku do nowych wytycznych. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by korzystać ze wspomnianych wyżej przycisków i np. odbierać lub kończyć rozmowy telefoniczne nie dotykając nawet smartfona. Przyciski, co istotne, nie tylko zostały inteligentnie umieszczone, ale są także dobrze wykonane, więc z ich używaniem nikt nie powinien mieć żadnego problemu.

Aspekt prowadzenia rozmów z wykorzystaniem głośnika to kolejna sprawa, o której projektanci HK pomyśleli. Głos dobiegający z Onyx Studio 3 jest wyraźny i mocny, nie ma więc potrzeby „ślęczenia” przy głośniku – można, zamiast tego, swobodnie przemieszczać się po pomieszczeniu czy po prostu wygodnie położyć. Ważną cechą trzeciego Onyxa jest także jego bezproblemowe przenoszenie. Głośnik, pomimo sporych rozmiarów jak na tego typu sprzęt, jest niezwykle lekki, a przygotowany z tyłu urządzenia uchwyt sprawia, że jego transport z jednego pokoju do drugiego jest dziecinnie prosty. Warto dodać, że głośnik został skonstruowany tak, by brzmieć odpowiednio dobrze nawet w udziwnionych pozycjach, np. w sytuacji, gdy jest szczelnie otoczony książkami czy płytami.

Warto również podkreślić, że ładowanie Onyx Studio 3 – które odbywa się za pomocą dostarczonego przez producenta kabla – jest szybkie i bezproblemowe. Podczas ładowania wciąż można słuchać muzyki, zaś po odpięciu przewodu wbudowana bateria wytrzymuje (co deklaruje, zgodnie z prawdą, producent) do pięciu godzin, co jest wynikiem całkiem niezłym. Oczywiście nie weźmiemy tego głośnika na dłuższą wycieczkę pieszą czy rowerową, jednak same rozmiary tego produktu wykluczają wszelkie zastosowania tego typu, poza domem (no, chyba, że w ogrodzie czy na tarasie/balkonie).

Jedyną wadą Onyx Studio 3 jest systemu sygnałów dźwiękowych, które wydobywają się z urządzenia. Są one zwyczajnie za głośne, więc przy każdym włączeniu czy wyłączeniu głośnika lub łącza Bluetooth jesteśmy raczeni nielichym atakiem dźwięku. Jest on krótkotrwały, ale na dłuższą metę bywa to irytujące i może być problematyczne dla osób, które lubią sobie słuchać cicho muzykę w nocy. Ta bowiem może być praktycznie niesłyszalna, a i tak sprzęt przy wyłączeniu postanawia oznajmić wszem i wobec, że to koniec jego pracy na ten moment. Niestety nie znalazłem sposobu, by ten lekko uciążliwy aspekt zmienić (jeżeli taki jest, to producenta i projektantów szczerze przepraszam). Na koniec dodam jeszcze, że posiadacz kilku Onyxów może stworzyć z nich system quasi-stereo bądź też coś w stylu systemu multiroom. Niestety do testów otrzymałem tylko jeden egzemplarz, więc nie mogłem sprawdzić jak Onyx Studio 3 prezentuje się w gromadzie.

Pasek - kreska

DŹWIĘK

 

Metodologia odsłuchu

Głośnik Bluetooth Harman Kardon Onyx Studio 3 testowałem przez trzy tygodnie, starając się z niego korzystać jak z własnego sprzętu. W odróżnieniu od innych testów, nie porównywałem go do innych produktów, ale chciałem po prostu zapoznać się z jego sygnaturą dźwiękową. Za źródło posłużyły mi trzy smartfony marki Samsung: Galaxy A3, Galaxy S5 Mini oraz Core.

Odsłuch

Po wypakowaniu najnowszego bezprzewodowego głośnika marki Harman Kardon byłem zaskoczony jak dużym, głębokim i dynamicznym dźwiękiem gra. Brzmienie było fajnie nasycone, mocne i nieźle poukładane, a przy tym charakteryzowało się sporą dawką energii i przejrzystości. Było po prostu bardzo (naprawdę bardzo) przyjemne. Fantastycznie wypadały przede wszystkim nieskomplikowane dźwiękowo płyty, takie, na których dzieje się ograniczona (co wcale nie znaczy, że bardzo mała) liczba rzeczy naraz. Pięknie zabrzmiała Lorde na jej Pure Heroine czy soundtrack duetu Daft Punk do filmu Tron: Dziedzictwo. Świetnie zaprezentował się też nowy i (przede wszystkim) starszy pop takich artystów i artystek, jak Madonna, Belinda Carlisle czy Maggie Reilly. Wiele przyjemności miałem też z odsłuchów klasycznego, często ciepło nagranego i dynamicznego rocka, takiego jak Santana IV Santany czy Tango in the Night Fleetwood Mac. Tam, jak już zdążyłem napomknąć, dźwięk sprawiał mi ogromną frajdę – był niski, przestronny, ze sporą dawką oddechu, swobodny. Momentami Onyx Studio 3 starał się o detaliczność i podanie kilku informacji z góry pasma. Nie było tego szczególnie dużo, ale i tak była to bardzo miła niespodzianka.

Gorzej, w mojej opinii, testowany przeze mnie głośnik radził sobie, gdy odbierał nagrania orkiestrowe czy bigbandowe. Kilka cech brzmienia udało mu się zachować (ciepło, bas), jednak wyraźnie słychać było, że nie radzi sobie tak dobrze z wieloma różnymi instrumentami jednocześnie. Nie oznacza to, że słuchało się tego typu utworów słabo – Onyx Studio 3 oferuje naprawdę dużo dobrej zabawy nawet z taką muzyką – czuć jednak było, że głośnik dużo bardziej lubi się z rockiem z lat 70. czy popem z lat 80. Dla hipotetycznego nabywcy nie powinien to być jednak żaden problem – nie sądzę, by ktoś namiętnie odpalał na „trójce” Koncerty brandenburskie Bacha czy Dies illa Pendereckiego. To nie jest sprzęt do tego typu rzeczy i tyle. Zresztą – kto by chciał takiego grania słuchać, skoro z energetycznym gitarowym łojeniem Onyx Studio 3 radzi sobie tak dobrze?

Pasek - kreska

PODSUMOWANIE

 

Testowanie modelu Onyx Studio 3 mogłem zakończyć już po tygodniu, jednak jego obecność w moim domu sprawiała mi zbyt wiele przyjemności, by się z nim tak po prostu pożegnać. Łatwość w jego eksploatacji i bardzo fajny dźwięk, który oferuje sprawiały bowiem, że liczyła się przede wszystkim muzyka. Nie było tu miejsca na żadne typowo audiofilskie nudziarstwa (które też są bardzo fajne, ale nie jako codzienna rutyna) – zamiast tego było szybkie uruchomienie urządzenia i natychmiastowe wsiąknięcie w świat dźwięków. Co ważne, głośnik sprawdził się znakomicie również jako mebel, wyposażenie gospodarstwa domowego. Nie  starał się on zdominować pomieszczenia, w którym się znalazł, ale inteligentnie wpasowywał się w otoczenie, sprawiając wiele radości również pod względem wizualnym. Onyx Studio 3 spodobał się także mojej dziewczynie, która – gdy już go odesłałem – była naprawdę niepocieszona, że już go nie ma. Dawno nie widziałem, by zainteresowała się testowanym przeze mnie sprzętem tak bardzo, jak w wypadku tego produktu, co tylko udowodniło mi, że projektanci Harmana odwalili kawał dobrej roboty. Tak dobrej, że Onyx Studio 3 chyba ostatecznie nabędę.

Pasek - specyfikacja techniczna

Moc (zasilanie przez kabel/bateria): 4 x 15/4 x 7,5 W
Pasmo przenoszenia: 50 – 20 000 Hz (-6 dB)
Stosunek sygnał/szum: 80 dB
Zasilanie: 19 V/2 A
Wymiary (W x S x G): 278 x 162,8 x 258 mm
Waga: 2 kg

Cena: 899 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Suport.