Homeworld: Deserts of Kharak Soundtrack – recenzja

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Gearbox Software (nr 1-4), Bartosz Pacuła (nr 5-10)

 

Jest Diuna Franka Herberta najlepszą książką z gatunku science-fiction, jaka kiedykolwiek powstała. Nieprawdopodobnie głęboka, skomplikowana, a jednocześnie przepełniona fantastyczną akcją i ciekawym, pustynnym  klimatem. Chociaż sam nie należę do szczególnie oddanych fanów krajobrazów, których głównym składnikiem jest piasek, to do Diuny wracam od wielu lat regularnie, starając się jednocześnie zaopatrywać w nowe, kolekcjonerskie wydania. Co ciekawe, Herbertowi – chociaż buduje swoje misternie skonstruowane uniwersum z wielką dbałością o szczegóły – w żaden sposób nie udało się powiązać świata, w którym przyszło żyć Paulowi Atrydzie z jakąś konkretną muzyką. Tej w Diunie nie ma za dużo i najczęściej występuje w kontekście semuty: narkotyku, który był (w pewien sposób) aktywowany przez muzykę, „muzykę semuty”. Co prawda ktoś mógłby zauważyć, zupełnie słusznie, że w arcydziele Herberta różnych pieśni jest przecież dostatek, ale i one nie odgrywają szczególnie ważnej roli. Więc chociaż Diunę znam jak własną kieszeń, to nigdy nie potrafiłem sobie wyobrazić czego mieszkańcy tego nieprzyjaznego świata słuchają. Aż do teraz.

Historia serii gier strategicznych Homeworld sięga jeszcze XX wieku. Pod koniec tego stulecia, w drugiej połowie 1999 roku, na półki amerykańskich sklepów trafiła pierwsza część tego RTS-a, z miejsca stając się, w pewnych kręgach, grą kultową. Co ciekawe, twórcom Homeworlda udało się wykorzystać kawałek The Ladder prog-rockowej formacji Yes w roli utworu tytułowego. Za resztę soundtracka odpowiedzialny był Paul Ruskay, dla którego była to – jak się później okazało – najważniejsza praca w życiu. Został on doceniony za swój wysiłek, zarówno przez krytyków, jak i fanów, czego dowodem była przyznana w 1999 roku przez magazyny „PC Gamer” oraz „Eurogamer” nagroda Best Soundtrack. W 2003 roku Ruskay nagrał ścieżkę dźwiękową do kontynuacji Homeworlda (zatytułowanej po prostu Homeworld 2), która jednak – podobnie jak sama gra – nie cieszyła się już tak wielkim uznaniem. Dalej były to dzieła na odpowiednio wysokim poziomie, ale nie udało im się  do końca sprostać wysokim oczekiwaniom fanów.

Po wielu latach do sprzedaży trafił prequel pierwszego Homeworlda – gra Homeworld: Deserts of Kharak, której akcja toczy się w całości na pustynnej (co wskazuje sam tytuł) planecie Kharak. Biorąc pod uwagę doskonałą znajomość uniwersum przez Ruskaya, nie może dziwić fakt, że twórcy tego tytułu zwrócili się do niego o pomoc w skomponowaniu muzyki, która nie tylko pozytywnie wpłynie na jakość rozgrywki, ale i godnie zmierzy się z poprzednimi kompozycjami.

Podobnie jak w przypadku poprzednich utworów z Homeworlda, tak i tutaj Ruskay postawił na muzykę ilustracyjną. Oznacza to, że jej głównym zadaniem jest wspierać wydarzenia prezentowane na ekranie. Dowodzi tego już sam „wygląd” soundtracka, w skład którego weszło prawie 120 (!) utworów, z których niewielka część trwa dłużej niż dwie minuty. Również ich tytuły (Mission 1 Personal Log, Mission 2 Personal Log) wskazują na to, że kompozytor nie planował, by jego dzieło było traktowane jako coś w pełni autonomicznego. I trochę szkoda, ponieważ – jak niezbicie dowodzą tego niektóre kawałki – moglibyśmy mieć do czynienia z naprawdę świetnym soundtrackiem.

Paul Ruskay, podobnie jak w wypadku pracy przy poprzednich Homeworldach postawił na muzykę delikatną, snującą się gdzieś leniwie w tle, ambientową. Niewiele się tutaj, przynajmniej pozornie, dzieje. A jednak jego kompozycje wyróżniają się bardzo intensywnym, bliskowschodnim klimatem, który szybko pochłania słuchającego. Nawet tak śmiesznie krótkie rzeczy, jak trwający 24 sekundy utwór Escape Into the Storm budują nieprawdopodobnie żywą, egzotyczną atmosferę, przenosząc nas w mgnieniu oka na spalone słońcem pustynie planety Kharak. Dlatego właśnie, jak – swoją drogą – słusznie zauważył portal GameMusic.pl, soundtrack do gry Homeworld: Deserts of Kharak idealnie nadałby się jako muzyka towarzysząca Diunie. Co ważne, muzyka świetnie sprawdza się również jako tło samej gry: nie odciąga ona od „ważniejszych” wydarzeń, których jesteśmy świadkami (i sprawcami), a jednak nie wyobrażam już sobie rozgrywki bez niej.

Rzeczą, która mnie jednak najbardziej zaskoczyła jest naprawdę niezła jakość nagrania soundtracku do najnowszego Homeworlda. Chociaż na płycie znajdują się słabe pliki mp3, to jednak muzyka brzmi przyjemnie: jest dość głęboka i gęsta, co robi szczególnie pozytywne wrażenie, gdy do głosu dochodzą bliskowschodnie melodie. Nieco gorzej prezentują się rzeczy „kosmiczne”, tj. ambientowe: tutaj niestety słychać już, że dźwięk jest momentami płaski i wyzuty z dynamiki.

OST z Deserts of Kharak dodawany jest do każdego pudełkowego wydania tej gry w Polsce. Za taki miły gest odpowiedzialny jest dystrybutor – firma Techland – która wyjątkowo się postarała, wybornie wydając tę grę. Jako samodzielne wydawnictwo dzieło Ruskaya nie mogłoby funkcjonować, jednak w takim kontekście trzeba ocenić jego obecność w pozytywnym świetle. Trochę szkoda, że nikt nie zdecydował się na „skonstruowanie” albumu z prawdziwego zdarzenia – znacznie krótszego i przedstawiającego crème de la crème muzyki z Homeworlda. Chyba prawdą jest, że nie można mieć wszystkiego.

Pasek - wydanie

Homeworld: Deserts of Kharak Soundtrack jest elementem pudełkowej wersji gry, w skład której (prócz samej gry i płyty z muzyką) wszedł artbook, ładna instrukcja stylizowana na dokument pochodzący z uniwersum oraz trzy naklejki. Całość została zapakowana do tekturowego pudełka, które prezentuje się nad wyraz wdzięcznie. Szkoda, że regularna muzyka nie jest wydawana w ten sam sposób.

Pasek - informacje

Wykonawca: Paul Ruskay
Tytuł: Homeworld: Deserts of Kharak Soundtrack
Wytwórnia: Gearbox Software/Techland
Data wydania: 2016
Gatunek: Soundtrack
Czas trwania: 03:07:36