How Did We Get So Dark? – recenzja

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Warner Music Group (nr 1), Royal Blood (nr 2-4)

 

Było ich dwóch. Nikt nie wie skąd się pojawili ani jaki przyświecał im cel, ale wystarczył im jeden album, by wstrząsnąć sceną rockową. Ich debiut wywołał na tyle dużo zamieszania, że wypowiadał się na jego temat sam Jimmy Page, bodaj najlepszy gitarzysta rockowy wszechczasów. A oni zrobili co mieli zrobić i przestali pojawiać się tak często na okładkach pism branżowych. Zniknęli z radarów fanów rocka, pozostawiając po sobie wspaniałe wspomnienia. I oczekiwania na więcej. Teraz wracają z drugą płytą. W świecie rocka mówi się często, że to właśnie nagranie drugiego longplaya jest najtrudniejsze, że jest to newralgiczny moment, który oddziela chłopaczków od prawdziwych facetów. Czy panom z Royal Blood udało się wydać album, który może mierzyć się z ich fonograficznym debiutem?

Być może przesadziłem, kiedy napisałem, że Mike Kerr i Ben Thatcher wzięli się znikąd, ale bez wątpienia ich szturm na skostniałą nieco scenę rockową mógł zszokować niejednego miłośnika tej muzyki. Formacja została założona na początku 2013 roku i już w listopadzie panowie wydali swój pierwszy singiel Out of the Black (z kawałkiem Come On Over na stronie B). W tym samym czasie pochwalili się także, że w maju 2014 roku wystąpią w roli supportu przed Arctic Monkeys. Potem poszło już z górki: kolejny singiel (Little Monster), czterokawałkowa EP-ka Out of the Black i – jako ukoronowanie ich tryumfalnego pochodu – eponimiczny debiut, który trafił do sprzedaży 25 sierpnia 2014 roku. Posypały się nagrody i wyróżnienia (na przykład za okładkę), a Official Charts Company podała, iż krążek ten został najszybciej sprzedającym się na Wyspach debiutem rockowym w ciągu ostatnich trzech lat.

Jeżeli pierwsze wrażenie liczy się najbardziej, to Royal Blood odwalili kawał świetnej roboty. I, jednocześnie, podnieśli sobie poprzeczkę niesamowicie wysoko. Jak bowiem przebić to niesamowite pasmo sukcesów, kiedy wszyscy oczekują powtórzenia tego samego? Na dodatek już nikt nie patrzył a Kerra i Thatchera jak na debiutantów – teraz ich formacja postrzegana jest jako jedna z najważniejszych we współczesnym rocku, popularnością ustępując tylko takim gigantom, jak Coldplay (do „fanuf rocka”: tak, wiem, wiem – to nie jest rock) czy Imagine Dragons. Coś trzeba było jednak zrobić – duet nie chciał przecież legitymować się łatką one-hit-wonder. 16 czerwca światło dzienne ujrzał więc ich drugi album – How Did We Get So Dark?.

Z oceną tej płyty, powiem to od razu, mam niemały problem. Dochodzi tutaj bowiem do kłopotliwego paradoksu: z jednej strony drugi krążek Royal Blood podoba mi się dużo bardziej od swojego poprzednika, a mimo to robi na mnie znacznie mniejsze wrażenie; jest wyraźnie lepiej wymyślony i zrealizowany, a jednak brakuje mu tej samej magii, która przesądziła o sukcesie debiutu Brytyjczyków. Być może kwestia leży w sposobie nagrania. O ile bowiem Royal Blood kipiał wściekłością i garażowym drivem, o tyle How Did We Get So Dark? w dużo większym stopniu przypomina wypolerowany, gładki produkt dużej wytwórni. Piękny, to prawda, ale pozbawiony nieco pierwotnej energii.

Oczywiście daleki jestem od stwierdzenia, że tylko rzeczy nagrane prymitywnymi sposobami DIY, najlepiej w garażu rodziców, są „trve” i najlepsze. How Did We Get So Dark? – potwórzę to jeszcze raz – to naprawdę kawał dobrego albumu. Mamy tutaj 10 piosenek, z których siedem-osiem reprezentuje ten sam wysoki poziom; dwa z tych numerów – singlowy I Only Lie When I Love You oraz Look Like You Know – niemal z miejsca weszły w skład moich ulubionych rockowych kompozycji. Jest tutaj wszystko, co powinno być: rockowy pazur, świetne, chwytliwe refreny i potężna dawka energii.

Co więcej, na plus należy także zaliczyć sposób, w jaki cały album został wymyślony. Bo, trzeba Wam wiedzieć, krążek ten nie stanowi przypadkowego zlepku kilku/kilkunastu kawałków, które mają ze sobą niewiele wspólnego. How Did We Get So Dark? to płyta z prawdziwego zdarzenia, całość od A do Z. Wskazuje na to między innymi jej długość (jak w najlepszych dla rocka czasach: 34 minuty z hakiem), dobór i sposób ułożenia piosenek czy w końcu świetna okładka, którą można bez żadnej żenady powiesić u siebie na ścianie w domu.

Mimo to nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że Royal Blood z drugiej płyty za bardzo chciało zabrzmieć jak Royal Blood z tej pierwszej – i to w sytuacji, gdy wszyscy próbują grać tak samo. Ta sama pułapka ustrzeliła drugi longplay Lorde (recenzja TUTAJ); w końcu jak można powtórzyć swój sukces będąc sobą i – jednocześnie – desperacko próbując zrobić coś innego? Kerrowi i Thatcherowi wyszło to znacznie lepiej niż ich nowozelandzkiej koleżance po fachu, ale, jak już mówiłem, w efekcie utracili pierwotny pierwiastek, dzięki któremu Royal Blood niemal z miejsca podbił serca fanów rocka na całym świecie.

How Did We Get So Dark? to jednak dalej porządna porcja wysokiej klasy rocka, do którego na pewno jeszcze nieraz powrócę. Być może nawet częściej, niż do pierwszej płyty Brytyjczyków. Paradoksy są… dziwne. Prawda?

Pasek - wydanie

Jeżeli ktoś chce nabyć How Did We Get So Dark? w formie fizycznej, to jego pierwszym wyborem powinna być wersja winylowa. Mam wrażenie, że cały album został skonstruowany właśnie z myślą o niej; możemy wtedy podziwiać naprawdę fajną okładkę w dużym formacie; satysfakcjonujące jest także – jakkolwiek to nie brzmi – jej dotykanie, bowiem została ona wykonana z wysokiej próby kartonu. Do sięgnięcia po czarną płytę zachęca także jej cena – już za około siedem dyszek może być Wasza. Oczywiście to nie jest jedyna opcja, by z najnowszym longplay’em Royal Blood się zaznajomić. Można w końcu sięgnąć po wersję CD czy też odsłuchać ten materiał za pośrednictwem serwisów streamingowych. Ciekawostką jest także dostępny za około 100 zł winyl w kolorze białym; trzeba mieć jednak na uwadze słabszą jakość dźwięku z takiego nośnika.

Pasek - informacje

Wykonawca: Royal Blood
Tytuł: How Did We Get So Dark?
Wytwórnia: Warner Music Group
Data wydania: 16.06.2017
Gatunek: Rock
Czas trwania: 34:25