Husk Original Soundtrack – recenzja

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: IMGN.PRO

 

Była kiedyś taka gra o pisarzu, jego żonie i amerykańskim miasteczku opętanym przez złe moce. Pamiętacie? Pewnie tak. W końcu, swego czasu, Alan Wake zrobił na graczach olbrzymie wrażenie. I to nie tylko samą rozgrywką, fabułą czy klimatem, ale i sposobem prowadzenia narracji. Twórcy gry postanowili bowiem podzielić opowieść na odcinki, dzięki czemu gracz miał wrażenie oglądania wysokobudżetowego serialu. Ja sam, chociaż za horrorami nie przepadam, skusiłem się na tę grę, by po kilku godzinach… odejść od niej rozczarowany. W zasadzie wszystkie aspekty Alana Wake’a nie przypadły mi do gustu – poza jednym. Mam tutaj na myśli wysokiej próby muzykę, do której regularnie – i to po tylu latach – wracam.

Z grą Husk nie mam związanych tak rozbudowanych wspomnień, bowiem w rzeczony tytuł po prostu nie grałem. Mogę jednak pochwalić się dokładnym zapoznaniem się z jej ścieżką dźwiękową autorstwa Arkadiusza Reikowskiego. Jest to kolejny soundtrack towarzyszący grze komputerowej, który nie tylko stara się występować w roli tła do wydarzeń prezentowanych na ekranie, ale i próbuje zaistnieć jako całkowicie samodzielne dzieło. Ta sztuka – warto dodać, że bardzo trudna – udała się m.in. kompozytorom muzyki do trzeciej części Wiedźmina; szczególnie dobrze wypadło to w wypadku drugiego dodatku do bestsellerowej gry, czyli Krwi i wina. Muzyka tam otarła się o perfekcję, nie tylko znakomicie wspierając przygody Geralta, ale i oferując wiele cudownych melodii podczas kolejnych odsłuchów (recenzja TUTAJ). Reikowskiemu udała się podobna sztuka: jego kompozycje świetnie sprawdzają się jako „zwykła” muzyka, którą z przyjemnością można odpalić bez potrzeby jakiejkolwiek znajomości z grą.

Największą zaletą albumu Husk Original Soundtrack bez wątpienia różnorodność, którą – co ważniejsze – udało się osiągnąć przy jednoczesnym zachowaniu spójności wewnętrznej struktury. Z jednej strony każdy utwór (a jest ich łącznie 14, z czego jeden – ostatni – to piosenka Petera Kletta) wyróżnia się charakterystyczną sygnaturą, dzięki której bez problemu możemy powiązać go z Huskiem; z drugiej niektóre kawałki są tak szokująco odmienne od siebie, że za pierwszym razem nie mogłem uwierzyć, że cały czas słucham tego samego albumu. Dobrym przykładem jest tutaj jazzujący Diner’s Club, z cudownymi partiami Hammonda (naprawdę, takiego grania nie powstydziłby się Jon Lord z Deep Purple), który otoczony jest przez minimalistyczny, ambientowy utwór Shiverpeak oraz niepokojący (i również ambientowy) Drawings.

Co interesujące, chociaż Arkadiusz Reikowski praktycznie w ogóle (poza wspomnianym Diner’s Club) nie opuszcza minimalistycznych rejonów, to porusza się w ich obrębie na tyle sprawnie, by słuchacz ani przez chwile nie czuł się znudzony. Każdy kolejny kawałek ma na siebie pomysł, coś innego, nowego do zaoferowania. Jednocześnie, jak już zdążyłem zaznaczyć, całość jest jak najbardziej koherentna. Nawet wieńcząca całość piosenka Road With No Return Kletta znakomicie współgra z 13 poprzednimi kompozycjami, uzupełniając je i wzbogacając Husk Original Soundtrack o kolejne ciekawe doznanie.

Na pochwałę, przynajmniej w moim odczuciu, zasługuje także przytomna decyzja, by ograniczyć czas trwania sountracku do niecałych 40 minut. To idealny czas, by z jednej strony całkowicie wsiąknąć w jego klimat, z drugiej zaś, by się nie zmęczyć i zniechęcić do dalszych przygód z tym dziełem.

Nieco gorzej Husk Original Soundtrack wypada w aspekcie dźwiękowym. Jego brzmienie jest dla mnie nieco za jasne i ostre. Brakowało mi tutaj również pomysłu na sensownie zrealizowaną scenę dźwiękową, zazwyczaj płaską i bez wyrazu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nikt OST z Huska nie będzie słuchał dla audiofilskich uniesień, uważam jednak, że taka muzyka zasługuje na lepsze brzmienie.

Soundtrack z gry Husk nie jest dziełem odpowiednim dla wszystkich. Poza pojedynczymi momentami niewiele się na nim dzieje; jest spokojny, stonowany, przypomina raczej impresjonistyczny pejzaż zbudowany na dźwiękowych kolażach niż pełne akcji obrazy Matejki. Jeżeli jednak kogoś kręci tego typu granie, to zrecenzowanej tu płycie powinien jak najbardziej dać szansę. To nie tylko dowód, że gry mogą poszczycić się znakomitą muzyką (to wie już każdy, kto miał chociaż śladowy kontakt z tą branżą), ale i że Polacy należą do ścisłej czołówki najlepszych twórców komputerowych soundtracków.

Pasek - wydanie

W posiadanie ścieżki dźwiękowej do gry Husk można wejść na trzy sposoby. Po pierwsze, jest ona dostępna dla wszystkich osób, które nabędą cyfrową wersję tego tytułu. Co istotne, udostępnione przez producenta gry pliki są porządnymi FLAC-ami, a nie wrzuconymi na odwal się „empetrójkami”. Po drugie, soundtrack na CD jest dołączany do pudełkowej wersji gry; jej cena wynosi ok. 60-65 zł. Trzecia z opcji jest zdecydowanie najlepsza dla tych osób, które nie są zainteresowane samą grą; za równowartość pięciu dolarów (bez jednego centa) Husk Original Soundtrack można nabyć na Bandcampie Arkadiusza Reikowskiego, kompozytora tego dzieła.

Pasek - informacje

Wykonawca: Arkadiusz Reikowski
Tytuł: Husk Original Soundtrack
Wytwórnia: –
Data wydania: 15.02.2017
Gatunek: Soundtrack
Czas trwania: 39:14