I See You – recenzja

Autor: Adrian Pilarczyk
Zdjęcia: Young Turks

 

Żywię sporą sympatię do twórczości The xx, ale nie jest ona na tyle gorąca, aby zaślepić mi niepodważalny fakt: warstwa muzyczna Coexist i xx, a więc dwóch pierwszych albumów brytyjskiego tria elektronicznego, jest dosyć biedna. Minimalistyczne podejście było konsekwencją wizerunku zespołu, któremu wystarczył delikatny bas i wybijany gdzieś w tle prosty rytm, aby oddać pełnię możliwości dwójce wokalistów – Oliverowi Simowi oraz Romy Madley Croft. Gdyby w szeregach formacji nie wydarzyło się nic szczególnego, zapewne dowiedziałbym się o dacie premiery I See You dopiero po fakcie, obdarzając trzecie LP The xx niewielkim zainteresowaniem.

Na szczęście, dwa lata temu zaprawdę wydarzyło się coś szczególnego. Do takich kategorii, nie tylko z perspektywy zespołu, ale i mnie jako fana szeroko pojętej muzyki, zaliczam solowy debiut trzeciego ogniwa The xx – Jamesa Smitha. Wraz z fantastycznym In Colour Jamie wyłonił się zza kurtyny anonimowości, którą zagwarantował sobie odstępując sporą część odpowiedzialności za wizerunek zespołu Simowi i Croft. Prezentując swoje muzyczne zdolności i ambicje, Jamie niejako rzucił rękawicę swoim przyjaciołom, uzurpując sobie prawo do wywierania większego wpływu na tożsamość The xx.

Z całą pewnością w rzeczywistości wyglądało to znacznie mniej dramatycznie, fakty pozostają jednak niezmienne: Jamie Smith w przerwie od pracy nad kolejnymi albumami The xx zachwycił świat solowym dziełem, które w moich oczach znacznie przewyższa wszystko, w czym maczał on palce na łamach swojego głównego projektu. Po wyrażanej w setkach liczbie moich odsłuchów In Colour, zacząłem się obawiać, że może pan Smith zostanie zmuszony do stłamszenia swojego potencjału, aby wypełniać rozkazy od kolegów z zespołu. Bądźmy wdzięczni The xx, że nic takiego najwyraźniej nie miało miejsca.

Wraz z początkiem roku 2017 dostaliśmy bowiem dowód na to, że w ciągu pięciu lat, jakie upłynęły od ostatniej płyty The xx, wyobrażenie członków zespołu o tym jaką powinni tworzyć muzykę znacznie wyewoluowało. Do tej pory młodzi Brytyjczycy pozostawali raczej Joy Division elektroniki, teraz jednak wykonując drastyczny i dojrzały brzmieniowy zwrot (niemal jak w przypadku New Order, jeżeli już chcemy ciągnąć tę analogię). Na 40-minutowym I See You The xx udało się postawić bardzo sprawnie skonstruowany pomost między eksperymentalnym podejściem uwidocznionym na In Colour a mocnymi stronami dotychczasowej twórczości zespołu.

Obcowanie z poprzednimi longplayami Brytyjczyków jest z całą pewnością dosyć magicznym i hipnotycznym przeżyciem, utrzymując nas przez całość trwania w sennej, melancholijnej atmosferze. Ograniczenie swoich możliwości do tworzenia tak jednostajnej muzyki było jednak w moich oczach ruchem, który na dłuższą metę mógł The xx tylko zaszkodzić. Chwała Simowi, Croft i Smithowi za to, że doskonale wyczuli moment, w którym powinni puścić wszelkie hamulce i zaprezentować światu pełnię swoich możliwości. Efektem tego jest płyta kreatywna, z mieszanym tempem, różnorodną atmosferą (ale oceniając ją całościowo, znacznie bardziej pozytywną niż choćby w przypadku Coexist) i nagromadzeniem przeróżnych instrumentów. W taki właśnie sposób robi się krok w stronę artystycznych Himalajów, a także zdobycia uznania nie tylko w oczach mainstreamu, ale i krytyków czy osób wymagających od muzyki nieco więcej niż przeciętny słuchacz.

Jeżeli obawiacie się, że rozwój The xx może nieco rozbiec się z Waszymi dotychczasowymi oczekiwaniami od ich muzyki, porzućcie takie myśli. DNA zespołu w postaci oszczędnych, powolnych basów – odtwarzanych jakby z wnętrza pralki – ciągle jest tutaj obecne, częściej jednak stanowiąc elementy tła (co dla mnie jest dobrą nowiną). Wystarczy jednak wsłuchać się choćby w następujące po sobie Lips, A Violent Noise i Performance, aby szybko przekonać się, że to wciąż ten sam zespół z cechami, za które go pokochaliśmy (nie spodziewajcie się więc feata od Drake’a albo właściwie kogokolwiek innego). Znamienne jest jednak to, że po tych trzech utworach przychodzi kolej na numer sześć, a więc piosenkę podkreślającą większość ze zmian, jakich świadkami jesteśmy na I See You. Przez to, po dawce dramatycznych emocji zawartych w trzech wymienionych wcześniej kawałkach, Replica smakuje jak napełniający nadzieją wschód słońca, oglądany zaraz po zakończeniu ciężkiego dnia.

Do worka z kompozycjami bardziej pozytywnymi, często nawet podchodzącymi pod klubowe, trzeba jeszcze wrzucić On Hold, Dangerous (jak dla mnie element notowania TOP3 całej płyty) czy I Dare You. Trudno nie odnieść przy tym wrażenia, że nawet utwory o charakterze nawiązującym do poprzednich płyt mają pogodniejszy i bogatszy wizerunek. Moim zdaniem jest to w dużej mierze zasługa rozwoju artystycznego, jaki Jamie Smith zanotował w ostatnich latach – to właśnie przez jego kreatywność i twórczą dojrzałość The xx niedługo na dobre odpłynie od miana przyjemnego zespołu na jedno kopyto.

Wystarczy już o Jamiem, zwłaszcza, że na pochwałę zasługuje także cała reszta formacji, tradycyjnie zajmująca się warstwą wokalną. Mimo tego, że Jamie dołączył do Olivera i Romy na pierwszym planie, nie oznacza to, że ich artystyczne zdolności zostały przez to w jakiś sposób naruszone. W dalszym ciągu duet ten zajmuje się również tekstami utworów The xx, które to dla odmiany ustrzegły się od zmian i ciągle orbitują wokół wątków miłosnych oraz relacji międzyludzkich. Wystarczy spojrzeć na same tytuły piosenek umieszczonych na I See You, aby dostrzec, że nawet one zdradzają poetycko-romantyczną naturę brytyjskich wokalistów.

W ten sposób otrzymujemy płytę doskonale zharmonizowaną, sprawnie balansującą między nieco mdłą łagodnością znaną z pierwszych longplayów a odważnym eksperymentowaniem uwydatnionym na In Colour Jamiego xx. Wystarczy spojrzeć choćby na okładki albumów, z których to każda kolejna coraz śmielej odrzuca kolorystyczną i kompozycyjną oszczędność, zupełnie tak jak muzyczna twórczość Brytyjczyków. I See You stanowi książkowy przykład na to, jak uchylić się od ostrza krytyki ze strony fanów oczekujących wielokrotnego wydawania tej samej płyty w innej okładce, jednocześnie realizując i rozwijając się jako artysta. Chciałbym, aby cała reszta z moich ulubionych zespołów stawiała tylko takie kroki: odważne, ale przy tym związane ze swoimi korzeniami.

Pasek - wydanie

I See You ujrzało światło dzienne zarówno na CD, jak i winylu. Te dwa tradycyjne wersje uzupełnia specjalny box (kosztujący w okolicach 200 zł), w skład którego weszły dwie czarne płyty (jedna z podstawowym materiałem, druga z trzema bonusowymi kawałkami), dwa srebrne krążki oraz wydruki trzech zdjęć Alasdaira McLellana.

Pasek - informacje

Wykonawca: The xx
Tytuł: I See You
Wytwórnia: Young Turks
Data wydania: 13.01.2017
Gatunek: Muzyka elektroniczna
Czas trwania: 39:15