iPhone 7, złącze Lightning oraz słuchawki AirPods, czyli nowości audio od Apple’a

Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Apple

 

No i zapowiedzieli. Po swojemu, w wielkim stylu. Tak, by dowiedział się o tym cały świat. Ofertę Apple’a już 23 września zasili najnowszy iPhone (a raczej dwa – 7 oraz 7 Plus), zaś w październiku do topowego telefonu firmy z Cupertino dołączą bezprzewodowe słuchawki douszne AirPods. Amerykański gigant nie odsłonił zapewne jeszcze wszystkich swoich kart, pokazał jednak wystarczająco dużo, że można już pokusić się o drobną analizę jego zapowiedzi. W wypadku Music to the People – portalu o tematyce krążącej wokół muzyki i sprzętu audio – na analizę związaną właśnie z rozwiązaniami dźwiękowymi. Apple zamierza bowiem w tym segmencie trochę zamieszać.

Pierwszą informacją, której szukałem po zobaczeniu, że iPhone 7 został zapowiedziany była naturalnie sprawa wejścia słuchawkowego. Jeszcze kilka dni temu internet był rozgrzany od plotek związanych z pozornie bardzo prostym pytaniem: czy Amerykanie zdecydują się na tradycyjne wejście mini-jack 3,5 mm, czy też postawią na złącze Lightning, celując w maksymalną standaryzację swoich urządzeń. Ostatecznie Apple zdecydował się na to drugie rozwiązanie, dorzucając jednak – by nie rozsierdzać wszystkich swoich fanów – przejściówkę, dzięki której wciąż będzie można używać słuchawek z „normalnym” (tj. tradycyjnym) wtykiem. Zapewne większość ludzi nie zdaje sobie sprawy jak doniosłe jest to wydarzenie: historia wtyku mini-jack 3,5 mm sięga jeszcze lat 60. XX wieku (jego początek zawdzięczamy firmie Sony), zaś zwykłego jacka (6,3 mm) wieku… XIX. Przez te wszystkie lata był to niepodważalny standard, występujący we wszystkich urządzeniach audio: od stacjonarnych (wzmacniacze słuchawkowe), po przenośne (walkmany, discmany, przenośne odtwarzacze plików, smartfony itd.). Apple zdecydował się iść – jak zwykle – swoją drogą. Oczywiście powody takiej decyzji są wszystkim doskonale znane (pieniądze, maksymalna standaryzacja własnej oferty, bez oglądania się na wyroby konkurencji), mało kto jednak pyta o rzecz równie istotną: jak słuchawki podpięte przez wejście Lightning będą brzmiały? I czy Amerykanom uda się stworzyć jakkolwiek sensowną przejściówkę? Tego dowiemy się dopiero na początku czwartego tygodnia września. Sam mam – niestety – sporo obaw dotyczących tego kroku, który jest raczej sprawnym posunięciem marketingowym, a nie wynikiem chęci zapewnienia ludziom wysokiej klasy brzmienia.

Znacznie ciekawiej prezentuje się zastosowanie głośników stereo, po raz pierwszy w historii iPhone’a. Producent gwarantuje, iż „siódemka” będzie grała „dwa razy głośniej w porównaniu z iPhonem 6s”, oferując jednocześnie „szerszy zakres dynamiki”. Wydaje mi się, że jest to odpowiedź Apple’a na stale rosnącą popularność głośników Bluetooth, które znajdują coraz więcej miłośników. Chociaż nie sądzę, że iPhone 7 zagra równie dobrze co tradycyjny głośnik od – dajmy na to – JBL-a, to zdecydowanie się ze strony Apple’a na takie rozwiązanie należy ocenić jak najbardziej pozytywnie. Może w końcu oglądanie filmików czy słuchanie muzyki „na głośniku” będzie miało jakikolwiek sens?

Z końcem października na półki sklepowe mają trafić bezprzewodowe słuchawki douszne AirPods. Jak przystało na Apple’a, ich wygląd oraz funkcjonalność zapowiadają się obłędnie. AirPodsy charakteryzują się fantastycznym, minimalistycznym i bardzo czystym designem, nawet dedykowana do nich ładowarka (będąca równocześnie pudełkiem ochronnym) prezentuje się świetnie. Używanie najnowszych słuchawek od firmy z Cupertino ma być – wedle zapowiedzi producenta – banalnie proste. AirPodsy nie tylko będą wyczuwały kiedy użytkownik ma je w uszach a kiedy nie (w drugim wypadku przestaną odtwarzać muzykę), ale będą również wykrywały kiedy osoba korzystająca z nich mówi – wtedy szum otoczenia ma być minimalizowany; wszystko to jest zasługą procesora W1 oraz współpracującego z mikrofonem przyspieszeniomierza. To nie koniec ciekawych rozwiązań, które Apple postanowił zastosować w swoim najmłodszym dziecku: model AirPods może pracować na dwóch lub zaledwie jednej słuchawce, nikt nie powinien mieć więc problemu z – dla przykładu – bezpiecznym poruszaniem się po mieście. Na sam koniec warto dodać, że słuchawki AirPods mają działać do pięciu godzin bez przerwy, zaś przenośne etui zaoferuje dodatkowo ponad 24 godziny grania; samo ładowanie (które wystarczy na trzy godziny użytkowania) zajmie, jak deklarują Amerykanie, zaledwie 15 minut.

Są piękne, bajecznie proste w obsłudze, ale jak będą brzmiały? Temu zagadnieniu Apple nie poświęcił zbyt wiele czasu, skupiając się na opisie kolejnych rozwiązań w dziedzinie funkcjonalności. Nie wiadomo nic ani o przetwornikach, ani o obudowie, ani o „bebechach” odpowiedzialnych za dźwięk. Ba! Apple nie raczył nawet podać najbardziej podstawowej specyfikacji technicznej, którą przy swoich wyrobach prezentują nawet firmy z ultrabudżetowymi propozycjami w ofercie (segment 10-50 zł). Nie nastraja to do AirPodsów zbyt optymistycznie, chciałbym się jednak mylić – tak bowiem powinien wyglądać sprzęt przyszłości. Mały, intuicyjny, piękny. Żeby tylko jeszcze dobrze grał.

Niedawno na łamach MttP stwierdziłem, że ludzie coraz częściej zaczynają przywiązywać dużą wagę do wysokiej jakości brzmienia. Okazję szybko podchwyciły takie firmy, jak Sony, LG czy Huawei, wprowadzając do swojej oferty naprawdę przyjemne smartfony i inne produkty audio (słuchawki, odtwarzacze przenośne). Apple – jak mi się wydaje – albo przespał tę ewolucję w gustach konsumentów, albo zupełnie ją pokpił. I nic nie wskazuje na to, że premiera iPhone’a 7 czy słuchawek AirPods cokolwiek w tej materii zmieni. Oczywiście zaraz po premierze będę dążył do zaznajomienia się z możliwościami „siódemki”, skupiając się przede wszystkim na możliwościach złącza Lightning. I liczę na to, że – pomimo moich obaw – pozytywnie się rozczaruję.