It does sound like something to me – muzyka na futurystycznym Dzikim Zachodzie

Autor: Kamil Brycki
Zdjęcia: HBO

 

Wielokrotnie słyszałem, że najbardziej podoba nam się to, co już znamy. Piosenki, przy których odnosimy wrażenie, że kiedyś już się je słyszało; motywy w filmach opierające się na tych samych schematach; nawet grafiki czy projekty odpowiadające naszym wyobrażeniom i temu, co się w naszym umyśle dzieje. Nic więc dziwnego, że po kilku odcinkach nowego serialu HBO – Westworld – czuję się tą muzyką zafascynowany. W końcu w prawie każdym odcinku, jak na razie, słyszałem chociaż jeden znajomy utwór. Pytanie tylko – po co?

Odpowiedź jest, wbrew pozorom, bardzo prosta – oglądając Westworld czuję się po części, jakbym oglądał relację z przechodzenia gry komputerowej. Gry, która jest niesamowicie rozbudowana i w której faktycznie działania graczy mają wpływ na otaczający ich świat. Na dodatek graczami okazują się „normalni” ludzie – otrzymują tylko kowbojskie ubrania – którzy trafiają do średnio przyjaznego świata, aby zaspokoić swoje żądze, aby w końcu stać się sobą. I w takim świecie każda rzecz znajoma jest w zasadzie na wagę złota.

Wróćmy jednak do samego Westworld – jest to najnowszy serial HBO, który opowiada historię świata stworzonego przez ludzi i po brzegi wypełnionego różnej maści androidami. Stanowią oni swego rodzaju „NPC”, które mają za zadanie prowadzić człowieka biorącego udział w rozgrywce do kolejnych zadań, aby ten nie nudził się w trakcie sesji. Z czasem świat staje się naprawdę rozbudowany, jednak skrywa mroczne tajemnice, których jeszcze nie dane było nam odkryć. A teraz – wracamy do muzyki.

O ile wykorzystanie jednego utworu mógłbym uznać za kompozytorski kaprys, tak zorkiestrowanie i przepisanie kilku popularnych piosenek na pianino grające w westworldowym burdelu uważam za celowy i niezwykle ciekawy zabieg. Z jednej strony muzyka i tak idealnie wpasowuje się w klimat serialu, z drugiej jednak jest niesamowicie rozpoznawalna, co przypomina nam, w jakim świecie się znajdujemy – łudząco podobnym do naszego prawdziwego. Elementy popkulturowe pomagają „graczom” Westworld zwiększyć immersję; rozpoznając rzeczy, z którymi mieli już do czynienia czują się jak w domu. Jak w ich własnym świecie.

Mamy więc, zgodnie z tracklistą niedawno udostępnionej serialowej EP,  Black Hole Sun czy też No Surprises, grane w oryginale odpowiednio przez Soundgarden czy Radiohead. Nie robią one jednak aż tak mocnego wrażenia – stanowią raczej tło, które ma za zadanie sprawić, że miasteczko stanie się bardziej przyjazne i znajome. Z drugiej strony jednak mamy też Paint It Black w wykonaniu orkiestrowym, które po prostu brzmi świetnie. I na dodatek zostało wykorzystane w niezwykle efektownej scenie.

Fascynuje mnie pomysł Ramina Djawadi’ego. Jest on oczywiście logiczny i nawet łatwy do zrealizowania (nie trzeba nic komponować od zera) jednak wykorzystanie popularnych utworów jako tło nie musiało się tak dobrze przyjąć w świecie inspirowanym Dzikim Zachodem. Przez wielu mogło to zostać uznane za nadużycie, jednak jak na razie przyjęcie jest bardzo pozytywne. Faktem jednak jest, że utwory przepisane przez kompozytora w zasadzie nigdy nie wybijają się na pierwszy plan, za wyjątkiem wyżej wspomnianego kawałka Stonesów. Kto wie, może w finale czeka nas kolejny niezwykle popularny utwór w pełni zorkiestrowany przez Djawadi’ego?

Westworld posiada niesamowicie duży potencjał – nie tylko ze względu na muzykę, ale ze względu na dbałość o szczegóły. Scenariusz jest przepełniony małymi detalami, których nie sposób wychwycić przy pierwszym oglądaniu i to samo dzieje się z muzyką. Choć pozornie nie zwraca ona na siebie uwagi, z pewnością stanie się tym, do czego regularnie będziemy wracali. Co prawda najpierw nie zauważyłem nawet, że wykorzystano coś ponad sławną piosenkę Rolling Stonesów, teraz jednak jestem niezmiernie ciekawy, co przy kolejnym odcinku dane mi będzie usłyszeć. I obejrzeć, oczywiście, ponieważ Westworld to również świetny serial sam w sobie.