JBL T 450/JBL T 450BT – test

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: JBL (nr 1-6), Bartosz Pacuła (nr 7-9)

 

Dlaczego Formuła 1 jest jednym z najważniejszych sportów (nie tylko motorowych) na świecie? Czemu wszyscy kierowcy powinni chociaż pobieżnie śledzić zmagania najlepszych kierowców w najszybszych autach na najbardziej wymagających torach? Ponieważ F1 jest jednym wielkim poligonem, na którym testowane są nowoczesne technologie, z których – być może – za jakiś będą mogli korzystać nawet niedzielni kierowcy w nieszczególnie szybkich autach na zwykłych drogach.

Ten transfer (lub inaczej: „skapywanie”) technologii jest zauważalny nie tylko w królowej sportów motorowych. W zasadzie każda firma z odpowiednio szeroką ofertą produktową (np. z lodówkami czy pralkami) ma część przeznaczoną dla odpowiednio bogatych osób, które mogą pozwolić sobie na kupno high-endowego sprzętu wykorzystującego zaawansowane technologie. Te same, które prędzej czy później trafią do niżej usytuowanych w ofercie modeli.

Dokładnie na tej zasadzie działa firma JBL, cieszący się wielką estymą producent audio. Jego katalog jest niezwykle obszerny i obejmuje (między innymi) słuchawki douszne i nauszne, soundbary, produkty z segmentu car audio czy kolumny głośnikowe. To zresztą te ostatnie pozostają do dziś wizytówką firmy, pokazem możliwości jej myśli technicznej i wzorniczej (poczytajcie sobie np. o TYCH obłędnych kolumnach) oraz idiosynkratycznym „placem zabaw”, źródłem firmowej filozofii i pomysłów, które – no właśnie – „skapują” na coraz tańsze i prostsze produkty. Jak na przykład budżetowe słuchawki T 450 oraz T 450BT.

Pasek - kreska

DESIGN

 

Przyznam się szczerze, że gdy po raz pierwszy odpakowałem te słuchawki, nie za bardzo przypadły mi one do gustu. Wydały mi się zbyt toporne i… proste. De facto trudno wskazać w nich coś jednoznacznie atrakcyjnego, pozwalającego wyróżnić się im na tle reszty. Po jakimś czasie ta prostota przestała mi jednak przeszkadzać – jest ona bowiem owocem odgórnie przyjętego założenia, by słuchawki były możliwie najtańsze, a przy tym odpowiednio wygodne. Najbardziej do gustu przypadł mi projekt poduszek, które na żywo naprawdę prezentują się niezwykle zachęcająco i miękko. W ciekawy sposób przełamuje to twardy plastik, z którego zbudowana jest większość konstrukcji T 450 oraz T 450BT. Cieszy również odważne wykorzystanie typograficznego logotypu firmy jako elementu ozdobnego. Jedynym poważnym zastrzeżeniem z mojej strony jest jednokolorowość opisywanych tutaj słuchawek: na dłuższą metę może być to rozwiązanie nużące i zwyczajnie nieciekawe wizualnie. Szkoda, że producent nie zdecydował się na zaszalenie z jakimś ciekawym kolorem dodatkowym.

Pasek - kreska

OBSŁUGA I FUNKCJONALNOŚĆ

 

Jak wspomniałem powyżej, jednym z największych atutów modelu T 450 i jego bezprzewodowego odpowiednika miał być rewelacyjny stosunek ceny do jakości dźwięku. W naturalny sposób odbiło się to i na prostym, nieskomplikowanym wzornictwie, i na funkcjonalności nauszników. Mimo to i tutaj projektanci JBL-a wywiązali się – przynajmniej w mojej opinii – z powierzonego im zadania. Słuchawki są zaskakująco wygodne – i to pomimo faktu, że początkowo mogą lekko cisnąć nasze skronie. Jednak po pewnym czasie pałąk staje się nieco bardziej elastyczny, a my zyskujemy mocno trzymające się słuchawki, których użytkowanie nie sprawia jednocześnie dyskomfortu. Wielki wpływ na to mają wspomniane już poduszki, które nie tylko miękko wyglądają, ale są bardzo przyjemne w dotyku i nie męczą zbytnio uszu.

Nieźle rozwiązano także sprawę umieszczenia kabli (T 450) i panelu kontrolnego (T 450BT). Te pierwsze zostały zlokalizowane na muszlach w taki sposób, by nie plątały się i nie przeszkadzały w składaniu słuchawek, w skład tego drugiego (znaleźć go można na prawej muszli) weszły cztery przyciski: jeden służy do włączenia modułu Bluetooth, trzy zaś odpowiadają za zmianę głośności oraz zatrzymywanie muzyki. Co prawda trójka ta została umieszczona zbyt blisko względem siebie, nie powinno to jednak stanowić większego problemu. W tym miejscu, skoro już przywołałem odpalanie Bluetootha, warto dodać, że łączenie T 450BT z telefonem jest ekstremalnie proste. Wystarczy raz powiązać dany smartfon z słuchawkami, by potem urządzenia szybko i sprawnie same się odnajdywały.

Oczywiście nie wszystko w testowanych przeze mnie słuchawkach zostało rozwiązane perfekcyjnie. Mówię tu przede wszystkim o fatalnym oznaczeniu stron słuchawek: odpowiednią informację dotycząca tego czy dana muszla jest tą lewą czy prawą znaleźć możemy na wewnętrznej stronie pałąka, na dodatek jest ona zwyczajnie niewidoczna. Również obsługa przywołanego pałąka jest momentami problematyczna – „chodzi” on w moim przekonaniu nieco zbyt topornie. Nie są to w żadnej mierze wady dyskwalifikujące, trudno jednak przejść nad nimi do porządku dziennego: wydaje mi się, że można było rozwiązać to nieco lepiej.

Pasek - kreska

DŹWIĘK

 

Metodologia odsłuchu

Słuchawki nauszne JBL T 450 oraz T 450BT testowałem w dwóch fazach. Najpierw porównywałem je z kilkoma propozycjami z podobnego przedziału cenowego; wykorzystałem więc nauszniki AKG Y50 oraz Q460 tego samego producenta, a także słuchawki douszne od firmy Chord & Major: 8’13. Na potrzeby testu sięgnąłem także po słuchawki dodawane za darmo do telefonów Samsunga. Następnie zaaranżowałem pojedynek między modelem przewodowym a bezprzewodowym, starając się odpowiedzieć na pytanie jak wielki spadek w jakości brzmienia odnotuję, gdy pozbędę się kabla na rzecz Bluetootha.

Odsłuch #1

Brzmienie najnowszych nauszników sygnowanych marką JBL jest (i mówię to jako komplement) niezwykle proste, niczym opisany wyżej projekt wzorniczy. Nie ma tutaj miejsca na żadne audiofilskie dysputy natury filozoficznej czy ważniejsza jest holografia, dynamika czy też mityczna naturalność brzmienia. W końcu to nie audiofile są tą grupą, która ma na T 450 czy T 450BT się zdecydować. Dźwięk, który uzyskamy przy wykorzystaniu jednego z testowanych przeze mnie modeli zaskakuje przede wszystkim swoim wykopem i bezpretensjonalnością. Wszystkiego jest tutaj dużo i nikt nie przejmuje się zaginionymi niuansami.

Dzięki temu słuchanie muzyki, a zwłaszcza rocka, metalu czy dobrej elektroniki, sprawia naprawdę wiele frajdy. Nie jest to żadne przeintelektualizowane granie, a jednocześnie ma na siebie pomysł, który konsekwentnie realizuje. Największe wrażenie zrobiły na mnie płyty radosne, bombastyczne w swym wyrazie. Świetnie słuchało mi się więc nowej Metalliki (recenzja TUTAJ) czy najświeższego krążka Bruno Marsa (o tym dziele przeczytacie TUTAJ). Tradycyjnie bardzo dobrze wypadł soundtrack z filmu Tron: Dziedzictwo, a kilkadziesiąt minut znakomitej rozrywki zapewnił mi koncert Live at the BBC formacji Dire Straits. Nieco gorzej, z wiadomych względów, wypadła muzyka dawna czy jazz, które z racji swojej specyfiki wymagają od sprzętu tego, w czym T 450 i T 450BT lekko niedomagają.

Należy tutaj wyraźnie zaznaczyć, że oba modele znakomicie spisują się jak na swoją cenę. Trudno mi w tym momencie przywołać z głowy jakąś propozycję za 100-150 zł, która zaoferowałaby coś podobnego. Dlatego rozpatrywałbym nabycie testowanych przeze mnie słuchawek przez osoby, które ze światem audio miały do tej pory niewiele wspólnego. Dostaną duży, radosny dźwięk z atrakcyjnym środkiem i dołem pasma. A potem – jak już się osłuchają z fajnym brzmieniem – będą mogły przesiąść się na nieco droższe i lepsze propozycje, takie jak AKG Y50.

Odsłuch #2

No dobrze – wiemy już, że i T 450, i T 450BT grają – jak na swoją cenę – naprawdę dobrze. Ale który model wybrać, jeśli jakość dźwięku ma dla nas pierwszorzędne znaczenie? Cóż… odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta: model przewodowy. Brzmienie jest z nim wyraźnie bardziej nasycone i dynamiczne, a także (przynajmniej takie wrażenie odniosłem) nieco cieplejsze. Naturalnie wciąż obracamy się w dokładnie tej samej filozofii dźwięku, T 450 idą jednak ze wszystkim krok dalej.

Inaczej sprawa wygląda, gdy funkcjonalność jest dla nas równie ważna co brzmienie. Wtedy sami musimy zdecydować się na kierunek, który chcemy obrać ze swoim sprzętem. Nabywając słuchawki przewodowe otrzymamy lepszy dźwięk za mniejsze pieniądze, będziemy jednak musieli męczyć się z kablami, co jest średnio wygodne. Z kolei T 450BT są znacznie przyjemniejsze w użyciu, nie są jednak w stanie równie dobrze odtworzyć muzyki. Czyli, jak to w życiu, coś za coś.

Pasek - kreska

PODSUMOWANIE

 

Z opisanymi wyżej nausznikami spędziłem ponad dwa tygodnie. Podczas korzystania z nich odkryłem, że TIDAL – dotychczas usługa, którą ignorowałem – jest naprawdę fajnym serwisem z mnóstwem ciekawej treści. Zacząłem pochłaniać kolejne teledyski, a także filmy (np. Lemonade) czy programy z serii TIDAL Rising. Podczas tej przygody towarzyszyły mi słuchawki od JBL-a, oferując mi bezpretensjonalny, fajny dźwięk za niewielkie pieniądze. Wiedziałem, że nie wszystko robią idealnie, doskonale zdawałem sobie sprawę, że są rejony, w których są po prostu za słabe, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Liczyła się tylko muzyka.

Pasek - specyfikacja techniczna

JBL T 450

Złącze: 3,5 mm
Przetworniki: 32 mm
Pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz

JBL T 450BT

Przetworniki: 32 mm
Pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz

Cena:

JBL T 450 – 129 zł
JBL T 450BT – 219 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Suport.