Kościół, krzyżowcy i wierni: muzyka w średniowieczu #1 (Mount & Blade: Warband)

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: TaleWorlds (nr 1-4), Raumklang (nr 5), Harmonia Mundi (nr 6), Alpha (nr 7)

 

Gra Mount & Blade: Warband była – i mogę to powiedzieć z całą stanowczością – jednym z najważniejszych tytułów, które ogrywałem w liceum. Z jednej strony była niesamowicie toporna i niewiarygodnie brzydka, z drugiej zaś oferowała unikatową możliwość wcielenia się w śmiałka, który przemierzał fikcyjną krainę, jakże podobną do Europy wieków średnich. Miał zadatki na wielkiego wojownika, ale równie dobrze mógł zostać wytrawnym kupcem, podróżującym ze wschodu na zachód i handlującym dobrami luksusowymi. Zwiedzając – tak przy okazji – niezliczone wsie, miasta i zamki, rozmawiając z królami i pijąc za ich zdrowie w karczmach. Do tego dochodził tryb multiplayer, który był szalenie satysfakcjonujący i bardzo zabawny, szczególnie gdy w naszych podbojach towarzyszyli nam znajomi.

Kilka tygodni temu Warband trafił na konsole nowej generacji: PlayStation 4 oraz Xboxa One. Chociaż niewiele się zmienił (wygląda równie paskudnie), to jego premiera powinna stanowić nie lada gratkę dla wszystkich miłośników tego typu rozgrywki. Z tej okazji – wspólnie z wydawcą gry – firmą Techland – przygotowałem trzy teksty o… tak, zgadliście: muzyce w średniowieczu. W pierwszym artykule opiszę trzy znakomite albumy z muzyką religijną, w następnym skupię się na kolejnej trójce, tym razem z utworami świeckimi. Całość zwieńczy dość pokaźna rozprawa o tym, czy muzyka w średniowieczu była czymś powszechnie dostępnym. Bo przecież tak być wcale nie musiało. To co, gotowi? Niech księża biją w dzwony, a ludzie tłumnie przybywają na mszę świętą. Czas oddać się muzyce na chwałę Bożą.

Pasek - kreska

ensemble Peregrina
Sacer Nidus
Data wydania: 2011

 

Jestem pewien, że każdy miał – w gimnazjum bądź liceum – przynajmniej przelotny kontakt z Bogurodzicą. Jej poznawanie nie było jednak szczególnie interesujące: oto na naszych ławkach lądował suchy tekst, uzupełniony o tonę jeszcze bardziej suchych faktów: że to najstarszy zachowany tekst poetycki w języku polskim, że jego pochodzenie i autorstwo nie jest znane (choć tradycyjnie przyznawane św. Wojciechowi), że przez jakiś czas odgrywała nawet rolę czegoś, co można uznać za hymn państwowy. I na tym się to kończyło. Nauczyciele nie zatrzymują się na dłużej nad faktem, iż była to kompozycja muzyczna, odwołująca się do tradycji chorału gregoriańskiego i że w tym kontekście jej odbiór może być zupełnie inny. I jest. Bo to kawał genialnej twórczości, która potrafi pobudzić wyobraźnię po kilkuset latach od jej powstania.

W błogiej (acz przykrej) nieświadomości trwałem do roku 2014, gdy w moje ręce wpadł krążek Sacer Nidus szwajcarskiego zespołu ensemble Peregrina. Za jego działalność odpowiedzialna jest Agnieszka Budzińska-Bennett, z pochodzenia Polka, która nauki śpiewu średniowiecznego pobierała w Bazylei (wywiad z nią możecie przeczytać TUTAJ). Pani Bennett – chętnie przyjeżdżająca do Polski i odwołująca się do swoich korzeni – musiała zapewne bardzo się ucieszyć, gdy program Sacer Nidus został sfinansowanym przez Urząd Marszałkowski w Poznaniu, któremu zależało na promocji „kultury średniowiecznej Wielkopolski i czasów pierwszych Piastów”, którzy – jak każdy doskonale wie – byli mocno związani z tamtymi terenami, na czele z pierwszą stolicą Polski: Gnieznem. W skład omawianego przeze mnie krążka weszło łącznie 16 kompozycji różnego pochodzenia. Dla przykładu, prócz Bogurodzicy można było na nim znaleźć sekwencje pochodzące z początków XI wieku: Annua recolamus oraz Hac festa die. W efekcie powstało dzieło, które powinno być skarbem każdego, komu drogie jest państwo polskie, jego historia, kultura, tożsamość.

Prócz tych wzniosłych walorów, Sacer Nidus ma jeszcze jedną zaletę. Jest po brzegi wypełniony świetną muzyką średniowieczną. Wcale nie nudną czy przydługą, ale mocną w wyrazie i fantastycznie wykonaną. Oczywiście na plan pierwszy wysunęła się fenomenalna Bogurodzica, jest to jednak tylko jedna z wielu pereł, które na tej płycie można znaleźć. Co też polecam każdemu. To również dobra okazja, by – po raz kolejny – przekonać się, że niektórzy nauczyciele powinni sami wrócić do szkół i trochę się dokształcić; mieć takie coś w rękach i kazać nam to czytać zamiast słuchać?!

Pasek - kreska

Hildegarda z Bingen
Benjamin Bagby, Sequentia
Canticles of Ecstasy
Data wydania: 1993

 

Lubicie różne wydawnictwa książkowe typu „100 najlepszych…” (płyt/książek/filmów/innych wytworów kultury), gdzie jeden lub kilku autorów stara się nas przekonać o słuszności swojej listy? Bo ja zupełnie nie. Mija się to – w moim przekonaniu – zupełnie z celem. Zwykle tych propozycji jest bardzo dużo, więc laik po prostu utonie w ich natłoku, zaś dla starego wyjadacza danego tematu takie wydawnictwo pełne będzie truizmów i krążków „bezpiecznych”, a wcale nie najlepszych. A jednak właśnie czemuś takiemu (będąc bardziej precyzyjnym: chodzi mi o 1001 albumów muzyki klasycznej pod redakcją Matthew Rye’a) zawdzięczam jedno ze swoich największych muzycznych odkryć – Hildegardę z Bingen.

Była to kobieta wyjątkowa, znacznie wyprzedzająca czasy, w których przyszło jej żyć. Urodziła się w 1098 roku w Rupertsbergu, a wieku 14 lat wstąpiła do klasztoru w okolicach Wormacji. Tam też osiadła i od 1136 roku pełniła funkcję przeoryszy. Bardzo szybko zaczęła zdradzać swoje rozliczne talenty, a rozrzut interesujących jej tematów był iście renesansowy. Hildegarda poświęcała swój czas filozofii czy medycynie, tworzyła również intrygujące dzieła religijne (recenzję książki poświęconej jej muzyczno-religijnej działalności możecie przeczytać TUTAJ). Dla melomanów jej postać jest ważna z zupełnie innego powodu: przeorysza benedyktynek jest odpowiedzialna za kilkadziesiąt religijnych kompozycji wokalnych, w tym ciekawych antyfon.

Z częścią jej spuścizny postanowił zmierzyć się zespół Sequentia pod batutą Benjamina Bagby’ego. Efektem ich starań jest wydana w roku 1993 przez Deutsche Harmonia Mundi płyta Canticles of Ecstasy. To dzieło absolutnie wyjątkowe, jak żadne inne pozwalające przenieść się w fascynujący świat pełnego średniowiecza. Wcale nie potrzebujemy żadnych książek od nadętych mediewistów; wystarczy po prostu odpalić sobie tę płytę by w pełni poczuć mistycyzm i podniosłość wytworów wyobraźni Hildegardy. Co ważne, Canticles of Ecstasy jest płytą nagraną przez prawdziwych fachowców, dzięki czemu jakość poszczególnych wykonań jest niezwykle wysoka. Nie jest to muzyka łatwa, ale bez wątpienia wynagradzająca poświęcony jej czas.

Pasek - kreska

Guillaume de Machaut
Antoine Guerber, Diabolus in Musica
Messe de Nostre Dame
Data wydania: 2008

 

Średniowiecze jest epoką, którą powszechnie kojarzymy z służbą Bogu, nieustanną modlitwą i działaniem na jego chwałę. W takim układzie trudno jest o chwalenie się swoimi umiejętnościami i budowaniem jakiejkolwiek reputacji, czy to przez architektów, czy malarzy, czy kompozytorów. Tymczasem i w tym okresie nie brakowało ludzi, których można by uznać za gwiazdy, cieszące się dużą popularnością i rozpoznawalnością. Do tego grona bez wątpienia należałoby zaliczyć Guillaume’a de Machaut, autora Mszy Notre Dame. Utwór ten jest, jak w swoich Lekcjach muzyki podaje Piotr Orawski, „pierwszą pełną autorską mszą wielogłosową w dziejach muzyki”; i dalej: to „wyjątkowa i jedyna w swojej epoce, nie mająca ani wzorów, ani analogii, ani bezpośredniej kontynuacji”. Warto nadmienić, że mówimy tutaj o dziele kościelnym, które powstało w momencie, w którym Kościół Katolicki przeżywał trudne chwile (niewola awiniońska, a także – idąc ponownie za Orawskim – „regres twórczości religijnej”).

Msza Notre Dame – chociaż powstała w XIV wieku – wciąż zaskakuje. Swoją spójnością, wizjonerstwem i potęgą wyrazu, uzyskiwaną często bardzo prostymi środkami. Mamy tutaj wyłącznie męski śpiew wielogłosowy, pozbawiony na dodatek jakichkolwiek wodotrysków i tanich atrakcji. A jednak kolejne części Mszy… w żadnym momencie nie nudzą, nie dłużą się. To oczywiście wciąż niełatwe dzieło, porównując je jednak z twórczością Hildegardy z Bingen nie trudno zauważyć jak wielki postęp poczyniła muzyka przez ten czas. Pamiętajcie więc: jak tylko ktoś zacznie Wam opowiadać o „anonimowym średniowieczu”, od razu pokażcie mu Mszę… Guillaume’a de Machaut. I pozwólcie potem działać muzyce.

Pasek - kreska

Następny artykuł z serii Muzyka w średniowieczu (Mount & Blade: Warband) pojawi się na łamach MttP 23 października (niedziela). Wtedy też spodziewajcie się szybkiego konkursu, w którym będzie można wygrać kopię Warbanda na PS4 :) Publikacja ostatniego tekstu związanego z Mount & Bladem przewidziana jest na 26 października (środa), zaś rozwiązanie konkursu (na naszym facebookowym profilu) w piątek 28 października.