Królowie, mieszczanie i poeci: muzyka w średniowieczu #2 (Mount & Blade: Warband)

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: TaleWorlds (nr 1), Harmonia Mundi (nr 3-4), Arcana (nr 5)

 

Mit „rozmodlonego średniowiecza” ma się – niestety – zaskakująco dobrze. Zdecydowana większość ludzi utożsamia tę epokę (swoją drogą, trwającą ok. 1000 lat!) jedynie z tematyką religijną, pozostając głuchymi na inne aspekty tych wielobarwnych, żywych czasów. Bo przecież właśnie takie średniowiecze było. Nikt tam nie modlił się 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, wyrzekając się wszelkich rozrywek i przyjemności życia. Jedną z nich była – jak się pewnie domyślacie – muzyka, czasami o tak otwarcie bluźnierczym i wyuzdanym charakterze, że współcześni badacze czasami opisują niektóre kompozycje w taki sposób, jak zrobił to Philip Pickett: „Biorąc pod uwagę lubieżny charakter zbioru, trudno uwierzyć, że ten rękopis zachował się w całości”. W poprzednim wpisie (TUTAJ) z serii Muzyka w średniowieczu (Mount & Blade: Warband) przybliżyłem Wam trzy – moim zdaniem – znakomite albumy z religijną muzyką wieków średnich, zaś dziś chciałbym zaproponować trzy krążki z muzyką zgoła inną – świecką. A zacznę właśnie od opisu nagrania przywołanego wyżej zbioru o „lubieżnym charakterze”, czyli od dzieła Carmina Burana.

Pasek - kreska

Twórcy anonimowi
René Clemencic, Clemencic Consort
Carmina Burana
Data wydania: 1975

 

Wpiszcie w Google’a hasło „Carmina Burana”, a na pierwszy miejscu wcale nie otrzymacie hasła z Wikipedii dotyczącego tego utworu. Zamiast tego ukaże się Wam propozycja zapoznania się z kantatą sceniczną Carla Orffa o tym samym tytule, która została jedynie oparta o zbiór kompozycji średniowiecznych. Część z Was pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy, ale z dziełem Orffa (nota bene – człowieka komponującego m.in. na potrzeby nazistów, warto to zawsze zaznaczać) jest dobrze zaznajomiona. Mówię tu o utworze O Fortuna, chętnie wykorzystywanym w licznych reklamach czy przerabianym przez zespoły metalowe, np. Therion (zobaczcie sobie TUTAJ, TUTAJ i koniecznie TUTAJ).

Wspomniany wyżej zbiór kompozycji pochodzących z XII i XIII wieku został odkryty  w 1803 roku w znajdującej się nieopodal Monachium mieścinie Beuern. Następnie został on wydany pod zbiorczym tytułem Carmina Burana, co po łacinie oznacza Pieśni z Beuern. W skład tej kolekcji wchodzi ponad 200 kompozycji w kilku różnych językach (na pierwszym miejscu mamy tutaj łacinę, ale znalazło się też miejsce na utwory niemiecko- i francuskojęzyczne). Ich rewolucyjny charakter wiąże się przede wszystkim z tematyką tekstów, tak odmienną od tego, czego spodziewalibyśmy się po utworach powstałych w tamtych czasach. Anonimowi twórcy poświęcali swój czas i talent na krytykę stanu duchownego, chętnie wędrowali też w kierunku zakrapianych alkoholem historii czy przesiąkniętych erotyką opowiastek o seksie (np. pod drzewem).

Muzycznie Carmina Burana nie należy do najłatwiejszych rzeczy, z którymi przyszło się mi spotkać. Momentami bliżej tej muzyce było do kompozycji antycznych (tych w ogóle nie polecam, ale o tym może jeszcze kiedyś opowiem): ekstremalnie surowych w formie, wymagających od słuchacza wielkich pokładów cierpliwości i uwagi. Mimo to warto dać tym kompozycjom szansę. Najlepiej jest nabyć wydany w 1975 roku przez Harmonię Mundi 3-płytowy album w wykonaniu René Clemencica i jego Clemencic Consort. I razem z nimi zanucić o rozdziewiczaniu kobiet w pobliskich krzakach.

Pasek - kreska

Francesco Landini
Anonymous 4
The Second Circle: Love Songs of Francesco Landini
Data wydania: 2001

 

Trochę to dziwne, że jeden z najlepszych zespołów specjalizujących się w muzyce średniowiecznej jest żeński kwartet wokalny pochodzący z… Nowego Jorku. Formacja Anonymous 4 – bo to o niej mowa – mogłaby jednak równie dobrze zostać założona w Carcassonne czy innym mieście o podobnym, tj. średniowiecznym charakterze. Godna podziwu dyskografia grupy obejmuje aż 19 nagrań dla Harmonii Mundi (sprzedanych w imponującej jak na warunki muzyki średniowiecznej nakładzie ponad dwóch milionów płyt); wśród nich znaleźć można krążek The Second Circle: Love Songs of Francesco Landini, w skład którego weszły kompozycje Francesco Landiniego, włoskiego poety-kompozytora działającego w XIV-wiecznej Florencji.

Płyta The Second Circle jest dziełem przepełnionym emocjami. Zwykle wyrażanymi delikatnie i zmysłowo, jak – dla przykładu – w fenomenalnej prawie 6-minutowej kompozycji Muort’ oramai, lekkiej i niezobowiązującej, a zarazem szalenie wciągającej i fascynującej. Co ważne, to kreowanie atmosfery nie odbyło się kosztem jakości technicznej. Wszystkie członkinie zespołu są pod tym względem znakomite, w związku z czym ich umiejętności wokalne powinny zachwycić każdego, kto ma jakiekolwiek pojęcie o muzyce dawnej. Powiem więcej: panie występujące pod szyldem Anonymous 4 są tak dobre w swoim fachu, że część osób zarzuca im… przesadną perfekcję. Tak, to nie żart. Nie przywiązujcie jednak do tych opinii większej wagi. W nagraniach nowojorskiego kwartetu przed tą „perfekcją” zawsze idzie magia i emocje. I nie inaczej jest na The Second Circle.

Pasek - kreska

La Reverdie
Venice Mundi Splendor: Marvels of Medieval Venice
Data wydania: 2015

 

W epoce pełnego i schyłkowego średniowiecza Wenecja była niekwestionowaną potęgą. Stanowiła jedno z najważniejszych miejsc dla rozwoju europejskiej nauki czy kultury, również mało kto mógłby rzucić jej wyzwanie na Morzu Śródziemnym, zarówno pod względem gospodarczym, jak i militarnym. By ukazać potęgę Wenecji w wiekach średnich, wystarczy przypomnieć, że to właśnie ludzie rządzeni przez dożów podbili w 1204 roku Konstantynopol (więcej o tym okresie w kontekście Wschodu, Wenecji i innych republik włoskich możecie przeczytać w znakomitej pracy Michaela Balarda, Łaciński Wschód XI-XV wiek). Obecnie jej sytuacja prezentuje się zupełnie inaczej: to jeden wielki skansen, tak przepełniony turystami, że rodowitych Wenecjan z roku na rok zwyczajnie ubywa, a miasto popada w ruinę. Tym bardziej chciałbym Wam polecić płytę Venice Mundi Splendor: Marvels of Medieval Venice, najlepszy dowód na to, że kiedyś Wenecja była miastem tętniącym życiem, wypełnionym utalentowanymi artystami i arystokratami, którzy nie szczędzili pieniędzy na wysokiej klasy sztukę.

W skład Venice Mundi Splendor weszło 12 kompozycji, z których prawie wszystkie to utwory wokalne lub wokalno-instrumentalne (na czele z obłędnym „otwieraczem” w postaci Ave corpus sanctum glorioso Stefani). Z wszystkich trzech opisanych tutaj krążków to dzieło najbardziej „hitowe”, jakkolwiek by to nie brzmiało w wypadku muzyki średniowiecznej. Pełno tutaj efektownych momentów, które powinny przypaść do gustu nawet tym osobom, które z tego typu graniem mają niewiele wspólnego. Warto dodać, że dzięki takiej tematyce płyty (której główną bohaterką jest po prostu Wenecja) w jej skład mogły wejść zróżnicowane numery; osoby odpowiedzialne za tracklistę nie musiały przejmować się tym, by wybrać rzeczy od jednego kompozytora (jak w wypadku The Second Circle), przed nikim nie stał także obowiązek zaserwowania utworów pochodzących z tego samego zbioru pieśni (Carmina Burana). Dzięki temu Venice Mundi Splendor może stanowić ideale wejście w świat kompozycji mediewistycznych. Jeśli po tym stwierdzicie, że to nie dla Was – wtedy z czystym sumieniem możecie sobie tę epokę w kontekście muzyki odpuścić.