Lady Day śpiewa bluesa – recenzja

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Wydawnictwo Czarne (nr 1), Bartosz Pacuła (nr 5-8)

 

Jest Billie Holiday postacią doprawdy niezwykłą. Czarna kobieta, której muzyka rozgościła się wygodnie w domach inteligenckich „białasów”. Uczuciowa, lecz równocześnie wyzwolona seksualnie. Mająca – w gruncie rzeczy – proste marzenia, a musząca mierzyć się z okropieństwami tego świata, na czele z gwałtem, przemocą domową i narkotykami. Chociaż od jej przedwczesnej śmierci minęło prawie 60 lat, jej fascynujący, przepełniony emocjami i „wiedzą życia” głos wciąż nam towarzyszy, intryguje, inspiruje. Chętnie wracamy do jej nagrań z różnych etapów kariery, bowiem większość z nich to prawdziwe klejnoty amerykańskiej kultury muzycznej.

Jednak żadne dzieło nie istnieje bez swojego twórcy. Zbyt często zapominamy, że artyści stojący nawet za najwybitniejszymi wytworami kultury są również ludźmi z krwi i kości, nie tylko spiżowymi herosami pozbawionymi wad. Mają oni swoje słabości, wady, niechlubne czyny zapisane na koncie. A przecież właśnie to wszystko czyni ich twórczość prawdziwą, autentyczną, szczerą. Po lekturze znakomitej, nie – fenomenalnej!, biografii Billie Holiday Lady Day śpiewa bluesa ja sam kolejne płyty artystki będę odbierał zupełnie inaczej. Uzbrojony w wiedzę o życiu Lady Day – a raczej (co zaraz wyjaśnię) w wiedzę o jej własnym wyobrażeniu swojego życia – będę mógł jeszcze mocniej zgłębić się w jej frapującą twórczość.

Książka autorstwa samej Billie i Williama Dufty’ego została po raz pierwszy wydana w 1956 roku, a więc trzy lata przed śmiercią artystki. Swoim zasięgiem obejmuje praktycznie całe życie artystki, od narodzin, przez naznaczone niewyobrażalnymi trudami dzieciństwo, po momenty boskiej chwały i upokarzających upadków. Jednak, jak już zdążyłem zasugerować, nie jest to klasyczna (auto)biografia. Nie znajdziemy w niej twardych faktów, logicznego procesu ich dowodzenia czy ścisłej kontroli nad chronologią wydarzeń. Wszystko miesza się ze sobą w wielkim tyglu: wydarzenia prawdziwe przeplatają się z zupełnie zmyślonymi, nikt nie stara się również udawać, że opowieść prowadzona jest w sposób linearny. Jednak nie o to chodzi w tej książce – i nigdy nie chodziło. Jest ona raczej międzypokoleniowym mikrofonem, dzięki któremu Holiday może porozumiewać się z kolejnymi rzeszami fanów, opowiedzieć im trochę o swoim życiu i o tym, jak ona sama je postrzegała.

A przeżyła ona naprawdę wiele. O części z jej „przygód” czyta się naprawdę trudno, ze ściśniętym gardłem. Na przykład o tej, gdy jako dziecko została zgwałcona przez dużo starszego mężczyznę; albo gdy uzależniła się od narkotyków, które do samego końca miały dopominać się o nią; a także gdy wielokrotnie była wyśmiewana, poniżana i atakowana za bycie „czarnuchem”. Z drugiej strony kolejne karty z jej życia przynoszą także opisy fantastycznych przygód, które stały się jej udziałem. Aż trudno uwierzyć, że kobieta wywodząca się z tak biednego środowiska mogła nie tylko spotkać, ale i współpracować z tyloma gigantami muzyki. Ba! Często wywierała na nich przemożny wpływ, kreując tym samym obraz nowojorskiej (i nie tylko) sceny jazzu.

Podróż Lady Day z Filadelfii, która rozpoczęła się 7 kwietnia 1915 roku (a więc właśnie dziś, tylko 102 lata temu), jest niesamowitym przeżyciem jeszcze z jednego powodu. Dufty’emu w idealny sposób udało się uchwycić w słowach jej ognisty temperament, który został zaprezentowany tutaj bez żadnego pudru, retuszu. Język Lady Day śpiewa bluesa jest nieprawdopodobnie żywy i sam z siebie stanowi znakomity powód, by zatracić się na kilka godzin w lekturze. W przedmowie do nowego wydania tej książki, autorstwa genialnego Davida Ritza, można znaleźć kilka plastycznych cytatów, więc nie będę się powtarzał; starczy mi tylko potwierdzić jego słowa i uczyć się od najlepszych.

Lady Day śpiewa bluesa to – oczywiście – pozycja obowiązkowa dla fanów i artystki, i jazzu, i (najogólniej) muzyki. Ale jest to również rzecz ze wszech miar godna polecenia dla każdego wrażliwego człowieka, który ceni sobie literaturę wysokiej klasy. Książka Holiday i Dufty’ego bez wątpienia zalicza się do tej kategorii. Tak samo jak twórczość Lady Day reprezentuje muzykę najwyższej próby.

Pasek - kreska

Książka Lady Day śpiewa bluesa zostaje wyróżniona nagrodą Great Book.

Great Book

Pasek - wydanie

Za opublikowanie w naszym kraju Lady Day śpiewa bluesa odpowiada Wydawnictwo Czarne; książka ukazała się w Serii Amerykańskiej (więcej TUTAJ). Czarne, jak zwykle, nie zawiodło i zaserwowało nam znakomicie wydane dzieło, zarówno pod kątem edytorskim, jak i – nazwijmy to – kolekcjonerskim. Błędy, o ile w ogóle się trafiły, są niezwykle rzadkie i w żaden sposób nie zwracają na siebie uwagi. Czcionka została świetnie dobrana i znakomicie prezentuje się na dobrym jakościowo papierze. Na pochwałę zasługuje również sama okładka – prosta i elegancka, jak sama Billie. Warto również dodać, że recenzowane tutaj wydanie zostało uzupełnione o dwa teksty Davida Ritza; pierwszym z nich jest przywołany wyżej wstęp, drugim zaś krótki rozdzialik zatytułowany Przyjazny przewodnik po dyskografii. Mój ulubiony autor książek muzycznych polecający swoje ukochane płyty fenomenalnej artystki? Jestem za!

Pasek - informacje

Autor: Billie Holiday, William Dufty
Tytuł: Lady Day śpiewa bluesa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne
Data wydania: 11.01.2017
Liczba stron: 208
ISBN: 978-83-8049-430-5