Magical Mystery Tour – odsłuch pierwszej kopii taśmy matki – PGE Narodowy (04/06.11.2016)

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Wojciech Pacuła (nr 1-5), The Beatles (nr 6)

 

Już ponad rok minął od mojego pierwszego spotkania z pierwszą kopią taśmy matki albumu Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band Beatlesów. Było to jedno z najlepszych wydarzeń muzycznych i audiofilskich w całym moim życiu. Tak naprawdę po raz pierwszy ten album odsłuchałem. Wcześniej, katując do nieprzytomności najpierw 24-bitowe pliki, potem zaś kolejne wersje winylowe, jedynie obwąchiwałem powierzchnię, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego ile tracę. Brzmienie tej taśmy odtworzonej na legendarnym magnetofonie szpulowym Studer A807 było bowiem fenomenalne. Nieprawdopodobnie dynamiczne, z przytłaczającą ilością nieznanych mi wcześniej detali, a przy tym niezwykle głębokie i satysfakcjonujące. Dość chyba będzie powiedzieć, że potrzebowałem prawie 11 miesięcy, by do Sgt. Pepper’s… na winylu wrócić. Wcześniej, pomimo podejmowanych prób, po prostu nie mogłem.

W tym roku miałem kolejną okazję, by pogłębić swoją wiedzę o Beatlesach i jednocześnie znienawidzić słuchanie kolejnego ich albumu z LP czy pliku. Tym razem padło na Magical Mystery Tour, krążek dla Czwórki z Liverpoolu wyjątkowy. To na nim znalazła się jedna z najbardziej rozpoznawalnych piosenek w historii ludzkości (All You Need Is Love), również tam należy szukać wydanego pierwotnie na singlu genialnego tandemu Strawberry Fields ForeverPenny Lane. Był to także pierwszy krążek Lennona i spółki, który wydali po tragicznej śmierci swojego menedżera Briana Epsteina (na szczególną rolę tego faktu zwraca uwagę m.in. Philip Norman w swojej książce Szał! Prawdziwa historia Beatlesów).

Odsłuchy (jeden w piątek, dwa w sobotę i jeden w niedzielę; drugi zarezerwowany był dla Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band) zostały zorganizowane – podobnie jak rok temu – przez firmę Voice podczas targów Audio Video Show 2016. Spotkanie na cudownym PGE Narodowym poprowadziły dwie osoby, z punktu widzenia historii słuchanej przez nas taśmy kluczowe. Tj. Tomasz Zeliszewski (Budka Suflera) oraz Piotr Metz (Trójka/Radio Kraków). Dlaczego kluczowe? Pan Zeliszewski jest bowiem jej właścicielem, a Piotr Metz osobą odpowiedzialną za jej wytropienie. Dzięki ich połączonemu wysiłkowi mogliśmy cieszyć się dźwiękami pochodzącej z wytwórni Jugoton pierwszej kopii taśmy matki Magical Mystery Tour. Warto dodać, że bliżej oryginału nie da się już znaleźć; ten leży bezpieczny, skryty w pilnie strzeżonych archiwach. Na marginesie dodam jeszcze, że taśmy słuchaliśmy na kolumnach Cabasse Le Sphère CTA, z cyfrową zwrotnicą, napędzanych przez elektronikę Chord Electronics. W roli źródła wystąpił – rzecz jasna – magnetofon Studer A807.

To jak brzmi najbardziej bezpośrednie spotkanie z Beatlesami, jakie obecnie nam (czyli melomanom i audiofilom) pozostaje? Cudownie. Wybornie. Fenomenalnie. Przede wszystkim moją uwagę zwróciła kreowana bez żadnego wysiłku obłędna dynamika. Wszystkiego. Od instrumentów, przez wokale, na różnych dziwnych dźwiękach (które Beatlesi uwielbiali umieszczać na swoich płytach) skończywszy. Momentami wydawało mi się, że dla sprzętu i taśmy nie było żadnych ograniczeń w tym względzie.

Również zróżnicowanie barwowe było referencyjne. Na płytach głosy Lennona i McCartneya brzmią – co by tu nie mówić – dość podobnie. Oczywiście po dłuższym obcowaniu z muzyką Beatlesów można lepiej i szybciej rozpoznać ich głosy, prawda jest jednak taka, że każdy popularny i powszechnie dostępny nośnik dźwięku je ze sobą zrównuje. Dopiero odsłuch takiej taśmy może przynieść odpowiedź jak odmiennymi wokalistami byli John i Paul. Na uwagę zasługuje także serwowanie przeróżnych smaczków i detali w ogromnej liczbie. Wybrzmienia, różne hałasy, zabiegi dźwiękowe: to wszystko na taśmie występuje i ma swoje integralne miejsce jako część nagrania.

Jednak największą niespodzianką były dla mnie różnice w sposobie nagrania poszczególnych numerów. Oczywiście doskonale zdawałem sobie sprawę z faktu, że Magical Mystery Tour jest (w pewnym stopniu) albumem-składakiem, w skład którego weszły piosenki nagrywane w różnym czasie, w różny sposób, z różnymi ludźmi. Na winylu czy CD nie było tego jednak zbyt wyraźnie słychać. Jednak całą prawdę objawiła nam taśma; poszczególne kompozycje rzeczywiście brzmią od siebie zupełnie inaczej. Dzięki temu mogliśmy lepiej poznać zamierzenia twórców, które kierowały nimi podczas pracy w studiu.

Na odsłuchu pierwszej kopii taśmy matki Magical Mystery Tour byłem dwa razy. Pierwotnie miałem pojawić się tylko raz (w piątek), jednak skala emocji związanych z tym wydarzeniem nakazała mi jeszcze raz wziąć w nim udział. Tym bardziej, że trudno będzie coś takiego pobić. Więcej tego typu kopii pan Zeliszewski już nie ma (a przynajmniej się do tego nie przyznaje ;)). Chociaż może to i dobrze – chciałbym móc jeszcze odsłuchać jakiś album Beatlesów bez przykrej świadomości, że słucham półproduktu.

PS. Na sam koniec zostawiłem sobie miejsce na krótką uwagę. Otóż, nie mam bladego pojęcia czemu, część osób obecnych na sali podczas odsłuchu nie mogła wytrzymać pół godziny bez gadania. W ogóle niektórzy postawili sobie za punkt honoru, by rozmawiać przez cały czas trwania prezentacji. Niby dorośli ludzie, a zapewne gorsi od swoich dzieci.

Pasek - kreska

Tekst po raz pierwszy ukazał się na łamach miesięcznika „High Fidelity” w grudniu 2016 roku.

Oryginalny tekst: CZYTAJ

High Fidelity - logo (2015)