Marmur – recenzja

Autor: Kamil Brycki
Zdjęcia: Taco Corp

 

Miała być płyta po angielsku. Światowa sława i worek pieniędzy w bagażniku auta jeżdżącego po Brukseli. Wyszło jak zwykle – szybki powrót do Polski, na prędko sklejona EP-ka i ciekawość. Czy to w końcu wypali? Bardzo łatwo sobie wyobrazić, kiedy pewnego dnia Filip Szcześniak – znany szerszemu gronu jako Taco Hemingway – stanął w swoim mieszkaniu w Warszawie i po przeczytaniu recenzji, po ciągle zwiększającej się ilości wyświetleń na YouTube i ściągnięć jego dwóch dostępnych EP-ek krzyknął: „Nareszcie!”. W końcu jego muzyka dotarła do ludzi i, co najważniejsze, spodobała się im. W końcu przyszedł też czas na pierwszy longplay, pełnowymiarową płytę o nazwie Marmur i na zadanie jeszcze raz tego samego pytania – czy to wypali?

Taco Hemingway to muzyk, którego albumy – póki co wyjątek stanowił tylko Wosk (recenzja TUTAJ) – zawsze tworzyły pewną historię. Z tego powodu warto jest je słuchać od początku do końca, losując piosenki dopiero po pełnym zaznajomieniu się z muzyczną wizją artysty. Osobom zapoznającym się z jego muzyką po raz pierwszy zdecydowanie odradzam słuchanie tylko pojedynczych utworów, gdyż może i obronią się one pod względem muzycznym, jednak z pewnością nie pozwolą szerzej spojrzeć na całą twórczość Hemingwaya.

Marmur jest oczywiście kolejną płytą, na której wszystkie piosenki łączą się w jedną całość (w opowiadaną przez Taco historię), tym razem jednak nie jest to opowieść wysnuta z jego obserwacji, nie jest to również historia pary zakochanych. Hemingway po raz pierwszy sięgnął w głąb siebie i sprawił, że głównym bohaterem Marmuru jest Filip Szcześniak, zagubiony i poszukujący drogi, nie do końca przekonany o słuszności tej, którą przecież samowolnie obrał. Dzięki temu Marmur nabiera głębi i choć nie sprawdzi się jako płyta autobiograficzna, to pozwala szerzej spojrzeć na uczucia artysty.

Same bity również przeszły długą drogę i stały się po prostu lepsze. Było to łatwo zauważalne już nawet na Wosku, który prawdopodobnie początkowo miał stanowić nieodłączną część Marmuru (o czym świadczy i mroczny klimat budowany na dwóch krążkach, i podobna tematyka niektórych utworów) i idzie w parze również z poprawionym rapem Hemingwaya. Pomiędzy Trójkątem… a Marmurem oczywiście nie ma ogromnej przepaści – słychać jednak, że autor nabrał wprawy i z jeszcze większą łatwością i wprawą skacze po rymach i słowach.

A zatem, jak się nowego Hemingwaya słucha? W całości – świetnie. Album jest bardzo spójny i zręcznie prowadzi słuchacza po kolejnych utworach, a i sama historia jest ciekawa, m.in. przez dużą ilość początkowych niejasności oraz zastosowane przenośnie. Sam zwrot akcji nie należy może i do najbardziej wyszukanych, ale nie widzę powodu, dla którego wypominanie tego nie byłoby czepianiem się  na siłę – przecież nie o wielowątkową fabułę, a o muzykę tu chodzi, a ta spełnia swoje zadanie z nawiązką.

Na Marmurze nie ma jednego hitu, który mógłbym wskazać jako najlepszą piosenkę. Moim faworytem jest energiczne Tsunami Blond, które jednak zostało nagrane w innym stylu niż reszta LP (co ma oczywiście swoje wyjaśnienie w opowiadanej historii); urzekł mnie końcowy wokal Katarzyny Kowalczyk w Żyrandolu; dwie części Mgły dają świetnie oddają atmosferę całego albumu; za to Żywot jest na nim największą wartością dodaną, ponieważ opowiada od początku do końca (z paroma niedopowiedzeniami) historię Taco Hemingwaya, including one impressive verse in English. Wypisując jednak te utwory ominąłem około 10 innych dostępnych na płycie, które nie odstają od reszty jakością, które również mogą zapadać w pamięć. I dlatego radzę słuchać tego albumu – przysłowiowo – „od deski do deski”.

Marmur kończy się znanym już Deszczem na Betonie, wzbogaconym o zakończenie (dodatkową zwrotkę) i wprowadzającym trochę pozytywnych emocji do całego krążka. Po przesłuchaniu albumu nie odczuwałem niedosytu, ale też nie miałem ochoty do niego od razu wracać. Potrzebowałem chwili na oswojenie się z krążkiem, bo choć i poprzednie minialbumy również nie należały do najweselszych, tak ten wprowadza jeszcze ten pierwiastek osobisty, nie pozostawiając żadnych złudzeń, czyjej historii słuchamy.

Pierwszy pełnoprawny longplay Taco z pewnością jest albumem udanym, sprawiającym wiele radości i satysfakcji słuchającemu. Warto wspomnieć, że jest on dostępny całkowicie za darmo – krążek w wersji elektronicznej można pobrać ze strony internetowej artysty. Udostępnia on co prawda tylko pliki MP3, jednak i tak jest to godna poszanowania postawa. Nawet muzyka w słabszej jakości z pewnością umili czas, zanim zamówione w przedsprzedaży krążki trafią do swoich nabywców, a Taco wyruszy w nową trasę koncertową. I wtedy nucenia Marmuru nie będzie końca.

Pasek - wydanie

Póki co Marmur dostępny jest jedynie w formie cyfrowej. Jednak za dwa tygodnie – 2 grudnia – pojawi się w sprzedaży na krążku CD. Chętni mogą skusić się też na pakiet trzech albumów, w skład których wejdą: Marmur, Wosk i Young Hems. Warto również zwrócić uwagę na cudowny plakat promujący Marmur Tour. Stylistycznie utrzymany jest w dokładnie tej samej konwencji co okładka albumu i przywodzi na myśl najlepsze obrazy Edwarda Hoppera.

Pasek - informacje

Wykonawca: Taco Hemingway
Tytuł: Marmur
Wytwórnia: Taco Corp
Data wydania: 2016
Gatunek: Rap
Czas trwania: 57:37