MEE Audio Matrix 3 – test

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: RAFKO Dystrybucja

 

W świecie audio, a przynajmniej jego części, toczy się gorący spór o rolę i sensowność korzystania z słuchawek. Niektórzy miłośnicy wysokiej klasy dźwięku odmawiają słuchawkom – niezależnie czy mówimy tutaj o tańszych modelach, czy o wyrobach kosztujących 50 000 euro – umiejętności kreowania zapierającego dech w piersiach brzmienia. Jednak, niezależnie od ich opinii, słuchawki stanowią obecnie podstawowy element wyposażenia audio. Wystarczy wyjść na miasto i przejechać się tramwajem, by zobaczyć jak dużo ludzi słucha muzyki właśnie za pośrednictwem słuchawek (podpiętych najczęściej do smartfona).

Jednak jeszcze kilka lat temu sytuacja w Polsce wcale nie prezentowała się tak różowo dla producentów słuchawek. Owszem, ludzie z nich korzystali – czy to w domu, czy na polu – ale widok człowieka z nausznikami na głowie wciąż zwracał uwagę. Dopiero smartfonowa rewolucja, która – jak zapragnął sobie tego Steve Jobs – zaoferowała całą dyskografię świata w kieszeni, upowszechniła korzystania z słuchawek i uprawomocniła ich miejsce w mainstreamie. I dokładnie tu na scenę wkracza założona w 2005 roku kalifornijska firma MEE Audio. Producent ten specjalizuje się w produkcji „przenośnych słuchawek łączących bardzo przystępną cenę z jakością wykonania i wygodą użytkowania zdecydowanie przewyższającą standardy obowiązujące w danym segmencie cenowym”.

W skład oferty Amerykanów wchodzą zarówno słuchawki douszne, jak i nauszne. Ich cena, jak na warunki branży, jest niezwykle przystępna; cennik otwiera model RX18, wyceniony na równowartość 8 dolarów (ok. 30 zł), zamyka zaś Pinnacle P1, za który trzeba wyłożyć 200 zielonych banknotów (ok. 800 zł). Warto dodać, iż projekty wszystkich z nich podyktowane są chęcią uzyskania dobrego balansu między możliwościami dźwiękowymi a funkcjonalnością i mobilnością. Moim pierwszym (i – póki co – jedynym) wyrobem sygnowanym marką MEE Audio, z którym miałem okazję się zapoznać są bezprzewodowe słuchawki nauszne Matrix 3. To, jak wskazuje sama nazwa, trzecia generacja linii Matrix. Jak na swojej stronie internetowej deklaruje producent, słuchawki te „łączą doświadczenie MEE Audio w sferze wysokiej klasy audio z zaawansowaną technologią Bluetooth, by zaoferować niesamowitą jakość dźwięku […]”.

Pasek - kreska

DESIGN

 

Słuchawki MEE Audio Matrix 3 są tyle narzędziem umożliwiającym słuchanie muzyki, co lifestyle’owym gadżetem, który można traktować jako kolejną część garderoby. Na uwagę zasługują przede wszystkim ciekawie prezentujące się pady; ich najważniejsza, środkowa część została obita elegancko prezentującym się materiałem, który przywodzi na myśl rozwiązania stosowane w znacznie droższych produktach designerskiej marki B&O Play (więcej TUTAJ). Chociaż z początku myślałem, że będzie to wyglądało tandeciarsko, to po ujrzeniu słuchawek na żywo szybko zrewidowałem swoje poglądy. Rzeczony materiał naprawdę jest klasowy i stanowi ciekawy element przyciągający uwagę. Warto dodać, iż producent obił nim również górną część pałąka, dzięki czemu słuchawki nie tylko wyglądają jeszcze lepiej, ale i są przyjemniejsze w dotyku.

Ciepły, miły w dotyku materiał dobrze kontrastuje z resztą obudowy wykonanej z plastiku. Tutaj, niestety, słuchawki Matrix 3 odrobinę zawodzą. Całość wykonana jest bardzo porządnie i co do tego nie mam większych zastrzeżeń (o czym szerzej zaraz opowiem), jednak na tle ciekawie użytego materiału plastik wydaje się nieco… rozczarowujący. Producent nie poszedł za ciosem i nie zdecydował się na zabawę ze swoim projektem; mógł do tego wykorzystać np. swój logotyp (jak zrobił to AKG w swoich modelach Y50 oraz Y50BT), który tutaj został wrzucony bez żadnego pomysłu.

Mimo powyższych jęków i stęków model Matrix 3 pod względem wizualnym przypadł mi do gustu. Chociaż jego projektanci postawili wyłącznie na różne odcienie czerni, to całość na żywo prezentuje się atrakcyjnie dla oka. Oczywiście, jak już wspomniałem, największa w tym zasługa materiałowego wykończenia, jednak i inne elementy starają się nie pozostać w tyle. To porządna robota, której można spodziewać się i po droższych słuchawkach.

Pasek - kreska

OBSŁUGA I FUNKCJONALNOŚĆ

 

Testowany tutaj produkt MEE Audio jest przeznaczony do użytku – w pierwszej kolejności – poza domem. Oznacza to, iż łatwość jego obsługi miała dla projektantów znaczenie kluczowe. Nikt przecież nie chce zabierać ze sobą ciężkiego, niewygodnego klocka, którego uruchomienie i eksploatowanie wymaga eksperckiej wiedzy Centrum Lotów Kosmicznych NASA. Tutaj, moim zdaniem, Matrix 3 lśni najmocniej. Jako jego użytkownik nie miałem praktycznie żadnych problemów; wszystko jest przemyślane i intuicyjne. I, przede wszystkim, niezwykle wygodne. Z słuchawek mogłem korzystać długie godziny bez żadnego zmęczenia czy uczucia dyskomfortu. Nauszniki idealnie układały się na głowie, a regulowany pałąk umożliwiał jeszcze lepszą personalizację ich ustawienia. Na dodatek, co nawet w wypadku drogich słuchawek nie jest takie oczywiste, Matrix 3 mocno trzymał się na głowie, dzięki czemu nie musiałem się obawiać o niego np. w trakcie biegu.

Sama obsługa słuchawek nie nastręcza żadnych problemów. Na jej opanowanie potrzebowałem z 30 sekund. Na jednym nauszniku umieszczono wszystkie przyciski niezbędne do kontrolowania urządzenia (np. do jego uruchomienia), na drugim zaś dwa wejścia (mini jack 3,5 mm oraz port micro USB). Matrix 3 szybko paruje się za pośrednictwem Bluetootha ze wskazanym źródłem sygnału (w moim wypadku – smartfonem), a łącze jest stabilne i działa bez zarzutu. Z słuchawek nie musimy jednak korzystać wyłącznie w trybie bezprzewodowym; gdy wyładuje nam się bateria (albo po prostu mamy taką fantazję) możemy podpiąć do nich kabel. To przydatna opcja, z której jednak nie skorzystają posiadacze najnowszych urządzeń Apple’a.

Jeżeli chodzi o pojemność baterii i proces ładowania, to i tu nie mam się do czego przyczepić. Słuchawki trzymają długo (producent deklaruje aż 24 godziny nieprzerwanej pracy i myślę, że jest to liczba zbliżona do prawdziwej), a ich ładowanie jest dość szybkie i proste. Warto zaznaczyć, iż kabel micro USB (a także kabel z mini jackiem 3,5 mm) są dołączone do zestawu. W jego skład wchodzi także utwardzony pokrowiec, do którego możemy schować słuchawki, gdy ich nie użytkujemy. Prezentuje się on naprawdę porządnie i zapewnia odpowiednią ochronę nausznikom.

Na sam koniec muszę wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy, która przyjemnie mnie zaskoczyła. Macie tak czasem, że bierzecie słuchawki do ręki, ale nie wiecie, który pad jest lewy, a który prawy? MEE Audio postanowiło ułatwić wszystkim życie, oznaczając obie strony ogromnymi literami. To prosty patent, ale naprawdę skuteczny.

Pasek - kreska

DŹWIĘK

 

Metodologia odsłuchu

Z słuchawkami MEE Audio Matrix 3 spędziłem ok. trzech tygodni. Za moje główne źródło dźwięku służył mi mój telefon Samsung Galaxy A3; w roli źródeł wspomagających wystąpiły telefony Galaxy A5 oraz Core tego samego producenta. Sparingpartnerami nauszników były słuchawki od AKG (Y50 i Q460) oraz HiFiMAN (Edition S).

Odsłuch

Gdy rozmawiałem z przedstawicielem RAFKO Dystrybucja o sprzęcie do przetestowania, ten zwrócił moją uwagę na model Matrix 3 deklaracją, iż ich brzmienie jest najbardziej zrównoważone. Zapragnąłem wtedy zweryfikować te deklaracje, tym bardziej, że i producenci, i dystrybutorzy uwielbiają nadużywać terminu „zrównoważone brzmienie”. Okazało się jednak, że w tym wypadku nie były to słowa rzucone na wiatr. Nauszniki te rzeczywiście oferują niezwykle przyjemny, „zrównoważony” dźwięk.

Największą zaletą modelu Matrix 3 jest jego szczerość. Słuchawki te nie próbują udawać czegoś czym nie są. Nie bawią się w żadne audiofilskie rozwiązania, ale też unikają prostackości i nijakości, która charakteryzuje sporą część powszechnie dostępnych produktów tego typu. Oferują one granie proste i z wykopem; dźwięk ma robić wrażenie swoimi rozmiarami, energią i dynamiką. Dlatego też bardzo dobrze słuchało mi się na trzecich Matrixach wszelkich odmian rocka i metalu, a także efektownie zrealizowanego popu. Bardzo fajnie wypadły kawałki z najnowszej płyty Eda Sheerana – Divide. Takie numery, jak Eraser czy Nancy Mulligan idealnie prezentowały się w estetyce narzucanej przez słuchawki od MEE Audio. Sporo czasu spędziłem również przy płycie duetu Me and That Man (Songs Of Love And Death), nie żałowałem również czasu spędzonego przy wczesnej twórczości Leonarda Cohena.

Prócz „przebojowości” brzmienia na pochwałę zasługuje również brak jakiejkolwiek nachalności. Dźwięk jest bardzo czysty i zaskakująco gładki. A także lekko ocieplony, co sprawdza się bardzo fajnie. Słuchawki te skupiają się przede wszystkim na środku pasma, co ma – jak to w życiu – swoje plusy i minusy. Z jednej strony, jak już wspomniałem, otrzymujemy bardzo szczery, prosty przekaz z jajami, z drugiej co niektórzy mogą czuć lekki niedosyt związany z niewystarczającą ilością basu czy informacji ukrytych w górze pasma. Mi niedostatki te nie spędzały snu z powiek, myślę jednak, że warto o tym aspekcie wspomnieć. W związku z tym nieco bardziej wyrafinowane realizacje studyjne czy muzyczne (np. najnowsza płyta Seong-Jin Cho z kompozycjami Chopina) nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia. Nie były one złe, słychać jednak było, że nie do takiej muzyki Matrix 3 zostały przewidziane.

Pasek - kreska

PODSUMOWANIE

 

Fajny wygląd, bajecznie prosta obsługa i dźwięk oferujący masę fajnej zabawy. Czy tak wygląda przepis na sukces? Mam nadzieję, bowiem model Matrix 3 bez wątpienia na niego zasługuje. Inżynierowie i designerzy z MEE Audio mają bowiem łeb na karku i starają się kroczyć własnymi ścieżkami. Być może część osób zniechęci brak wgniatającego w ziemię basu. A inni odejdą zawiedzeni „bezpiecznym” wzornictwem Matrixów trzeciej generacji. Ja sam ze spotkania z nimi jestem jak najbardziej ukontentowany i już nie mogę się doczekać, gdy położę swoje ręce na innym produkcie sygnowanym logotypem kalifornijskiej firmy.

Pasek - specyfikacja techniczna

Przetworniki: 40 mm, dynamiczne
Konstrukcja obudowy: zamknięta
Pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
Impedancja: 32 omy
Skuteczność: 96 dB
Maksymalna moc wejściowa: 50 mW
Wersja Bluetooth: 4.0 aptX
Czas działania: do 28 godzin
Zasięg: 10 m
Waga (bez kabla): 199 g

Cena: 599 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma RAFKO Dystrybucja.