Metropolis – Centrum Kongresowe ICE Kraków (19.03.2015)

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Stowarzyszenie „Na Rzecz Rozwoju”

 

Dwa dni temu zakończyła się wystawa tematyczna zatytułowana Kobieta w Metropolis. Człowiek i technologia, która była częścią większego przedsięwzięcia: Kobieta – Wiedza – Władza. W jej ramach, prócz samej wystawy, odbyła się m.in. konferencja Świat dla Kobiet, czy Kobiety dla świata czy projekcie filmów w krakowskim Kijów Centrum. Momentem spinającym te kilkanaście dni, które zostały poświęcone całemu projektowi, była projekcja arcydzieła niemieckiego kina ekspresjonistycznego, filmu Metropolis Fritza Langa. Obraz kinowy ujrzał oryginalnie światło dzienne w 1927 roku i, pomimo ewidentnego wizjonerstwa i nieprawdopodobnego kunsztu reżysera, aktorów i (przede wszystkim) scenografów, przeszedł bez większego echa. Co więcej, Metropolis był tak drogi w realizacji, że brak kasowego sukcesu sprowadził na wytwórnię UFA potężne problemy finansowe. Wielkie dzieła bronią się jednak same i od czasu odnalezienia niepełnej kopii filmu (oryginalna, 210-minutowa wersja uległa zniszczeniu) film cieszy się powszechnym uznaniem. Chociaż część scen nigdy nie została odnaleziona, to jakiś czas film jest uzupełniany i na różne sposoby rekonstruowany.

Chociaż w 1927 roku obrazowi towarzyszyła ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Gottfrieda Huppertza muzyka, to wyzwanie skomponowania muzyki do tak sugestywnego filmu przyciągała kolejnych wielkich artystów, którzy mieli na tyle chęci i odwagi (szaleństwa?), by się z tym tematem zmierzyć. W 1984 roku taką próbę podjął sam Giorgio Moroder (tak, ten sam od współpracy z Francuzami z Daft Punk przy Random Access Memories), a dokładnie 20 lat później polski kompozytor muzyki filmowej Abel Korzeniowski. Jednak o ile dokonania Morodera na pierwszy plan wysuwały właśnie muzykę, to Polak skomponował prawdziwą, pełnoprawną ścieżkę dźwiękową, której zadaniem było uzupełniać to, co działo się na ekranie. Metropolis z muzyką Korzeniowskiego graną na żywo po raz pierwszy zostało wyświetlone podczas festiwalu Era Nowe Horyzonty w 2004 roku. Dokładnie tak samo miał wyglądać seans najważniejszego dzieła Langa w Krakowskim Centrum Kongresowym ICE . Za warstwę muzyczną odpowiedzialna była Orkiestra Akademii Beethovenowskiej, Chór Mieszany Katedry Wawelskiej, dwie solistki (Anna Witczak i Novika), zaś za pulpitem dyrygenta stanął brat Abla Korzeniowskiego – Andrzej.

Myli się jednak ten, kto pomyśli, że seans rozpoczął się punktualnie o 19.00. Przedtem widownia zebrana w ICE została uraczona niekończącym się (dosłownie) cyrkiem związanym z wszystkimi organizatorami, patronami, mecenasami i innymi „ważnymi” osobistościami. W teorii wszystko miało pójść gładko i przyjemnie – ceremonię prowadziła piękna Magdalena Miśka-Jackowska z RMF Classic, która miała zadbać o odpowiedni przebieg tej części wydarzenia. Zamiast tego dostaliśmy beznadziejnie długie i nudne przemówienia, kłujące w oczy błędy w zdaniach wyświetlanych na ekranie oraz mocno spóźnionych muzyków, którzy wyglądali, jakby na scenę wchodzili za karę i mieli całej tej „imprezy” serdecznie dość – i to jeszcze zanim ona w ogóle się rozpoczęła. Całość była mocno nieprofesjonalna i trąciła amatorszczyzną; taką, na którą nie ma po prostu miejsca w XXI wieku.

Sam seans Metropolis na szczęście wynagrodził wszelkie trudy. Chociaż film ten jest czarno-biały i niemy (a do tego trwa 147 minut), to czas spędzony na jego oglądaniu był szalenie satysfakcjonujący. To wspaniałe dokonanie niemieckiego kina (nie tylko ekspresjonistycznego), które zadaje ważne pytania, szokuje obrazem, nie pozwala o sobie zapomnieć i natrętnie wraca do nas, męczy, prowokuje, w końcu – inspiruje. Jestem jednak przekonany, że film ten nie zrobiłby na mnie nawet w połowie tak dobrego wrażenia, gdyby nie fantastyczna muzyka Abla Korzeniowskiego, której udało się spełnić niezwykle trudne zadanie; z jednej strony stanowiła ona znakomite wsparcie dla wydarzeń prezentowanych na ekranie, z drugiej zaś stanowiła dzieło samo w sobie, w pełni autonomiczne, angażujące, oddziałujące na widza-słuchacza. To bardzo pompatyczna kompozycja, która nie staje się jednak karykaturalna. Idealnie balansuje na granicy potęgi i kiczu, czasami przeraża, rzadziej – uspokaja. Pozytywnie na jej odbiór wpływał też fakt grania jej na żywo – chociaż z samą jakością tego grania bywało już różnie. Perfekcyjnie zaprezentowały się obie solistki. Zarówno Anna Witczak, jak i Novika pokazały klasę i wielkie umiejętności, umiejętnie budując klimat (najczęściej obłąkańczy) i podkreślając wagę wydarzeń w Metropolis. Chociaż ich partie były relatywnie krótkie, to słuchanie ich stanowiło niekłamaną przyjemność, na którą czekało się z wielką niecierpliwością. Przyzwoicie wypadł również Chór Mieszany Katedry Wawelskiej – chociaż występ chórzystów daleki był od perfekcji (w ich wykonaniu brakowało trochę pasji, dynamiki), to był jak najbardziej poprawny. Zdecydowanie najgorzej wypadła Orkiestra Akademii Beethovenowskiej, na czele z fatalną sekcją rytmiczną. Muzykom brakowało zwyczajnie umiejętności, by dźwignąć na swoich barkach taką kompozycję. O ile jednak sekcja smyczkowa czy dęta dawały radę, to całość dewastowali artyści odpowiedzialni za wszelkie bębny i gongi. W sekcji rytmicznej każdy grał jak chciał (a tak wypadło, że najczęściej chcieli grać inaczej). Próżno było szukać tam jakiejkolwiek komunikacji czy rozumnego uczestnictwa w tym wydarzeniu. Po wejściu w jeden rytm muzycy ślepo się go trzymali jak długo się dało – co z tego, że pozostali instrumentaliści grali coś zupełnie innego?

Od bardzo złego początku do wybitnego filmu i genialnej muzyki – wieczór w Krakowskim Centrum Kongresowym bez wątpienia obfitował w emocje. Osobiście bardzo się cieszę, że mogłem w nim uczestniczyć – było to bowiem naprawdę wyjątkowe wydarzenie, którym każdy człowiek uważający się za „kulturalnego” powinien się zainteresować. Metropolis z muzyką Abla Korzeniowskiego graną na żywo pokazywane jest niezwykle rzadko. Tym bardziej trzeba walczyć o bilety, gdy zapowiedzą następny taki seans. Nawet jeśli ponownie ma być on poprzedzony komedią pomyłek.