Muzyczny patrol (21.07-17.08.2017)

Autor: Bartosz Pacuła

 

Dziennikarz – nawet muzyczny – to wbrew pozorom też człowiek. Taki, co to może na wakacje wyjechać i choć na chwilę oderwać się od pracy. Dlatego też najnowszy Muzyczny patrol obejmuje nie – jak zwykle – dwa tygodnie, ale jeden miesiąc najnowszych propozycji muzycznych. Jak zwykle, mam jednak nadzieję, że każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie. Bez zbędnych ceregieli: zaczynamy!

Czy obecnie najbardziej popularny girlsband – Fifth Harmony – czeka podobny los do tego, który stał się udziałem One Direction? Chodzi mi tu o wewnętrzny rozpad grupy spowodowany chęcią wybicia się na niezależność każdego z członków (lub, w tym wypadku, członkiń). Niekoniecznie, jednak pierwsze znaki sugerujące taki scenariusz można już zaobserwować; jakiś czas temu (pod koniec grudnia 2016 roku) grupę postanowiła opuścić Camila Cabello, by – niespodzianka! – spróbować swoich sił solo. Póki co szło jej całkiem zgrabnie. Pochodząca z Kuby piosenkarka nagrała dwa niezłe numery, które podbiły amerykańskie listy przebojów: I Know What You Did Last Summer oraz Bad Things, dorzucając do tego całkiem przyjemny numer Crying in the Club. Jednak dopiero ostatnim numerem udowodniła, że opuszczenie jej koleżanek po fachu było naprawdę dobrą decyzją.

Zaowocowała ona bowiem fenomenalnym kawałkiem Havana, który w znakomity sposób łączy w sobie najświeższe popowe rozwiązania z zadymionym, hemingwayowskim klimatem targanej wichrami historii Kuby. Nigdy nie byłem na tej wyspie, a jej urokliwą (jak się wydaje) stolicę znam tylko z filmów i książek. Jestem jednak przekonany, że Cabello udało się bez pudła uchwycić jej unikatową atmosferę Havany: jej ogrzanych słońcem uliczek, utrzymywanych w znakomitym stanie samochodów z lat 50. czy nadmorskich barów, w których mógł przesiadywać Hemingway (Ernest, nie Taco). Najważniejsza jest jednak szczerość, z którą Camila przekazuje nam opowieść o swojej ojczyźnie – to ona, w moim przekonaniu, determinuje cały utwór i sprawia, że można go słuchać non-stop.

Mick Jagger wie, jak zrobić dobre wejście. Po co wypuszczać – nagle i bez zapowiedzi – jeden utwór, skoro można opublikować od razu dwa? Chwalenie się jedną nową kompozycją jest dla dzieci, początkujących artystów, którzy niewiele widzieli i jeszcze mniej zrobili. A przecież Jagger jest gigantem muzyki, jedną z najważniejszych postaci w historii XX-wiecznej (pop)kultury. Dla fanów przygotował dwa numery: Gotta Get a Grip oraz England Lost. Oba są od siebie znacząco odmienne. Ten pierwszy to funkujący kawałek, który powoli „kołysze się”, w taki sposób zgrabnie dochodząc do satysfakcjonującego końca; z kolei ten drugi utrzymany jest w nieco cięższej stylistyce, z szybszym tempem i mroczniejszym tekstem. Co jednak najważniejsze, obie kompozycje brzmią naprawdę znakomicie: są dobrze napisane, nieźle wykonane i profesjonalnie zrealizowane. Czego chcieć więcej?

Jakiś czas temu nowym numerem pochwalił się David Guetta. Jeden z najpopularniejszych DJ-ów ostatnich lat nagrał przyzwoity numer 2U we współpracy z Justinem Bieberem. Jeszcze wcześniej z usług JB skorzystał DJ Khaled, produkując z nim numer I’m the One. Najnowsza piosenka, na której możemy usłyszeć Justina jest jednak jego własnym materiałem. Friends – bo taki tytuł nosi ta kompozycja – nie trzyma jednak poziomu przywołanych w tym akapicie hitów; jest jednostajna, nagrana na jedno kopyto i zwyczajnie nudna. Niby wszystko się zgadza: jest przyzwoity refren, a także odwołanie do panujących obecnie trendów w popie i muzyce tanecznej, ale to za mało, żeby przykuć na dłużej uwagę słuchacza.

Podobnie ma się sprawa z najświeższym singlem Aviciego. Pochodzący ze Sztokholmu DJ wypuścił jakiś czas temu EP-kę zatytułowaną Avici, którą miał nagrać podczas podróży przez Amerykę z przyjaciółmi. I rzeczywiście numer ten, jak i cała płytka, utrzymane są w dość radosnej atmosferze. Niestety zbyt często robi się tutaj przaśno, a Without You jest tego najlepszym przykładem. To prosty, żeby nie powiedzieć: prostacki, numer, w którym próżno szukać czegoś ciekawego czy nowego. Brzmi to raczej jak wytwór osoby inspirującej się dokonaniami Aviciego, niż jego własna kompozycja – tak bardzo jest odtwórcza i… nudna. Całość dobija także tragiczna jakość nagrania. Zdaję sobie sprawę, że historia o rejestrowaniu piosenek w samochodzie z przyjaciółmi miała być „fajna” i „cool”, jednak dla mnie jest dowodem na to, że najlepsze realizacje pod względem dźwiękowym powstają w stabilnych warunkach normalnego studia nagraniowego. Samochód jest dobry do odbywania podróży czy przeżycie swojego pierwszego razu z dziewczyną/chłopakiem, nie do rejestrowania muzyki, którą odsłuchają setki tysięcy ludzi.

Ostatni z numerów, który zaprezentuję w najnowszym Muzycznym patrolu również nie skradł mojego serca. Mowa tu o piosence What About Us autorstwa Pink. Kawałek ten promuje niewydany jeszcze album Beautiful Trauma, pierwszy od czasów wydanego w 2012 roku The Truth About Love. What About Us nie jest numerem złym: widać w nim rękę profesjonalistów i spore pieniądze włożone w jego powstanie. Jest on jednak, przynajmniej w mojej opinii, zbyt nijaki, żebym namiętnie do niego wracał. Największym grzechem Pink w tej piosence jest brak zdecydowania, w którym kierunku chce z nią podążać; czy ma to być wzniosła ballada (jak sugeruje bombastyczny refren), czy też kameralny utwór o miłości, taki, którego możemy słuchać płacząc w poduszkę. W efekcie otrzymaliśmy coś, co może powodować łzy – jednak chyba nie w taki sposób, w jaki wymyśliła to sobie – skądinąd bardzo utalentowana – artystka.

Pasek - kreska

Setlista:

Camila Cabello – Havana
Mick Jagger – Gotta Get a Grip/England Lost
Justin Bieber feat. BloodPop – Friends
Avicii – Without You
Pink – What About Us