Najlepsze z najlepszych – Elvis Presley

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Sony Music Group (nr 1-5), Bogusław Krupczak (nr 6)

 

Dokładnie 40 lat temu zmarł Elvis Presley. Człowiek, który zupełnie zmienił obliczę muzyki popularnej i ustawił ją na kurs, którym podążamy – w mniejszym bądź większym stopniu – do tej pory odszedł 16 sierpnia 1977 roku w Memphis, zostawiając po sobie ogromną spuściznę w postaci niezliczonych filmów, koncertów i, rzecz jasna, albumów. Tych do tej pory (łącznie z krążkami wydanymi pośmiertnie) rozeszło się na całym świecie ponad 600 milionów, co stanowi niebotyczny wynik, zupełnie nieosiągalny dla niemalże wszystkich muzyków.

Korzystając z tej doniosłej okazji (w końcu tego typu rocznice nie wypadają codziennie, ani nawet co dwa dni) postanowiłem poświęcić najnowszy wpis z serii Najlepsze z najlepszych właśnie Królowi. Dyskografia Presleya jest niezwykle rozbudowana; pełno w niej i albumów studyjnych, i wydawnictw koncertowych, i soundtracków. I oczywiście singli, których polska Wikipedia naliczyła aż 106. Wybór trzech „najlepszych z najlepszych” jest więc piekielnie trudny lub – mówiąc otwarcie – po prostu niemożliwy.

Opisane poniżej trzy krążki Króla wybrałem z trzech powodów. Po pierwsze, rzeczywiście charakteryzują się one niezwykle wysoką jakością, dzięki której słucha się ich nawet dziś z niekłamaną przyjemnością. Po drugie, każdy z tych albumów odegrał w karierze Elvisa ważną rolę. Pierwszy z nich – Elvis Presley z 1956 roku – jest jego fonograficznym debiutem; drugi – Elvis Is Back! z 1960 roku – został nagrany po powrocie (co zdradza sam tytuł) Presleya z wojska; trzeci – From Elvis in Memphis z 1969 roku – stanowił wielki powrót Króla do formy, ostatni tak znaczący w jego przepięknej karierze.

A – miałem przecież podać trzy powody, a póki co doliczyliście się tylko dwóch, prawda? Otóż wybrałem te krążki, ponieważ je po prostu zaje***cie lubię. Miłej lektury!

Pasek - kreska

Elvis Presley
RCA Victor
23.03.1956

 

Nikt nie mógł się spodziewać, że wydany 23 marca 1956 roku album Elvis Presley na zawsze zmieni historię muzyki popularnej. Sesje nagraniowe, podczas których zrealizowano ten kultowy już materiał zajęły zaledwie kilka dni (choć rozciągniętych w czasie). Łącznie na płycie zmieściło się 12 numerów, które łącznie trwały nieco ponad 28 minut. Tyle jednak wystarczyło, by zachwycić Amerykanów, Amerykanki zaś doprowadzić do ekstazy, którą przeżyją potem jeszcze tylko raz – podczas Beatlemanii.

To właśnie z Elvis Presley pochodzą takie hity Króla, jak Blue Suede Shoes (gdzie od razu daje się poznać jako zawadiacki typ, który ostrzega, by nie deptać jego niebieskich zamszowych butów), Tutti Frutti (wzięte później na warsztat m.in. przez Queen) czy Blue Moon. Najważniejsza w tym dziele jest jednak szczera, młodzieńcza energia, która przebija się przez każdy akord zagrany na gitarze i zaśpiewany wers. W momencie nagrywania płyty artysta był bardzo młody (miał zaledwie XXX lat) i chociaż mało wiedział o świecie, to umiał czarować swoją osobowością i zarażać wszystkich optymizmem.

Pasek - kreska

Elvis Is Back!
RCA Victor
08.04.1960

 

1958 rok był dla wielu fanów i (przede wszystkim) fanek Elvisa niezwykle trudny. Armia Wujka Sama za nic miała sławę młodzieńczej gwiazdy i upomniała się o niego – jak o każdego sprawnego młodzieńca w jego wieku. Presley, przed chwilą nagrywający bestsellerowe płyty i występujące w popularnych filmach, musiał przywdziać wojskowe kamasze i zniknąć z życia publicznego. Chociaż z perspektywy czasu wiemy, że ta chwilowa przerwa raczej pomogła Elvisowi niż mu zaszkodziła, to w tamtym momencie jego przyszłość wcale nie była pewna. Na pytanie jednego z dziennikarzy co zrobi, jeśli po wyjściu z wojska nie będzie już rock’n’rolla, artysta uśmiechnął się tylko niepewnie i odpowiedział, że chciałby wtedy rozwijać karierę aktorską.

Życie dla Presleya okazało się jednak łaskawe. Nie dość, że jego życie w wojsku przypominało raczej wakacje (o czym jeszcze przeczytacie na MttP), to jego absencja wzmocniła tylko miłość fanów. Co więcej, po powrocie Król nagrał jeden ze swych najlepszych krążków – Elvis Is Back!, w skład którego weszła jedna z jego najważniejszych piosenek, Feaver. Krążek został przygotowany niezwykle profesjonalnie; słychać w nim rękę Pułkownika Parkera, któremu bardzo zależało, by udowodnić/przypomnieć światu wartość Elvisa. W nagraniach udział wzięli m.in. starzy współpracownicy artysty, tacy jak Scotty Moore czy Floyd Cramer. Jednak zespół ten, wzbogacony o nowego gitarzystę – Charlie’go Hodge’a, wziął na warsztat nie tylko rock’n’rollowe przeboje, lecz udał się także w mniej oczywistych kierunkach, co – koniec końców – opłaciło się.

Pasek - kreska

From Elvis in Memphis
RCA Records
17.06.1969

 

Pod koniec lat 60. kariera Elvisa znalazła się na zakręcie. Praktycznie całą dekadę kręcił on filmy proponowane mu (choć nie jest to raczej odpowiednie słowo) przez Pułkownika Parkera, spychając na drugi plan muzykę, będącą w tym czasie zaledwie jednym z kilku sposobów, na które można było zarobić pieniądze. Menager Presleya miał na niego określony plan, który obejmował stworzenie kolejnego filmu, któremu towarzyszyć będzie soundtrack. Początkowo plan był nawet niezły, jednak produkowane maszynowo dzieła straciły znacznie na jakości i Król zaczął być parodią samego siebie. Na dodatek w latach 60. dokonał się w branży muzycznej istny przewrót kopernikański – właśnie w tej dekadzie świat swoją twórczością podbili Beatlesi, a na przejęcie tronu szykowały się już kolejne formacje, z Led Zeppelin na czele. Czy było w tym miejsce na starzejącego się (choć jeszcze nie starego) przedstawiciela rock’n’rolla?

Jak się okazało – było. Wystarczyło tylko porzucić nagrywanie marnych filmideł i skupić się na tym, co Elvisowi wychodziło najlepiej, czyli na muzyce. Krążek From Elvis in Memphis jest jednym z najlepszych w całej karierze artysty. Nagrywany w American Sound Studio w Memphis w styczniu i lutym 1969 roku przyniósł ze sobą kilka największych hitów Króla, na czele z kawałkiem In the Ghetto. Jeszcze ważniejsza okazała się jednak kompozycja Suspicious Minds autorstwa Marka Jamesa, która – choć nagrana podczas styczniowych sesji – nie weszła w skład oryginalnego wydania. Numer ten był 18. numerem jeden Elvisa w Stanach (i jednocześnie ostatnim), walnie przyczyniając się do jego tryumfalnego powrotu. Niestety od tego momentu artysta zmierzał już tylko w dół. I chociaż miał jeszcze kilka godnych uwagi zrywów, to właśnie album From Elvis in Memphis wyznaczył szczyt jego twórczych możliwości.