Oglądasz czy słuchasz? #3 – Abel Korzeniowski

Autor: Kamil Brycki

 

Kompozytorzy muzyki filmowej muszą dostosowywać się do obrazów, do których tworzą – to nawet nie podlega dyskusji. Wszakże rzadko zdarza się utwór, który pasuje do wielu sytuacji czy wielu scen pochodzących z różnych filmów; kiedy już się za to zdarzy, to szybko zaczyna być rozpoznawalny i sprawia wrażenie wyeksploatowanego. Twórcy często stawiają na różnorodność, o czym już przekonywałem przy dwóch poprzednich, prawdopodobnie już zapomnianych (ale bez obaw, można je sobie przypomnieć TUTAJ i TUTAJ), felietonach. Ale tym razem przyjrzymy się kompozytorowi, którego styl jest bardzo łatwo rozpoznać – Adamowi „Ablowi” Korzeniowskiemu.

Abel Korzeniowski jest kompozytorem pochodzącym z Krakowa. Miał na swoim koncie już jakiś czas temu przyjemne ścieżki dźwiękowe, które nawet były nominowane do kilku nagród, większą popularność zdobył jednak dzięki wizjonerskiemu Tomowi Fordowi i jego dwóm filmom: Samotnemu mężczyźnie oraz najnowszym Zwierzętom nocy. Dzięki temu drugiemu dziełu poznałem Korzeniowskiego i postanowiłem spojrzeć szerzej na jego twórczość; uważam bowiem muzykę ze Zwierząt… za jedną z najładniejszych i najbardziej klimatycznych ścieżek dźwiękowych, jakich miałem okazję słuchać (prawdopodobnie wynika to też z faktu ogromnego wrażenia, jakie zrobił na mnie film, a także zaintrygowania osobą Toma Forda. Na moją mini-recenzję proszę więc spojrzeć z przymrużeniem oka). To był świetny wybór!

Kolejnym oczywiście był soundtrack z filmu Samotny mężczyzna. O ile Zwierzęta nocy bazowały głównie na dyskretnych i poruszających motywach, atakując w zasadzie tylko w przypadku pierwszego i ostatniego utworu większą ilością instrumentów, tak Samotny… brzmi już inaczej. Zaczynamy od smutnej kompozycji przeznaczonej na skrzypce z akompaniamentem, które zresztą na płycie pojawią się jeszcze nieraz; po czasie jednak przygnębiająca atmosfera znika, dając trochę nadziei i uśmiechu w bardzo przyjemnym utworze na pianino. W porównaniu do późniejszego dzieła kompozytora uderza mnogość uczuć i emocji, które (przynajmniej w moim przypadku, kiedy jeszcze nie oglądałem filmu) potrafią wywołać ciarki na plecach. Zwierzęta nocy są jednak nastawione bardziej na wspieranie filmu i muzyka ma tam tylko pomagać w budowaniu napięcia.

Później przestałem się interesować chronologią i chwyciłem za ścieżkę dźwiękową, która była dla mnie najciekawsza z nazwy – Romeo i Julia. Dominujące pianino i – znów – dużo uczuć, bardzo podobnych do tych serwowanych w Samotnym mężczyźnie, jednak dzięki zamianie instrumentu podanych nie w aż tak dramatyczny sposób. Domyślam się, że przekłada się to również na samą historię, która co prawda nie należy do najweselszych, ale nie jest też aż tak dołująca jak w przypadku filmu Forda. Po odsłuchaniu Romea i Julii przystąpiłem jeszcze do pozostałych ścieżek dźwiękowych. Po jakimś czasie udało mi się wyłowić jeden instrument, który w twórczości Korzeniowskiego powtarzał się regularnie: pianino.

Czy mówimy tutaj o Samotnym mężczyźnie, czy o Romeo i Julii, czy o słabo ocenianym W.E., fortepian zawsze jest najważniejszym instrumentem. Pojawia się w najszybszych i najwolniejszych kawałkach, aby wprowadzić znaczną dawkę klawiszowego narkotyku do muzycznego krwiobiegu. Z tego powodu też Korzeniowski dość szybko stał się jednym z moich ulubionych kompozytorów, mimo że nie miałem z nim wcześniej do czynienia. Takie kawałki, jak Dance for me Wallis, Juliet’s Dream, Solitary Woman oraz wiele innych skutecznie zachęcają do ponownych odsłuchów i konsekwentnego poszerzania swojej muzycznej bazy. Na dodatek, skoro mowa już o klawiszach, koniecznie muszę wspomnieć też o skrzypcach, które w przypadku „ablowych” kompozycji często pojawiają się jako instrument solowy, a nie tylko jako sample przygotowane wcześniej do znaczącego skrócenia procesu nagrywania ścieżki dźwiękowej. Te elementy przewijają się przez każdą płytę z utworami skomponowanymi przez Korzeniowskiego i rzutuje to na zdecydowanie pozytywny odbiór całokształtu twórczości.

Jeżeli więc jeszcze nie było okazji posłuchać Abla Korzeniowskiego, najwyższy czas nadrobić zaległości. Proponuję zacząć od Wayward Sisters, Table For Two i pozostałych utworów wymienionych w powyższym tekście, ponieważ to właśnie one robią największe wrażenie, pokazując moc dobrze wykorzystanej małej orkiestry. Wśród filmów na szczególne wyróżnienie zasługują obrazy Toma Forda i to właśnie z nimi muzyka Korzeniowskiego zyskuje na dodatkowej sile i wartości – jeżeli jest taka możliwość, to radzę skupić się na tych filmach i potem zagłębić się w starszą twórczość tego kompozytora. Jedno jest pewne – ja będę do niego regularnie wracał i czekał na kolejne ścieżki dźwiękowe. Nawet te, które nie wyjdą we współpracy z nietuzinkowym i wychwalanym przeze mnie reżyserem.

Pasek - kreska

SOUNDTRACK DO FILMU METROPOLIS
Autor: Bartosz Pacuła

 

Jakiś czas temu miałem okazję przeprowadzić wywiad z Władysławem Komendarkiem, który od kilku lat jeździ po Polsce z muzyką do kultowego już filmu Metropolis z 1927 roku. Nie jest to jednak pierwszy, ani najbardziej znany muzyk znad Wisły, który chwycił się takiego przedsięwzięcia. Swoją wizję muzyki do obrazu Fritza Langa zaproponował również – w 2014 roku – właśnie Korzeniowski. Relację z pokazu Metropolis z muzyką graną na żywo na MttP możecie przeczytać TUTAJ. Polecam lekturę tego artykułu, ponieważ być może przed niektórymi odkryje fantastyczne i – niestety – mało rozpoznawalne dzieło. To rzecz naprawdę wysokiej próby: z jednej strony idealnie wspiera wydarzenia przedstawione na ekranie, z drugiej zaś wyróżnia się swoim własnym, niepowtarzalnym charakterem. Z taką muzyką Metropolis można oglądać w nieskończoność.