Oglądasz czy słuchasz? #4 – Alexandre Desplat

Autor: Kamil Brycki

 

Oglądając całkiem niedawno, po raz kolejny, Grand Budapest Hotel nie mogłem nie zwrócić uwagi na wybitny kunszt, z jakim ten obraz został zrealizowany. Wszystkie kadry zostały przemyślane i odpowiednio wyreżyserowane, nie pozostawiając absolutnie nic przypadkowi. Co jednak również w dużym stopniu wpływa na niezwykle pozytywny odbiór tego filmu to świetnie pasująca do klimatu muzyka, skomponowana przez francuskiego kompozytora. Alexandre Desplat to na szczęście nie gwiazda jednego filmu i jego muzyka uszczęśliwia widzów również w innych, może nie tak wyszukanych, ale z pewnością również wartych uwagi obrazach.

Wydaje mi się, że jednym z głośniejszych filmów, gdzie za ścieżkę dźwiękową opowiadał Desplat, to The Imitation Game. Historia opowiada o geniuszu mającym swój udział w łamaniu Enigmy – niemieckiej maszyny szyfrującej z czasów II wojny światowej, w dużym skrócie – który jednak był on prześladowany przez swoją odmienność. W tej ścieżce dźwiękowej mamy regularnie do czynienia z pianinem oraz całą sekcją smyczkową, grającą bardzo podniosłe i budujące tematy, co oczywiście znajduje swoje uzasadnienie w przedstawionym na ekranie obrazie. Soundtrack potrafi być również tajemniczy i bardziej skryty, jednak nie da się ukryć, że najbardziej rozpoznawalne utwory – główny motyw oraz temat Alana Turinga – to kompozycje bądź co bądź typowe dla amerykańskich filmów wojennych.

Ja jednak szczególną uwagę przykładam do detali, a tych jest w ścieżce dźwiękowej The Imitation Game wystarczająco, aby uznać muzykę za ciekawą. Mimo że wyjątkowego poruszenia nie odczułem, to słuchając chociażby U-Boats czy też Alan czerpałem z tego niekłamaną przyjemność. Myślę, że ta ścieżka dźwiękowa jest bardzo dobrze wypośrodkowana. Co interesujące, Desplat odpowiada również za ścieżkę dźwiękową z rebootu Godzilli, co jest o tyle ciekawe, że w takim filmie raczej mało kto na muzykę zwraca szczególną uwagę. W przypadku tego soundtracka akurat i ja wyjątkowo na tym aspekcie się nie skupiałem, pokazuje on jednak, że Desplat nie lubi ograniczać się do jednego rodzaju filmów. Godzillę jednak warto potraktować jako ciekawostkę, a teraz czas przejść do kolejnego istotnego ogniwa – Zero Dark Thirty.

Jest to jeden z ciekawszych filmów, jakie miałem okazję oglądać i jest w nim coś bardzo, ale to bardzo niepokojącego – cisza. Skomponowanie muzyki do takiego filmu było z pewnością nie lada wyzwaniem i jestem pod ogromnym wrażeniem pracy wykonanej przez Desplata: mamy tutaj w końcu obraz o ratujących świat amerykańskich żołnierzach, lecz mimo to w OST Zero Dark Thirty podniosłości i wybuchów można ze świecą szukać. Pojawia się chór; dominują przejmujące i ciężkie tematy smyczkowe, ale oparte nie na orkiestrze, a pojedynczych instrumentach – dzięki tym zabiegom nie odnosi się wrażenia, że ścieżka dźwiękowa jest pompatyczna i przerysowana.

Największą perełką wśród dyskografii Desplata jest jednak Grand Budapest Hotel, przynajmniej w moim odczuciu. Cudowny obraz wymagał odpowiedniej muzycznej oprawy i – tak jak pisałem wcześniej – nic nie mogło zostać pozostawione tu przypadkowi. Desplat świetnie oddał klimat magicznego dzieła kinematografii i naprawdę ciężko powiedzieć czy film zasłużyłby na te wszystkie nagrody, gdyby nie towarzyszyła mu tak świetnie dobrana muzyka. W trakcie oglądania i słuchania uśmiech nie schodzi z twarzy nawet na chwilę, nawet kiedy mam już trzy seanse i dziesiątki odsłuchów za sobą; wesołe, lekko rozmyte pianino (Mr. Moustafa) wspominam do dziś, tak samo jak i mandolinę (Moonshine), kojarzącą się jednoznacznie z zabawnym i nie idącym po niczyjej myśli pościgiem. Mógłbym tak wymieniać bez końca, najlepiej jednak Grand Budapest Hotel obejrzeć. Jeżeli tamte czasy miały swoją ścieżkę dźwiękową to właśnie taką.

Alexandre Desplat ma na swoim koncie kilka filmów wojennych, jednak najbardziej cenię go za opisany w akapicie wyżej Grand Budapest Hotel. Pokazuje on, jak bardzo otwarty jest autor; że potrafi bawić się muzyką i nie musi ograniczać się do motywów podniosłych i iście „hollywoodzkich”. Pozostaje więc czekać na więcej filmowych perełek, przy których będzie miał okazję pracować.