Oglądasz czy słuchasz? #5 – Hans Zimmer

Autor: Kamil Brycki

 

Nie trzeba być filmowym maniakiem, aby regularnie spotykać się z muzyką skomponowaną przez Hansa ZimmeraIncepcja, Gladiator, Interstellar, Piraci z Karaibów, The Dark Knight, Sherlock Holmes, Kung Fu Panda, Kod da Vinci… Dzieł można wymienić naprawdę wiele, jednak ten przekrój pokazuje, jak eklektyczny w swej twórczości jest Zimmer. Tworzy sam, bez pomocy orkiestry, lecz za pomocą wysokiej jakości sampli oraz porządnego keyboardu i wychodzi mu to tak dobrze, że często mało kto w ogóle zwraca na to uwagę. Jakie są jednak jego najlepsze dzieła?

Trudno wskazać najlepsze, wiem za to, które należą do moich ulubionych – a że są to ścieżki dźwiękowe znacznie różniące się od siebie, to bardzo dobrze zobrazują szeroki wachlarz umiejętności  kompozytorskich Zimmera. Potrafi on – wykorzystując naprawdę małą ilość nut (nieraz te kompozycje są naprawdę proste, lecz dobrze zorkiestrowane) – wywołać całą gamę emocji, przez co większości z jego utworów nie można zarzucić prostactwa i pójścia na łatwiznę. Choć pewnie jednym z jego najpopularniejszych dzieł jest soundtrack z Piratów z Karaibów, to temu przyjrzałem się już jakiś czas temu (konkretnie TUTAJ) – przejdę więc do kolejnej perełki w całkowicie innym klimacie: Interstellar.

Interstellar (recenzja TUTAJ) jest bogaty w syntezatory i organy, kiedy potrzebuje siły; w syntezatory i pianino, gdy musi mocniej grać na emocjach widzów. W utworach mających wywoływać ciarki (No Time for Caution, Mountains) towarzyszy nam coś w rodzaju tykania zegara – perkusja wybija rytm głośno i regularnie, aby wszyscy wiedzieli o nieuchronności przed zbliżającym się końcem. Dodajmy do tego kościelne organy i, oczywiście, pełną gamę dramatycznych instrumentów w tle – zapewniam, że w trakcie oglądania filmu ciężko jest wysiedzieć w miejscu.

Kosmiczna odyseja Nolana to jednak nie tylko dramat, ucieczka i akcja, to również sceny rodzinne i coś w rodzaju „farmerskiej sielanki”; wtedy też mamy okazję lepiej poznać bohaterów i ich motywacje. Tutaj Zimmer zrezygnował z organów (choć nie całkowicie!), a przerzucił się na pianino, tworząc motyw tak prosty, że aż trudno uwierzyć, jak wiele potrafi on zmienić w odbiorze filmu. Day One przewija się dość regularnie i za każdym razem „robi robotę”. Ścieżka dźwiękowa Interstellar jednak nie jest perfekcyjna, ponieważ wiele utworów jest mocno rozmytych – brzmi to jak nieustanne budowanie napięcia przed najmocniejszymi faworytami, bo to właśnie one sprawiają, że ścieżkę koniec końców zaliczam do bardzo, bardzo dobrych.

The Dark Knight – znów Christopher Nolan, znów Hans Zimmer. Ta dwójka musi bardzo mocno motywować się wzajemnie do działania, ponieważ rzeczy wychodzące spod ich rąk nigdy nie pozostawiają uczucia niedosytu. The Dark Knight, czyli druga część trylogii o Batmanie ukazanym w bardziej ludzki i mroczny sposób, potrzebowała muzyki silnej, wręcz potężnej, ale jednocześnie nie przerysowanej i wywołującej uśmiechu politowania. Dostajemy więc smyczki, ogrom smyczków; napięcie jest budowane sukcesywnie w dość długich kompozycjach, aby w punktach kulminacyjnych nie zawieść słuchacza, tylko dosłownie wgnieść go w fotel.

Kiedy nadchodzi już ten moment, że smyczki nie są w stanie zrobić więcej – nadchodzą waltornie skrzętnie wykorzystywane przez przemysł filmowy do „epickich” ścieżek dźwiękowych. Jest z nimi o tyle łatwo, że instrumenty dęte znacznie łatwiej nagrać, przez co sample są zazwyczaj nie do odróżnienia od faktycznej orkiestry (smyczki sprawiają wiele trudności ze względu na złożoność artykulacji). Zimmer ma ogromne doświadczenie i jeszcze większą bazę dźwięków, przez co często jest w stanie samodzielnie pokazać nie tylko przez zapis nutowy, ale również przez pierwsze wersje utworów, jak te mają brzmieć – i dopiero zaakceptowane przez reżysera lądują w nagraniowym studio.

O Zimmerze można pisać i pisać, jednak i tak wszyscy czekają tylko na jedno – Incepcję. Jeżeli ktoś z czytelników nie wie, o czym mowa i nigdy nie słyszał Time, to koniecznie musi albo obejrzeć film, albo chociaż posłuchać tego utworu jak najszybciej (i wyjść z tej jaskini, w której mieszkał od czasów premiery tego filmu – BP). Zimmer w fenomenalny sposób gra w nim na emocjach, na początku wprawiając słuchacza w uśpienie, aby potem uderzyć go z impetem rosnącym przez dobre dwie minuty, doprowadzając w końcu do climaxu. Nic dziwnego, że Time jest aż tak uwielbiany przez słuchaczy, będąc jednocześnie inspiracją do remixów, a także innych ścieżek dźwiękowych (Kapitanie Philips, patrzę na ciebie).

Poza Time Incepcji występują oczywiście inne utwory, z czego na pewno na wyróżnienie zasługuje Dream is Collapsing. Tak naprawdę te dwie kompozycje stanowią świetny przekrój całej ścieżki dźwiękowej, ponieważ drugi z wymienionych ma całkowicie inny wydźwięk – goni na złamanie karku i atakuje kakofonicznymi dźwiękami, przyspieszając bicie serca i doprawiając akcję w filmie. Świetnie się tego słucha, jeszcze lepiej się to ogląda, choć nie da się ukryć, że cała Incepcja została zapamiętana (ścieżka dźwiękowa, oczywiście) za Time.

O Zimmerze można pisać i pisać – chciałbym jeszcze wspomnieć o Gladiatorze, który jest niezwykle magiczny i cudowny; o zabawnym Sherlocku Holmesie, gdzie muzyka idealnie opisuje idiotyczne zachowanie postaci granej przez Roberta Downeya Jr. Zamiast jednak pisać te kilkaset słów (już pewnie i tak macie mnie dość) zachęcam po prostu do odsłuchu choćby tych kilku wymienionych utworów, ponieważ naprawdę zasługują na uznanie publiczności. Ostatnimi czasy Zimmer nie miał niestety dobrej passy i jego kompozycje zaczęły tracić na swojej mocy i unikatowości, co zresztą sam zauważył tworząc ścieżkę dźwiękową do Batman v Superman (druzgocącą recenzję tego krążka znajdziecie TUTAJ) –  wierzę jednak, że to chwilowa niedyspozycja i niedługo zostaniemy zaskoczeni czymś nowym. I pięknym.