Penderecki conducts Penderecki Vol. 1 – recenzja

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Warner Classics (nr 1), Wojciech Pacuła (nr 2-4)

 

Miłośnicy muzyki dawnej, a do tego grona mam wielką przyjemność się zaliczać, na pewno wielokrotnie myśleli sobie jak brzmiałoby Requiem Mozarta czy Pasja św. Mateusza Bacha w interpretacjach autorów. Czy wybitny Johann Sebastian byłby zadowolony z nagrań zaproponowanych przez Karajana czy Marrinera? I jak na wersję Czterech pór roku w wykonaniu Seijiego Ozawy (nota bene – chyba najbardziej niedocenionego w Europie współczesnego dyrygenta) zareagowałby Vivaldi? Ciekawe to rozważania, choć całkowicie jałowe, nigdy bowiem nie poznamy odpowiedzi na te pytania. W zupełnie innej sytuacji są wielbiciele muzyki wokalno-instrumentalnej powstałej w XX wieku. Nie dość, że była ona już komponowana ze świadomością istnienia czegoś takiego jak album muzyczny i (choć to w mniejszym stopniu) „artystyczna specyfika fonografii”, to jeszcze jej twórcom w wielu wypadkach udało się zachować dla potomnych swoją własną, AUTORSKĄ wersję swych utworów.

Tak postępował – i wciąż postępuje – Krzysztof Penderecki (TUTAJ przeczytacie wywiad z nim). Zapowiedziana kilka miesięcy temu (czytaj TUTAJ) seria Penderecki conducts Penderecki jest kolejnym śmiałym krokiem dokonanym przez polską sekcję wytwórni Warner Music. Piszę „śmiałym” i naprawdę mam to na myśli: w serii tej wszystko ma stać na najwyższym poziomie, a jej odbiorcy powinni orientować się (przynajmniej w szczątkowy sposób) w wielu różnych aspektach związanych z Pendereckim. Co prawda nie wiadomo jeszcze ile płyt (i w jakim obrębie czasowym) się ukaże, jednak jest to obecnie jedno z najbardziej ekscytujących, moim zdaniem, przedsięwzięć wydawniczych na rynku polskim. Jak więc prezentuje się pierwsza, inaugurująca całość, część?

Uwaga potencjalnego nabywcy jest przyciągana od razu dzięki naprawdę atrakcyjnej okładce, wyróżniającej się wysmakowaniem i przyjemnym minimalizmem. Jej wygląd i faktura ma przywodzić na myśl drzewa, czyli jedną z największych pasji lusławickiego kompozytora, którą ten realizuje w swoim ogrodzie dendrologicznym. Spore wrażenie robi także obsada odpowiedzialna za wykonanie: prócz samego twórcy mowa tutaj o Orkiestrze i Chórze Filharmonii Narodowej (ten drugi pod dyrekcją Henryka Wojnarowskiego), Johannie Rusanen (pochodzącej z Kuopio sopranistki, mogącej pochwalić się wyższym wykształceniem muzycznym zdobytym w Berlinie i Wiedniu), Agnieszce Rehlis (która równie chętnie sięga po repertuar barokowy, jak i awangardowy) oraz Nikolayu Didence (rosyjskim basiście, m.in. byłym soliście moskiewskiej Opery Nowej). Ciekawie prezentuje się także dobór materiału: ma on stanowić szeroki przekrój przez muzykę wokalno-instrumentalną Pendereckiego. Dlatego też na Penderecki conducts Penderecki Vol. 1 trafiły utwory starsze (pochodzące z 1958 roku Psalmy Dawida), nowsze (Hymn do św. Wojciecha i Hymn do św. Daniła, oba z roku 1997) oraz zupełnie nowe, mające swoją światową fonograficzną premierę właśnie teraz (Dies Illa sprzed dwóch lat).

Z wielką przyjemnością donoszę, że wszystko to wygląda znakomicie nie tylko na papierze, ale i w rzeczywistości. Z pierwszą częścią Penderecki conducts Penderecki spędziłem długie godziny, wielokrotnie wracając do tego albumu. Za każdym razem byłem pod wielkim wrażeniem sesji odsłuchowych: czy to samych kompozycji, czy obłędnych chórów, czy wykrytych przeze mnie smaczków, niewidocznych na pierwszy rzut oka. Szczególnie zachwyciły mnie interpretacje dwóch Hymnów: dostojnych, potężnych, a jednocześnie bardzo lekkich, zapraszających raczej słuchacza do wspólnego spędzania czasu niż przytłaczających swoim ogromem.

Warto tutaj równie pochwalić czas trwania tego krążka, który wynosi nieco ponad 51 minut. To nie jest żadna kobyła, wypełniona do granic możliwości muzyką na zasadzie „bo tak” – widać wyraźnie, że ktoś poświęcił wyborowi kompozycji minimum niezbędnej uwagi, dzięki czemu wszystko zgrabnie się ze sobą łączy i zamyka w dobrym czasie. Penderecki conducts Penderecki Vol. 1 zachęca więc do ponownych sesji odsłuchowych i na pewno nie będzie wyrzutem sumienia melomanów, którzy go kupili, ale nie mają siły się z nim zapoznać, bo jest zbyt długi.

Dobrą robotę wykonali także ludzie odpowiedzialni za rejestrację tego materiału. Dla niektórych fanów wysokiej jakości dźwięku zaproponowana tutaj estetyka może być zaskakująca: scena muzyczna znajduje się w dość sporej odległości od słuchacza, dzięki czemu mamy tutaj do czynienia z naprawdę sporą przestrzenią i oddechem. Być może nieco mi to przeszkadzało w partiach stricte solowych (jak w w części Rex tremendae kompozycji Dies Illa), gdzie brakowało mi momentami mocy, zazwyczaj jednak wypadało to naprawdę przekonująco. Ponownie pochwalę tutaj Hymny, które i brzmieniowo wypadają najlepiej. Ich majestat, doniosłość zostały przez aspekt dźwięku jeszcze bardziej wysunięte na pierwszy plan, co po prostu robi piorunujące wrażenie. Nie jest to być może zbyt „audiofilskie”, ale to dobrze – nie wszystko musi przecież być nagrywane w taki sposób, prawda?

Pasek - kreska

Album Penderecki conducts Penderecki Vol. 1 zostaje wyróżniony nagrodą Great Music.

Great Music

Pasek - informacje

Wykonawca: Krzysztof Penderecki, Orkiestra I Chór Filharmonii Narodowej
Tytuł: Penderecki conducts Penderecki Vol. 1
Wytwórnia: Warner Classics
Data wydania: 2016
Gatunek: Muzyka awangardowa
Czas trwania: 51:03

Pasek - kreska

Tekst po raz pierwszy ukazał się na łamach miesięcznika „High Fidelity” w październiku 2016 roku.

Oryginalny tekst: CZYTAJ

High Fidelity - logo (2015)