Record Store Day 2017 w Krakowie

Autor: Wojciech Pacuła
Zdjęcia: Wojciech Pacuła

 

Dziesięć lat temu, w 2007 roku, miała miejsce pierwsza edycja imprezy znanej jako Record Store Day. Pomysł miał na celu „świętowanie kultury niezależnych sklepów z płytami winylowymi” (za: recordstoreday.com). W samych Stanach Zjednoczonych, z których ta idea do nas przybyła, jest ponad 1400 takich miejsc. Na świecie – dziesiątki tysięcy.

Ta szlachetna idea przyciągała początkowo niszowe sklepy i wydawców, którzy specjalnie na ten jeden dzień przygotowywali specjalne wydania często niepublikowanych wcześniej nagrań lub różniące się od regularnych wyborem utworów lub wersji. Z biegiem czasu, kiedy okazało się to znakomitym sposobem na promocję miejsc i artystów, do inicjatywy przyłączyły się duże koncerny, wypaczając w ten sposób pierwotną ideę. Przez branżę przetoczyła się wówczas debata dotycząca sensu promowania się w ten sposób w przyszłości.

Ale – nie ma co drzeć szat, płakać nad rozlanym mlekiem, dzieckiem wylanym z kąpielą, bo chociaż zmieniona, idea wciąż jest żywa: chodzi o promocję sklepów z płytami winylowymi i samego słuchania w ten sposób muzyki. Powtarzam: mimo wszystko mamy do czynienia ze świętem, przykładem triumfu idei nad materią; winyl to obecnie jedna z ikon popkultury. Co roku uczestniczymy więc w tym wydarzeniu, wydając spore kwoty, wspomagając w ten sposób sklepy, wydawców i wzbogacając swoje płytoteki.

Kraków do imprezy dołączył stosunkowo niedawno i to z oporami (więcej TUTAJTUTAJ i TUTAJ). Jak pisaliśmy, dociera do nas mały wyimek tytułów, a te które są, bardzo szybko znikają. Jednym ze sklepów, w którym jesteśmy co roku jest, mający swoją siedzibę na ul. Św. Tomasza 4 Music Corner. W tym roku duże koncerny dopisały, były płyty z Sony, Warnera i Universalu. Jak mi mówił jednak właściciel, coś się stało z dystrybucją małych wydawców, przez co tegoroczny RSD należał w Krakowie do tzw. „majdżersów”. Idea do góry nogami.

Z informacją na temat dostępności nic się w ciągu ostatnich trzech lat nie zmieniło. Kiedy we wtorek dzwoniłem do Music Cornera nikt nie potrafił mi powiedzieć, jakie tytuły będą dostępne, ponieważ firmy wydawnicze nie są skłonne dzielić się takimi informacjami, biorąc nas z zaskoczenia, podsyłając co im akurat się pod rękę nawinie. „Może popołudniu w piątek coś będzie wiadomo” – usłyszałem. Tym większą przyjemność sprawił mi telefon do drugiego miejsca, w którym tegoroczny Record Store Day był świętowany, niewielkiego butiku płytowego Paul’s Boutique Store, który znalazł swoje miejsce na Kazimierzu, na ul. Miodowej 4/7.

Przyjemne było nie to, że zapoznałem się z listą tytułów, bo tej oczywiście nie było, a to, że dzień później otrzymałem SMS-a z informacją o tym, kiedy dokładnie zostanie ona podana. Docierając w sobotę ok. 12.00 do sklepu, nie byłem sam. Jeszcze o tym nie wspomniałem jeszcze, ale w naszej peregrynacji towarzystwa dotrzymywali nam Dragan Solaja z żoną – Dragan jest właścicielem i konstruktorem belgradzkiej firmy Solaja Audio. Przyjechali do Krakowa, żeby się ze mną spotkać i przekazać wzmacniacz do testu (zaplanowany jest na czerwiec – ukaże się na łamach magazynu „High Fidelity”).

W sobotę 22 kwietnia Kazimierz był pełen ludzi. Nie odstraszyło ich zimno, a najwytrawniej słońce ośmieliło ich na tyle, aby zająć niemal każdy centymetr kwadratowy tej dawnej dzielnicy żydowskiej. Podobnie było w Paul’s Boutique Store. To nowy antykwariat, niewielki ale znakomicie zaopatrzony. Przepatrzyłem sporo płyt i muszę powiedzieć, że opisy dotyczące jakości krążków i okładek, zamieszczane na naklejkach, są dokładne. Nie mogłem się powstrzymać i kupiłem Fanfare for the Warriors The Art Ensemble of Chicago i zapewne wrócę po więcej.

Klimat w butiku był taki, jakiego można by się spodziewać po Record Store Day. Na pięterku przygrywał DJ, przed sklepem, w bramie, wystawiono pojemniki z płytami, a w środku kłębił się tłum. O tym, że jest impreza można się było dowiedzieć z rozwieszonych po Kazimierzu plakatów, zaprojektowanych i wydrukowanych samodzielnie. Ciekawe, ale ludzie z PBS nie wykorzystali oficjalnego loga RSD, w zamian za to przygotowali własne. Minusem był mały wybór tytułów przygotowanych na ten dzień – wydaje się, że „mejdżersi” nie zauważyli jeszcze, że na mapie Krakowa wyrósł ważny klient dla nich, a dla nas źródło dobrej muzyki na winylu. W przyszłym roku oczekuję dużych zmian w tej mierze…

Komercjalizacja, jak pisał na swoim blogu Polifonia.blog.polityka.pl Bartek Chaciński, nie była zamiarem twórców RSD. Tak jednak jest, że jeśli coś „chwyci” i można na tym zarobić, jest to szybko wciągane w główny nurt. Record Store Day jeszcze w nim nie jest, ale rozmach imprez (może poza Krakowem) jest na tyle duży, że zaczyna żyć własnym życiem. Czy jest więc sens, żeby to ciągnąć? A może 10-lecie to dobry moment, aby z godnością i poczuciem spełnienia – ostatecznie wypromowano ideę słuchania czarnych płyt – „zejść z barykady”?

Jeśli winyl jest dla nas niszą, to raczej tak, czas skończyć z udawaniem, że robimy coś dla „niezależnych”. Najwięcej zarabiają obecnie duzi wydawcy i ludzie sprzedający potem te tytuły na eBay’u. Uczestnicząc w tym wydarzeniu napychamy im konta. Nie wiem jednak, czy aby jest to dobra perspektywa. Wydaje się, że winyl pozostanie z nami na długo nie tylko jako gadżet i część popkulturowego ekosystemu. Mam wrażenie, że będzie częścią rynku muzycznego przez długi czas jako jeden ze sposobów na słuchanie muzyki za pośrednictwem fizycznego nośnika. I wcale nie będzie niszowy.

Jeśli tak, to Record Store Day powinien się odbywać corocznie, a właściwie dwa razy w roku, bo dochodzi do niego tzw. Black Friday, do końca świata. Wspomniany Bartek Chaciński wskazuje na to, że być może powinna zostać odpalona jakaś równoległa impreza, albo może „impreza w imprezie”, przeznaczona dla naprawdę niezależnych, małych, niszowych wydarzeń w postaci sklepów, wydawnictw i artystów. To miałoby nawet sens, ponieważ duży RSD ma potencjał wystarczający na to, aby promować coś więcej niż tylko siebie samego.

Dlatego już dzisiaj wiem, że za rok pójdę z przyjaciółmi do tylu krakowskich sklepów, ile będzie chciało w imprezie uczestniczyć, wydam sporo pieniędzy, napiję się potem piwa, porozmawiam, a w domu przez kolejny miesiąc lub dwa będę poznawał nabytki. Nawet jeśli będę wiedział, że ktoś na tym korzysta, a może nie powinien trudno się będzie oprzeć magii specjalnych wydawnictw, dostępnych w tym jednym, jedynym dniu. Do zobaczenia!

Pasek - kreska

ZAKUPY

 

Poniżej spis tytułów, które kupiłem, dla siebie i prowadzącego dział News Bartka:

– AIR, Le soleil est pres de moi, Parlophone | Warner Music France 95857370, splatter-vinyl, maxi 12” LP
– Curtis Knight feat. Jimmy Hendrix, Live at George’s Club 20, Sony Music Entertainment 85-41017-1, 2 x 180 g LP
– Def Leppard, The Def Leppard E.P., Mercury Records/Universal Music 5726672, 180 g LP
– Dmitri Shostakovich, Cello Concerto No. 2, wyk. Mstislav Rostropovich, Warner Classic, No. 0594/3000, picture disc
– Fleetwood Mac, Alternate Mirage, Warner Bros. Records 2794091, 180 g LP
– John Coltrane, The Roulette Sides, Roulette/Parlophone | Warner Music SR-52125, 10” LP
– Prince, Batdance (from Batman), Warner Bros. Records 9212570, maxi 12” LP
– Santana, Woodstock. Saturday August 16, 1969, Sony Music | Legacy 5195551, 180 g LP
– The Beatles, Penny Lane/Strawberry Fields Forever, Apple/Universal Music 5738561, 7” SP
– Tolga Kashif, The Queen Symphony, Warner Classic 9586215, 2 x 180 LP

Pasek - kreska

Tekst po raz pierwszy ukazał się na łamach miesięcznika „High Fidelity” w maju 2017 roku.

Oryginalny tekst: CZYTAJ

High Fidelity - logo (2015)