Selva Morale E Spirituale – Misteria Paschalia 2017 (10.04.2017)

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Wojciech Wandzel (nr 1-8), Krakowskie Biuro Festiwalowe (nr 9-10)

 

Jak głosi stara ludowa mądrość, „lepsze jest wrogiem dobrego”. Dokładnie to pomyślałem sobie, gdy Krakowskie Biuro Festiwalowe – współorganizator festiwalu Misteria Paschalia – ogłosiło radykalną zmianę formuły wydarzenia. Wielokrotnie sprawdzone w boju rozwiązania miały zostać zastąpione przez pomysły nowe, świeższe i… lepsze. Przez kilkanaście dni zachodziłem w głowę, zastanawiając się czemu zmieniać coś, co sprawdza się znakomicie? Czyżby ktoś w KBF-ie zapomniał, że stare ludowe mądrości mają w sobie chociaż ziarno prawdy?

W wypadku 14. edycji festiwalu Misteria Paschalia zadziałała jednak inna zasada. Ta, według której stagnacja i samozadowolenie oznaczają śmierć, a rozwijają się tylko ci, którzy nieustannie prą naprzód. Bo jak tu z czystym sumieniem można nazwać nową formułę tego wydarzenia „wrogą” w jakimkolwiek kontekście? Im więcej o tym myślę, tym bardziej doceniam zamysł i odwagę organizatorów w jego realizacji.

Całość została wymyślona w taki sposób: bierzemy jakiś obszar ważny dla muzycznej – i nie tylko – kultury Europy, kreujemy i następnie obsadzamy wakat Dyrektora Rezydenta, a następnie układamy program, który związany będzie właśnie z wspomnianym wyżej obszarem. W tym roku na warsztat wzięta została Francja, zaś w roli Dyrektora występuje Vincente Dumestre, założyciel i dyrektor działającego od 1998 roku zespołu Le Poème Harmonique. Przy okazji rozszerzamy skalę działania i nawiązujemy współpracę z potężnym partnerem medialnym (Mezzo), organizujemy więcej koncertów niż zazwyczaj, serwujemy ponadto kilka wydarzeń towarzyszących. Na papierze wygląda to całkiem nieźle, prawda?

Ta zmiana koncepcji – sama jej słuszność, a także nawiązanie do wysokich standardów, z których słyną Misteria – musi jednak zostać potwierdzona w trakcie trwania festiwalu. Dlatego też koncert inaugurujący 14. edycję tego wydarzenia miał szczególną wagę; nie tylko otwierał on Misteria Paschalia 2017, ale i zupełnie nowy rozdział w ich historii. Do zadania tego „oddelegowano” – rzecz jasna – samego Dyrektora Rezydenta i jego zespół. W zabytkowym kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej i św. Małgorzaty (którego historia sięga jeszcze XIV wieku i czasów Kazimierza Wielkiego) zabrzmiała – po raz pierwszy w Polsce! – muzyka z ogłoszonej drukiem w 1640 roku antologii kompozycji sakralnych Selva morale e spirituale.

Przechodząc do konkretów (bo zaraz wszyscy mi tu usną, a nawet nie zdążyłem wyrazić swojej opinii): wieczór spędzony w towarzystwie Dumestre’a i Monteverdiego mogę zaliczyć do udanych. Zebrani w kościele melomanii otrzymali godziwą dawkę znakomitej muzyki dawnej, której – zapewne większość z nich – nigdy wcześniej nie miała okazji usłyszeć na żywo. Większość zaprezentowanych nam utworów reprezentowała sobą niezwykle wysoki poziom. Myślę tutaj przede wszystkim o fenomenalnym początku, w skład którego weszły Toccata z Orfeusza Monteverdiego oraz Batalla de Barabaso yerno de Satanas Andrea Falconieriego. Oba utwory, ustawione jeden po drugim, zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Dokładnie tak chciałbym wyobrażać sobie Wielkanoc – jako święto radości, potęgi, zwycięstwa życia nad śmiercią.

Charakter utworów nie był jednak jednostajny. Prócz – jak możemy przeczytać w książce programowej festiwalu – kompozycji „o motywach fanfarowych” mogliśmy także usłyszeć rzeczy spokojniejsze, bardziej podniosłe i przejmujące. I te w większości przypadków sprawdziły się znakomicie, wypełniając od góry do dołu potężną przestrzeń kościoła św. Katarzyny. Dla przykładu, wieńczące całość Magnificat Monteverdiego świetnie dopełniło otwierającą Toccatę, prezentując zupełnie inne spojrzenie na wyrażanie emocji podczas Wielkiego Tygodnia.

Nieco mieszane uczucia mam co do samych wykonawców, którzy nie zawsze prezentowali równy poziom. Występ części z nich bez wątpienia można zaliczyć do światowego topu, inni z kolei wyglądali momentami, jakby sami nie wiedzieli gdzie się znajdują. Do tej pierwszej grupy na pewno można zaliczyć niektórych instrumentalistów. Świetnie wypadli (między innymi): Michèle Claude, odpowiedzialny za instrumenty perkusyjne; Charles-Edouard Fantin i Eric Bellocq (obaj obsługiwali arcylutnie); Melanie Flahaut (szczególnie podczas gry na flecie prostym). Również wśród solistów udało mi się wyłowić prawdziwą perłę w postaci mezzosopranistki Evy Zaïcik, której popisy wokalne niejednokrotnie wywoływały gęsią skórkę.

Z drugiej strony prawdziwym zawodem okazała się forma chóru, który wypadł… nieco bezbarwnie. Technicznie nie można było nic zarzucić, zabrakło mi jednak mocy i swobody w operowaniu głosem, którymi charakteryzowały się takie instytucje, jak Cor de Cambra del Palau de la Música Catalana (ich występ podczas zeszłorocznej edycji Misteriów był chyba najlepszym, jaki do tej pory słyszałem na żywo) czy RIAS Kammerchor. Nieszczególnie dobrze wypadł Frédéric Rivoal, odpowiedzialny za klawesyn i organy. Momentami można było odnieść wrażenie, że pan ten grał sobie coś zupełnie innego, a pozostali artyści jak na złość nie chcieli z nim porządnie współpracować.

Wczoraj Jacek Majchrowski, Prezydent Miasta Krakowa, „uznał za otwartą” kolejną edycję festiwalu Misteria Paschalia. Od wielu lat podczas Wielkiego Tygodnia w królewskim mieście prym wiedzie znakomita muzyka dawna prezentowana przez artystów z najwyższej europejskiej i światowej półki. I nie inaczej jest i tym razem – koncert Selva morale e spirituale zapewnił mi wiele przyjemnych chwil, do których na pewno będę jeszcze wracać pamięcią. Zabrakło co prawda – przynajmniej w mojej opinii – kilku szlifów, ale przecież nie będę drobiazgowy.

Pasek - kreska

TELEWIZJA MEZZO, CZYLI PRZEPRASZAM, ALE PAN TU NIE STAŁ

 

Jedną z najważniejszych nowości związanych z 14. edycją Misteriów jest nawiązanie współpracy z prestiżową (i bardzo wpływową) telewizją Mezzo, która zajmuje się między innymi transmitowaniem na żywo koncertów muzyki dawnej. Z punktu widzenia organizatorów współpraca ta stanowi wielką szansę na to, by Misteria Paschalia stały się marką z prawdziwego zdarzenia o światowym zasięgu. Niestety dla uczestników festiwalowych wydarzeń nie wszystko prezentuje się w równie przyjemnych barwach. Wszakże podczas koncertów pojawiać się będą sporych rozmiarów kamery i inne cuda techniki, które nie zawsze – jak myślę – zostaną fortunnie umiejscowione. Dokładnie tak wyglądało to wczoraj, gdy potężne oprzyrządowanie zasłoniło mi połowę muzyków. Nikt podczas kupowania biletów nie poinformował mnie (ani innych widzów) o tym, że będę miał wyjątkową okazję do zapoznania się z plecami jakiegoś kamerzysty – i za to organizatorom należy się spory minus. Rozumiem, że rozwój festiwalu wymaga podejmowania takich kroków, ale czy nie można było zminimalizować strat ponoszonych przez melomanów, którzy woleliby się skupić na słuchani muzyki, a nie ignorowaniu łażącego we wszystkie strony gostka z aparatem (bo taki też się pojawił)?