Sennheiser PC 373D – test

Autor: Bartosz Pacuła
Zdjęcia: Sennheiser

 

Rynek gier komputerowych to obecnie jedna z najbardziej dochodowych gałęzi branży rozrywkowej na świecie. Już dawno skończyły się czasy, w których za arcydzieła pokroju Another World czy Prince of Persia odpowiedzialne były pojedyncze osoby, które dzięki swojej pasji i zaangażowaniu (najczęściej „po godzinach”, w ramach samorealizacji) byli w stanie wysmażyć coś wyjątkowego. Obecnie pieniądze, które są do zgarnięcia z komputerowego rynku idą w miliardy, a największe studia na świecie (Rockstar Games, Naughty Dog, Blizzard) zaczynają powoli być postrzegane jako równi rywale dla twórców filmów czy seriali telewizyjnych. Nie powinien więc nikogo dziwić fakt, że coraz więcej firm spoza branży gier próbuje się tam dostać i uszczknąć coś dla siebie; w końcu nawet mały kawałek tak wielkiego tortu może być bardzo sycący. Gamingowa gorączka nie ominęła nawet firm z audiofilskim rodowodem, czego najlepszym przykładem jest ostatnia działalność Sennheisera – niemieckiego producenta sprzętu audio, w którego ofercie można znaleźć i budżetowe słuchawki za kilkaset złotych, i high-endowy system słuchawkowy, wyceniony na kwotę ok. 200 000 zł.

Słuchawki, które zaraz Wam opiszę nie są jednak przeznaczone dla garstki wybrańców, którzy mogą sobie pozwolić na tak szalony wydatek. Wprowadzony niedawno do sprzedaży model PC 373D jest bowiem propozycją dla graczy, którzy lubią jednocześnie posłuchać sobie muzyki w dobrej jakości. W środowisku tych pierwszych cena tych nauszników może szokować, dla każdego jednak, kto kiedykolwiek zetknął się z naprawdę porządnym sprzętem audio pozostaje jasnym, że te 1000 zł to wcale nie jest zbyt wygórowana cena. Szczególnie gdy mówimy o produkcie tak wszechstronnym i porządnie wykonanym, jak właśnie PC 373D od Sennheisera.

Pasek - kreska

DESIGN

 

Słuchawki PC 373D są konstrukcją zadaniową. Mają służyć określonemu celowi, więc ich projekt wzorniczy nie może być zbyt ekstrawagancki bądź stawiający na nietypowe, udziwnione rozwiązania. Stąd nieszczególnie zdziwił mnie fakt, że konstruktorzy Sennheisera zdecydowali się na tak prosty projekt. Dominują w nim minimalistyczne rozwiązania i łagodne rysy, obleczone oczywiście w nierzucający się w oczy kolor czarny. Jedynymi elementami przełamującymi tę wizualną nudę (wszakże potrzebną, nie chcemy przecież by wygląd słuchawek odciągał nas od wydarzeń prezentowanych na ekranie monitora) są mikrofon i nauszniki, oba z ciemnoczerwonymi akcentami. Oczywiście byłbym w stanie zrozumieć krytykę wyglądu PC 373D: nie bez powodu zdanie wcześniej posiłkowałem się słowem „nuda”. Traktując jednak te słuchawki jako określone narzędzie trudno mieć pretensję do Sennheisera o taki projekt.

Pasek - kreska

OBSŁUGA I FUNKCJONALNOŚĆ

 

Funkcjonalność i przyjemność w obsłudze: w tych dwóch sferach gamingowe nauszniki od Niemców lśnią najjaśniej. Dawno nie miałem takiej radości z codziennego używania jakichkolwiek słuchawek. Przede wszystkim należy tutaj pochwalić ich małą wagę: praktycznie w ogóle nie odczuwałem, że muszę dźwigać dodatkowy ciężar podczas odsłuchów. Co więcej, model ten naprawdę nieźle układa się na głowie; nie ściska skroni, jednocześnie mocno się trzymając, co docenią wszyscy co bardziej krewcy gracze.

Mój niekłamany zachwyt wzbudził także śmiesznie prosty patent związany ze zmianą głośności. Odpowiedzialne za ten aspekt pokrętło zostało umieszczone w dolnej części prawej muszli. Dzięki temu prostemu patentowi możemy błyskawicznie zmniejszyć bądź zwiększyć natężenie dźwięku, w zależności od naszych aktualnych potrzeb. Co jednak istotne, przekręcając pokrętło maksymalnie w lewo (a więc zmniejszając głośność) nigdy całkowicie nie „wyłączymy” dźwięku, przez co nie musimy się obawiać, że coś nam umknie, gdy będziemy musieli jednocześnie odbyć szybką rozmowę, np. z dziewczyną (że za dużo gramy) czy kolegą (że za mało z nim gramy). Zmyślność tego hołubionego przeze mnie pokrętła widać również w jego – wspomnianej wyżej – lokalizacji. Dużo lepiej jest, gdy to prawa ręka (spoczywająca podczas gry na myszy) musi być bardziej swobodna od lewej, odpowiedzialnej za sterowanie postacią.

Sennheiser bardzo dobrze poradził sobie także z mikrofonem. Jego włączanie i wyłączenie jest śmiesznie proste: wystarczy go opuścić lub podnieść do pozycji pionowej. Dźwięk, który przez niego przechodzi jest czysty i mocny, dlatego nasi kompani nie powinni mieć żadnych problemów ze zrozumieniem, że właśnie skończył mi się ostatni pocisk i NAPRAWDĘ nie mam jak wykończyć tego czołgu (w Battlefieldzie 3).

Jedynym mankamentem, który muszę odnotować przy okazji recenzji słuchawek PC 373D jest długość kabla. Siedząc blisko mojego źródła dźwięku (laptopa) musiałem non-stop zwijać ten przewód i uważać, by nie przytrzasnąć go krzesłem. Trochę do niewygodne, tym bardziej, że gracze nie zwykli krążyć po całym pokoju, gdy oddają się wirtualnym zmaganiom (co tłumaczyłoby obecność tak długiego „węża”).

Pasek - kreska

DŹWIĘK

 

Metodologia odsłuchu

Słuchawki nauszne Sennheiser PC 373D testowałem w dwóch różnych „środowiskach”. Po pierwsze, korzystałem z nich w trakcie zabawy z grami komputerowymi, zarówno w trybie dla pojedynczego gracza, jak i w sieci. Wykorzystałem tutaj m.in. Starcrafta II: Heart of the Swarm, Counter-Strike’a czy Rusta, sięgnąłem także po Rome II: Total War i Alien: Isolation. Po drugie, chciałem się dowiedzieć jak testowane przeze mnie nauszniki sprawdzą się w roli „zwykłych” słuchawek, tj. przeznaczonych do słuchania muzyki. Porównywałem je z konstrukcjami znacznie tańszymi (AKG Y50), kosztującymi mniej więcej tyle samo (HiFiMAN Edition S – test TUTAJ), a także wyraźnie droższymi (Sennheiser HD 800). Źródłem tego słuchawkowego systemu był laptop z programem foobar2000.

Odsłuch

Przyznam się szczerze, że z początku po PC 373D nie spodziewałem się zbyt wiele. Oczywiście wyroby Sennheisera doskonale znam i lubię (inaczej nie korzystałbym na co dzień z przywołanego modelu HD 800), martwiło mnie jednak to gamerskie podejście. Wiadomo – gry komputerowe rządzą się swoimi prawami, również w sferze dźwięku. Tam wszystko musi być bardzo „holograficzne”, szczególnie gdy gramy na wysokim poziomie w takie gry, jak Counter-Strike, gdzie usłyszenie zbliżającego się przeciwnika może stanowić o naszym być lub nie być. Wszystko inne w grach jest, jak mi się wydaje, drugorzędne w stosunku do przekonującej lokalizacji źródeł pozornych. Tymczasem Niemcom ten „problem” udało się jednak zgrabnie rozwiązać. Rzeczywiście w ich najnowszym wyrobie niepodzielnie króluje chęć zapewnienia zapierających dech w piersiach wrażeń przestrzennych, jednocześnie jednak nie zapomniano o innych aspektach brzmienia. W efekcie rzeczywiście otrzymaliśmy słuchawki, które powinny sprawdzić się i jako sprzęt gamingowy, i propozycja dla początkujących audiofilów.

Dowodem na prawdziwość powyższego stwierdzenia będzie fakt, że z PC 373D chętnie sięgałem po różne (naprawdę: bardzo różne) gatunki muzyczne, od rocka i metalu, przez audiofilskie realizacje jazzowe, na soundtrackach (nota bene – z gier) i muzyce dawnej skończywszy. Wielką przyjemnością było dla mnie słuchanie np. Pasji wg. św. Mateusza Johanna Sebastiana Bacha, na czele ze zjawiskowym fragmentem Sind Blitze, sind Donner in Wolken verschwunden?. Dźwięk był z jednej strony podany z wielkim rozmachem i poczuciem przestrzeni, oddechem, z drugiej zaś nie można było mu zarzucić żadnej rozlazłości. Wszystko zabrzmiało mocno, dynamicznie, energicznie. Zaskakująca była także liczba różnych smaczków, które testowane przeze mnie słuchawki miały do zaoferowania. Oczywiście w porównaniu z high-endowymi HD 800 detaliczność pozostawiała wiele do życzenia, wystarczyło jednak, bym na chwilę przesiadł się na mniejsze konstrukcje, bym natychmiast za PC 373D zatęsknił.

Najciekawiej – w moim przekonaniu – wypadł pojedynek między nausznikami od Sennheisera a słuchawkami HiFiMAN Edition S. Te drugie stanową swego rodzaju „mały high-end”: są dość toporne w użytkowaniu, są jednak w stanie zaserwować ponadprzeciętny dźwięk, spotykany w wyraźnie droższych konstrukcjach. A jednak PC 373D wcale nie wypadły na tle swojego stricte audiofilskiego konkurenta źle. Powiem więcej: niektóre pomysły w sferze brzmienia bardziej przypadły mi do gustu właśnie w tych gamingowych słuchawkach. Być może nie mogły one wykreować tak swobodnej i przekonującej przestrzeni, momentami brakowało mi też dobrze podanych wysokich tonów (te, które otrzymujemy z PC 373D nie są zbyt powalające), nie mogłem jednak narzekać ani na świetnie skrojony środek pasma (zaskakująco duży, mocny, dynamiczny), ani na pomysłowo poukładaną scenę dźwiękową. Znać w tych słuchawkach rękę profesjonalistów.

Chciałbym jeszcze wrócić do poruszonej przeze mnie kwestii rozpiętości gatunków, z którymi PC 373D dobrze sobie poradziły. A tych jest naprawdę bardzo dużo: z równie dużą przyjemnością słuchałem i The Barber of Seville Rossiniego, i soundtracka do gry Overwatch, i najnowszej płyty Brodki i starusieńkich nagrań Sepultury. To naprawdę fantastyczne słuchawki dla każdego, kto stawia w królestwie hi-fi pierwsze kroki: są na tyle dobre, by nie zniechęcić nikogo dość wysoką ceną, jednak na tyle uniwersalne, że powinny przypaść do gustu każdemu.

Pasek - kreska

PODSUMOWANIE

 

W dzisiejszym świecie najważniejsza jest pogłębiająca się specjalizacja. Chociaż ta postępuje od kilku tysięcy lat (zwykło się przyjmować, iż ostatnim naukowcem, który jako-tako radził sobie ze znaczną częścią ludzkiej wiedzy był… Arystoteles), to dynamizacja tego efektu nastąpiła kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu. Od tego momentu coraz trudniej znaleźć – w interesującym nas wypadku – urządzenie, które świetnie sprawdziłoby się w kilku rolach. A jednak, na przekór wszystkim trendom Sennheiser wysmażył słuchawki, które powinny zjednać sobie i graczy, i melomanów. Brzmi jak fikcja? Dla mnie też brzmiała. Dopóki PC 373D nie zagościły u mnie w domu.

Pasek - specyfikacja techniczna

Impedancja: 50 omów
Pasmo przenoszenia (słuchawki): 15 – 28 000 Hz
Pasmo przenoszenia (mikrofon): 50 – 16 000 Hz
Czułość (mikrofon): -38 dBV/Pa
SPL: 116 dB

Cena: 1059 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Aplauz.