Szczęśliwego Nowego… – nadzieje 2017 roku #1

Autor: Adrian Pilarczyk

 

Ryzyko związane z nadmiernym ekscytowaniem się danymi wytworami kultury gryzie mnie w tyłek praktycznie w każdym miesiącu, kiedy okazuje się, że pozycja, na którą tak bardzo czekałem, rozczarowuje na całej linii. W muzyce wykształciłem więc swego rodzaju mechanizm obronny, pozwalając tej gałęzi sztuk pięknych niczym rzeka przepływać przez mój umysł. Mówiąc już nieco bardziej przyziemnym językiem, ta pseudo-filozofia przejawia się głównie tym, że wolę penetrować internet w poszukiwaniu czegoś, co nieznane i zaskakujące, niż czekać na udowodnienie renomy któregoś z moich ulubionych zespołów. Co nie znaczy, że nie mam w domu kalendarza z kilkoma zaznaczonymi pozycjami na rok 2017.

Przekrój gatunkowy będzie dosyć zróżnicowany, ale bardziej spostrzegawczy dojrzą tutaj podział na szeroko rozumianą muzykę elektroniczną, rap oraz rock. Pozwoliłem sobie ograniczyć liczbę spekulacyjnych albumów do raptem jednego, bo w tym biznesie zjawisko „hype’u” w porównaniu do kinematografii czy gier komputerowych praktycznie nie istnieje, przez co płyty pojawiają się trochę znikąd. Na tej liście znajdują się więc głównie dzieła, do których braku premiery mogłaby doprowadzić jedynie katastrofa, z wyłączeniem z tej zasady jedynie ostatniej lokaty. Poza tym, kolejność nie ma większego znaczenia.

Pasek - kreska

Bonobo
Migration
Data wydania: 11.01.2016

 

Wydana już siedem lat temu płyta Black Sands brytyjskiego mistrza muzyki elektronicznej była jednym z moich przewodników po tym gatunku i udało jej się przy tym kompletnie mnie zauroczyć. Orientalna atmosfera połączona z maestrią spoczywającego za konsoletą (choć nie tylko) Simona Greena i sporą garścią wirtuozerii sesyjnych muzyków klasycznych sprawiły, że zdecydowałem się na dłuższe posiedzenie z podobnymi mu artystami. Nie powinno Was więc dziwić, dlaczego z sentymentem wypatruję jego najnowszej pozycji, Migration, którą Bonobo zapowiedział przy pomocy świetnego singla Kerala.

Pasek - kreska

Gorillaz
?
?

 

Niecałe siedem lat upłynęło od ostatniej płyty Gorillaz i powiedzieć, że fani z niecierpliwością wyczekują kolejnego dzieła Brytyjczyków to nie powiedzieć nic. Damon Albarn, Jamie Hewlett i cała reszta muzyków z zespołu może z całą pewnością szczycić się mianem członków formacji, który jest jednym z symboli pierwszej dekady tego tysiąclecia w muzyce popularnej i twórcą absolutnie wyjątkowej płyty, jaką jest Demon Days. Od tamtego czasu, a było to już 12 lat temu, autorom Feel Good Inc. raczej nie udało się wydać dzieła tak zapadającego w pamięć, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby tym razem było inaczej. Szczególnie, że Gorillaz przekonują, iż niczego nie pośpieszali, chcąc, aby ich najnowsza muzyka była jak najbardziej wyjątkowa i tak zaskakująca, jak tylko są w stanie ją uczynić.

Pasek - kreska

Run The Jewels
Run The Jewels 3
Data wydania: 24.122016/13.01.2017

 

W teorii już od kilku dobrych dni można się rozkoszować trzecią płytą tego słynnego duetu raperów, którzy wspólnie debiutując cztery lata temu wnieśli ogrom świeżości do gatunku. Z racji tego, że data premiery cyfrowej wersji „trójki” została przesunięta z zaskoczenia, nie byłem w stanie uwzględnić tej płyty na naszej liście Nagród roku 2016. Nic to jednak złego, gdyż za kilka dni odbędzie się premiera Run The Jewels 3 na fizycznym krążku, co jest dobrym pretekstem, by wcisnąć ją i tutaj. Killer Mike i El-P dotychczas dwukrotnie udowadniali, że to wyjątkowe duo jest w stanie tworzyć na najwyższych obrotach w krótkim okresie czasu i nie inaczej jest tym razem. Oczekujcie, że będzie wrednie, agresywnie i bez gwarancji wielu okazji na wzięcie oddechu.

Recenzja: CZYTAJ

Pasek - kreska

Steel Panther
Lower the Bar
Data wydania: 24.02.2017

 

Tak, Steel Panther to moje guilty pleasure, bo zwyczajnie nie jestem w stanie nie śmiać się na widok i dźwięk twórczości tych facetów. Pantery z Los Angeles są bodaj najbardziej odjechaną, parodyjną odsłoną glam metalu jaką jest nam dane oglądać w obecnych latach i jednocześnie, całkiem zgraną oraz uzdolnioną grupą muzyków. Ich teksty sprawiają, że nawet członkowie Tenacious D czerwienią się z zażenowania (czy naprawdę muszę mówić o czym są 17 Girls In a Row, That’s What Girls Are For albo It Won’t Suck Itself?), ale ciężko nie przejrzeć, że wszystko to jest bardzo sprawnie realizowaną koncepcją wizerunku scenicznego, przynoszącego SP dużą popularność. Doskonale wiem czego spodziewać się po Lower the Bar i już teraz zdaję sobie sprawę, że płyta ta niczym mnie nie zaskoczy. Co nie znaczy, że nie odpalę jej wielokrotnie z szerokim uśmiechem na twarzy (choć nie za głośno, aby nikt nie dowiedział się, że słucham takiej muzyki).

Pasek - kreska

The xx
I See You
Data wydania: 13.01.2017

 

Jedna z pozycji, od której będę w tym roku wymagał najwięcej. Wszystko to dlatego, że wydany półtorej roku temu album In Colour jednego z filarów The xx – Jamiego Smitha – niezwykle rozbudził mój apetyt na raczej prostą, radiową, ale hipnotyczną muzykę elektryczną. Mimo tego, że single promujące I See You nie zdążyły mnie jeszcze przekonać, a łączenie sił z resztą The xx nie zawsze robiło na mnie takiego wrażenia, jak solowa kariera Jamiego, londyńczykom nie zdarzyło się jeszcze rozczarować czy zejść poniżej świetnego poziomu. Liczę, że nie inaczej będzie tym razem.

Pasek - kreska

GZA
Dark Matter
?

 

Ponad 50-letni GZA, legendarny założyciel jednego z najbardziej wpływowych zespołów hip-hopowych w historii, a więc Wu-Tang Clanu, ciągle pozostaje aktywnym członkiem sceny. Od wielu lat pracuje on już głównie na swój rachunek, średnio dwa razy na dekadę racząc nas solowymi albumami, z których wydany w roku 1995 Liquid Swords pozostaje jednym z najbardziej klarownych przepisów na udane rap-LP. Mamy tam przecież doskonałe featy, uruchamiające liczne refleksje teksty (B.I.B.L.E.!) oraz zapadające w pamięć beaty, które mimo upływu lat ciągle robią wrażenie. Hip-hop jako gatunek wielokrotnie potrafił udowadniać, że mimo bycia zdominowanym przez głośnych, nowoczesnych i medialnych MC, wciąż jest w stanie docenić starych wyjadaczy, takich jak GZA. Nie znaczy to jednak, że w roku 2017 The Genius może już tylko zabrać nas w sentymentalną podróż w przeszłość, bo konsultacje z Neilem deGrasse’m Tysonem nad stroną merytoryczną płyty, która ma popychać do kontaktu z nauką oraz zaangażowanie do współpracy Vangelisa (twórcę kultowego soundtracku do filmu Łowca Androidów), kompletnie nie brzmią jak zwiastun odcinania kuponów.

Pasek - kreska

ScHoolboy Q
?
?

 

Jeżeli już mówimy o nowej gwardii stojącej na czele tego prężnie rozwijającego się gatunku, nie sposób nie wspomnieć o ScHoolboyu Q, który już zapowiedział wydanie nowej płyty w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Jego LP Blank Face zasłużyło na moją pochwałę na łamach Nagród roku 2016, nie wyróżniając się właściwie niczym rewolucyjnym, ale serwując solidną porcję ulicznego brzmienia przypominającego, że zanim Quincey stał się ikoną współczesnej sceny, parał się on nieco bardziej emocjonującymi zajęciami. Jeżeli rok 2017 miałby przynieść powtórkę z rozrywki, a ScHoolboy Q zawitałby choćby na Openerze, wcale nie byłbym rozczarowany.

Pasek - kreska

Marilyn Manson
SAY10
Data wydania: 14.02.2017

 

Gdyby nie wypuszczenie płyty The Pale Emperor dwa lata temu, temat kontrowersyjnego Marilyna Mansona byłby mi kompletnie obojętny. Do tamtej pory znałem kilka z jego najbardziej znanych utworów, ale nigdy nie czułem się zmotywowany do głębszego zgłębienia jego twórczości. Zmieniło się to właśnie wraz z premierą dziewiątej płyty pana Warnera, która zrobiła na mnie wrażenie nowoczesnym podejściem, dobrą formą wokalną (którą MM potwierdził na moich oczach na festiwalu Hellfest 2015) i całkiem przyjemnym brzmieniem, za które głównym odpowiedzialnym był Tyler Bates, kompozytor i producent znany głównie z pracy nad OST do gier wideo i filmów. Rozbudziwszy tak moją ciekawość, trudno jest mi nie wyglądać z zainteresowaniem w stronę Walentynek, na które Marilyn Manson w swoim stylu postanowił wyznaczyć datę premiery SAY10.

Pasek - kreska

Queens of the Stone Age
?
?

 

To bardziej wyciąg z moich marzeń niż realna pozycja, jakiej ujrzenia na półkach sklepowych należałoby się spodziewać w roku 2017. Nie ośmielę się jednak powiedzieć, że przy umieszczaniu na tej liście Queens of the Stone Age nie towarzyszył mi żaden rozsądek. Panowie z Kalifornii w zeszłym roku zapowiedzieli przecież powrót do studia i o ile nie postanowią przeskoczyć na tempo pracy w stylu Toola (którego to z szacunku do poczucia humoru czytelników postanowiłem nie umieszczać na tej liście), całkiem możliwym jest, że w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy dostalibyśmy ich nowe dzieło. Co prawda miałem cichą nadzieję, że może rok 2017 okaże się odpowiednim na wykonanie przez Josha Homme kilku telefonów do Dave’a Grohla i Johna Paula Jonesa, ale płakałbym ze szczęścia i na wieść o premierze nowego albumu Queens, bo to niewątpliwie mój ulubiony zespół rockowy. Najlepsze w rozważaniach o ewentualnych ramach ich najnowszej płyty jest to, że w dniu premiery może okazać się, iż o większości z nich należy zapomnieć, bo jest raptem garstka osób, które wiedzą co aktualnie dominuje w tej eksplozji kreatywności zwanej również głową rudego giganta z Palm Desert.