Three Worlds: Music From Woolf Works – recenzja

Autor: Kamil Brycki
Zdjęcia: Deutsche Grammophon (nr 1-3)

 

Doskonale pamiętam The Blue Notebooks – album, który był przepełniony klimatyczną i przygnębiającą muzyką, poprzeplataną z cytatami pochodzącymi chociażby z dzieł Kawki. Nie było to może mistyczne przeżycie, jednak do tego albumu do dziś regularnie wracam, ponieważ bardzo podoba mi się sposób, w jaki buduje on atmosferę kolejnymi utworami. Chociaż o richterowym koncercie, w którym miałem okazję uczestniczyć, za wiele dobrego powiedzieć nie można (a z biegiem czasu, nawet jeszcze mniej – więcej dowiecie się TUTAJ i TUTAJ), to i tak darzę kompozytora wielką sympatią. Dlatego też z zaciekawieniem postanowiłem sprawdzić jego najnowsze wydawnictwo, inspirowane dziełami Virginii Woolf. Bez zgrzytów się jednak nie obyło.

Zacznijmy jednak od początku – Three Worlds: Music from Woolf Works jest albumem, który wciągnął mnie od samego początku. Znów mamy do czynienia z wyrecytowanymi wersami , tym razem napisanymi przez Virginię Woolf, jednak w przeciwieństwie do The Blue Notebooks jest ich zdecydowanie mniej; w zasadzie nawet nie dają się odczuć w trakcie odsłuchu całości, co jest dla mnie bardzo dużą zaletą. W końcu odtwarzając płytę z muzyką, nie mam ochoty słuchać audiobooka, prawda?

Three Worlds jest również w miarę zróżnicowane, do czego również Richter zdążył nas przyzwyczaić – opiera się w dużej mierze na solowych skrzypcach, jednak dźwięki elektroniczne również nie są na krążku czymś wyjątkowym. Nie jest też aż tak smutno, jak w przypadku Infry czy Niebieskich Notatników, szczególnie w drugiej części albumu, który jest zdecydowanie bardziej żywy i intrygujący. Dalej jednak nie jest to dzieło wesołe czy wywołujące uśmiech – kompozytor wciąż bazuje na nostalgii i chce skłaniać do refleksji, co bardzo dobrze trafia w mój gust.

W pierwszej części albumu (krążek podzieliłem sobie umownie na pół, choć oficjalnie jest on podzielony na części odpowiadające poszczególnym dziełom pani Woolf) na moje szczególne uznanie zasługuje przede wszystkim Meeting Again, które po prostu fenomenalnie gra na uczuciach słuchacza. Mimo powtarzalności, o której jeszcze będę musiał wspomnieć, tego utworu słucham najczęściej, głównie ze względu na świetną grę skrzypiec z pierwszego i drugiego planu. Kompozycyjnie ten kawałek wydaje się banalny, żeby nie powiedzieć prostacki – ma jednak w sobie to coś, co najzwyczajniej w świecie łapie za serce.

Idąc dalej łatwo natrafić na Transformation, składające się głównie z dramatycznej partii smyczkowej – utwór na szczęście jest dość krótki, przez co, nie mimo swojej intensywności, nie męczy ucha. Z kolei każdy gracz z pewnością ucieszy się w trakcie słuchania Tyranny of Symmetry, które ewidentnie przywodzi na myśl walkę na arenie z ogromnym i znienawidzonym bossem wykreowanym przez złośliwych programistów. Kolejne kompozycje przynoszą już trochę ulgi, brzmią też jak zabawa konwencją i stanowią rozwiązanie akcji całego albumu, dochodząc aż do epilogu, który skrywa się pod postacią Tuesday. Tuesday trwającego 20 minut i będącego całkowicie bezsensownym utworem, którego – jako jedynego z całego albumu – naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć i dostrzec w nim czegoś pięknego. Słuchanie go więc odpuszczam sobie za każdym razem.

Skoro już jestem przy wadach, nie sposób ominąć jednej rzeczy, którą cechują się w zasadzie wszystkie kompozycje Maxa Richtera – mowa tu o powtarzalności. Jest to element i niezwykle popularnego On The Nature Of Daylight, i mojego faworyta z tego albumu (Meeting Again): polega to na regularnym powielaniu danej linii melodycznej przez, dajmy na to, sześć minut. W utworach krótszych ten problem również występuje, jednak nie jest aż tak zauważalny jak przy tych dłuższych, bardziej absorbujących kompozycjach. Nie wiem czy jest to specyficzna wizja kompozytora, czy po prostu pójście na łatwiznę – brzmi zdecydowanie jak to drugie.

Three Worlds… jest albumem ciekawym, ładnym, ale również typowym dla Maxa Richtera. Wszyscy fani odnajdą się tutaj bez większego problemu i krążek z pewnością znajdzie sobie miejsce w ich sercach. Jeżeli ktoś jednak za kompozytorem nie przepada, to tutaj również nie będzie miał czego szukać. Nie jest to dzieło wybitne, choć w osobistej hierarchii umieszczam je aktualnie wyżej od The Blue Notebooks, za to pod moją uwielbioną Infrą. Jeżeli więc wiesz z czym je się On The Nature Of Daylight i przypadło Ci to do gustu, to słuchając Music from Woolf Works również będziesz zadowolony.

Pasek - wydanie

Max Richter jest prywatnie wielkim fanem nośników analogowych (co udowadnia drugie zdjęcie w galerii, gdzie – za jego plecami – znajduje się magnetofon szpulowy Revoxa). Nic też dziwnego, że jego najnowszy album można nabyć na winylu. Dla osób preferujących cyfrę pozostaje nabycie wersji CD w digipacku bądź plastikowym pudełku typu jewel case. Naturalnie Three Worlds… można także nabyć w formie pliku bądź zapoznać się z zawartością tego dzieła za pośrednictwem platform streamingowych, np. TIDAL-a.

Pasek - informacje

Wykonawca: Max Richter
Tytuł: Three Worlds: Music From Woolf Works
Wytwórnia: Deutsche Grammophon
Data wydania: 27.01.2017
Gatunek: Muzyka instrumentalna
Czas trwania: 01:06:19