Wosk – recenzja

Autor: Kamil Brycki
Zdjęcia: Taco Hemingway

 

Dla mnie wszystko zaczęło się od Deszczu na betonie. Mimo że wcześniej słyszałem Taco Hemingwaya (bądźmy szczerzy, w ostatnim czasie nie dało się go nie słyszeć), to jednak nie mogłem się zmobilizować, aby w dokładnie przesłuchać jego płyty i zrozumieć, dlaczego tak nagle stał się popularny. Później wszystko odrobinę ucichło, raper więcej koncertował, niż udzielał się w mediach, po pewnym czasie wypuścił zapowiedź swojej pierwszej płyty – wyżej wspomniany Deszcz na betonie – i zakończył ją słowami „do zobaczenia na wosku”, co można było odebrać w najróżniejszy sposób. Od tygodnia już wiem, co to jest Wosk – najnowsza epka, zawierająca sześć nowych piosenek, która została wypuszczona pewnej nocy, całkowicie po cichu. Czy Wosk można uznać za sukces na miarę poprzednich minialbumów?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musiałem zaznajomić się w końcu z Trójkątem Warszawskim oraz Umową o dzieło. Jest to materiał dostępny od dłuższego czasu na rynku, dlatego wspomnę tylko o nim gwoli dopełnienia całego tekstu – jest bardzo dobrze i dobrze. Trójkąt… jest krążkiem opowiadającym historię pewnego człowieka, jego byłej dziewczyny oraz Piotra, w którym rzeczone dziewczę jest zakochane. Umowa… jest zaś skupiona nie na pojedynczych osobach, a na całych „typowych” grupach ludzi. Obydwie epki spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem wśród fanów i pozwoliły Taco na rozpoczęcie pracy nad pełnoprawną płytą.

Minialbumy są utrzymane w mrocznej stylistyce (na elektronicznych bitach) i w stu procentach wykorzystują charakterystyczny styl rapowania Taco. Nie są one wyprodukowane w mistrzowski sposób, za to z pewnością nadrabiają klimatem – na Trójkącie… czuć tę zawiść, niemoc (i może nawet rozpacz?) głównego bohatera, a na Umowie… można pośmiać się z wielce dokładnych, adekwatnych do sytuacji opisów mieszkańców Warszawy (i – prawdopodobnie – nie tylko Warszawy). Wosk jest również klimatyczny, ale w tym przypadku pierwsza część poprzedniego zdania już nie może zostać uznana za prawdę – ten już został nagrany bardziej profesjonalnie, co słychać nawet w trakcie pierwszego odsłuchu. A o czym opowiada? O pieniądzach. I o Hemingwayu.

Dla wielu Wosk może być trochę monotematyczny, ja jednak uważam, że nagrywając sześć utworów nie ma co silić się na zbytnią różnorodność – tym bardziej, kiedy tylko temat pozostaje ten sam, a cała oprawa jest całkowicie inna. Tytułowy numer jest odmienny od tego, co mogłem usłyszeć wcześniej, a jednocześnie nie gubi hemingwayowego ducha. Odpowiednio wypośrodkowany, energiczny, melodyjny, stanowi po prostu świetne otwarcie całego EP dając świadectwo temu, czego możemy się później spodziewać. A jeżeli ktoś się nie uśmiechnął na ”Chryste Rumak, co to jest za bit, chyba czuję zawał”, ten już naprawdę nie może mieć poczucia humoru.

Nie mogę powiedzieć, że dalej jest tylko lepiej, ponieważ Wosk jako utwór podoba mi się najbardziej. Drugim faworytem z nowego EP są Koła, chyba najcięższe ze wszystkich niedawno udostępnionych piosenek, traktujące o pieniądzach w dość (auto)ironiczny sposób, później mamy melodyjny i pozytywny Wiatr, już nie-aż-tak pozytywne Szczerze, 515 oraz BXL. Kolejność nie została wybrana przypadkowo, chociaż nie mogę powiedzieć, że ostatnia wymieniona piosenka jest słaba – po prostu podoba mi się najmniej ze wszystkich. Jednak – co istotne – nie mam nawet sumienia przewinąć jej na swoim odtwarzaczu. Te utwory po prostu świetnie pasują do odsłuchu jako całość, choć nie tak dobrze jak w Trójkącie warszawskim, który miał spójniejszą historię do zaoferowania.

Przyznam szczerze, że Wosk przypadł mi do gustu zdecydowanie najbardziej ze wszystkich dzieł Hemingwaya. Duże znaczenie ma tutaj produkcja wyższej klasy – w końcu wokal został odpowiednio odseparowany od bitu, a i te stały się jakby lepiej rozłożone i nie są aż tak bardzo stłamszone. Daje się to szczególnie we znaki, kiedy pobierze się darmowe MP3 z oficjalnej strony Taco Hemingwaya – artysta udostępnia swoje epki za darmo i aktualnie jest to najszybsza możliwość na zdobycie całego Wosku. Kiedy pojawi się fizyczna wersja, będzie też można mówić o wyższej jakości, porównując jednak Umowę o dzieło do najnowszego minikrążka, o produkcję jestem wyjątkowo spokojny.

Ważne jest również, że pomimo tych wszystkich zmian i w warstwie tekstowej, i w produkcyjnej, Wosk dalej jest albumem Taco Hemingwaya od początku do końca. To, co napisałem parę akapitów wcześniej o duchu tytułowego utworu pasuje również jako opis całej płyty. Jednocześnie bardzo cieszy fakt, iż nie jest to ani drugi Trójkąt…, ani kolejna Umowa o dzieło. Zamiast tego zostaliśmy obdarowani pełnoprawnym, nowym materiałem, utrzymanym w innej stylistyce. To samo zresztą można powiedzieć o Deszczu na betonie (chociaż tutaj skala pozytywności i wakacyjnego vibe’u jest naprawdę mocno powyżej wszystkich trzech EP razem wziętych), na który z pewnością jeszcze przyjdzie czas przy okazji recenzji Marmuru.

Wosk – sześć nowych piosenek, których zadaniem jest umilenie oczekiwania na Marmur, pierwsze pełnoprawne wydawnictwo długogrające Taco Hemingwaya, a także umożliwienie żonglowania utworami w trakcie koncertów (jak dwie płyty trwają godzinę, to ciężko w trakcie live’a nie zagrać wszystkich utworów). Myślę, że głód fanów żądnych nowego materiału został zaspokojony, przynajmniej na czas jakiś. Ten posiłek z pewnością jest bardziej sycący niż Deszcz na betonie i stanowi świetną przystawkę przed jedną z najbardziej oczekiwanych polskich rap-płyt tego roku.

Pasek - wydanie

Wosk można pobrać z oficjalnej strony artysty, niestety jedynie w formacie mp3. Na osłodę pozostaje fakt, że krążek jest całkowicie darmowy.

Pasek - informacje

Wykonawca: Taco Hemingway
Tytuł: Wosk
Wytwórnia: Taco Corp
Data wydania: 2016
Gatunek: Rap
Czas trwania: 22:03